Skip to content
VideoPolacy
Profile Background

Martyna Janas

Martyna Janas
500+ subskrybentów
Obserwuj
przygodakulturapodróże

Martyna Janas: Obcokrajowka, która mówi światem

Martyna Janas zaczęła życie tam, gdzie mapa zazwyczaj przestaje być szczegółowa – w Zielonej Górze, małym mieście, które dla wielu to tylko punkt na trasie między większymi miastami. Ale dla niej był początkiem przygody z głosem, opowieścią, zrozumieniem, że świat nie kończy się za horyzontem toruńsko-poznańskim osi akademickiej. Już w radiu uniwersyteckim, jednym z pierwszych, które otworzyło jej drzwi, znalazła się w świecie, gdzie każde słowo miało wagę, a każda pauza – znaczenie. Potem było siedem kolejnych stacji – radiowych, telewizyjnych, uniwersyteckich, publicznych i komercyjnych – jakby próbowała wszystkie możliwe wersje dziennikarstwa, nim wyjdzie poza nie. Pracowała w marketingu, organizowała kampanie wyborcze, zarządzała teatrem, ale zawsze zauważała, że jej umysł wędruje dalej – ku językowi, kulturze, granicom.

Studiowała prawo, najpierw w Toruniu, potem w Poznaniu, i w końcu w Kadyksie, gdzie po raz pierwszy doświadczyła, jak uczęszcza się na wykłady w języku, który nie jest twoim ojczystym, i jak prawo może być myślę w kontekście innego klimatu, innej historii. To tam, gdzie morze kąpie miasta w blasku południa, a prawo wydaje się mniej sztywne niż w Polsce, zaczęła się jej droga na południe. Gdy uzyskała tytuł magistra, nie wróciła. Przeprowadziła się na Teneryfę – jedną z Wysp Kanaryjskich, miejsce, które dla wielu to katalog wycieczek w biurze podróży, a dla niej stało się początkiem nowej narracji.

Na Teneryfie zaczęła pracować z prawem, ale także – i to było zaskakujące – nagrywać anglojęzyczną audycję o Polsce w hiszpańskim radiu. To było dziwne połączenie: prawniczka, która mówi o Winobraniach, Lechu Wałęsie i Janie Pawle II w języku, który nie był ani jej pierwszym, ani drugim, ale który zaczynał pełnić funkcję mostu. Przecież nie każdy wie, że w Zielonej Górze nie ma tylko lasów, ale też festiwal winiarski, który potrafi zaskoczyć nawet Hiszpanów. Jej głos zaczął się rozchodzić po archipelagu, a ona sama stała się osobą, która tłumaczyła jedno państwo drugiemu, z humorem, z ciekawością, z lekkim przekąsem wobec stereotypów – bo przecież nie, nie wszyscy Polacy są jak Korwin-Mikke, a Robert Lewandowski to nie jedyne, co warto odkryć.

Współtworzy stronę filmową Movieway, ale to nie kino było jej pierwszym medium – to głos. Podcast Głosowe na WhatsAppie stał się jej życiem w miniaturze: intymny, bezpośredni, jakby rozmowa z przyjaciółką, którą przysłuchują się setki, a potem tysiące osób. Nagrywała o wszystkim – o tym, jak wynająć mieszkanie w Hiszpanii, jak przetrwać pierwszy tydzień jako Au Pair na Fuerteventurze, jak przełamać kompleks językowy, gdy mówisz pięcioma językami, ale boisz się, że ktoś się z Ciebie wyśmieje. Jej historia nie była historią sukcesu od razu – była historią próby, błędu, przestawiania się. Pracowała w hotelu dla osób z niepełnosprawnością, gdzie w cieniu wakacyjnego radości pokazano jej, jak różny może być świat: opowieści klientów, zdrady, uzależnienia, miłości odnalezione w ostatniej chwili – wszystko to stawało się treścią jej odcinków, które potrafiły być szokujące, ale zawsze prawdziwe.

Jej kanał to nie tylko podróż – to dokument życia na granicy kultur. Żeby założyć podcast, potrzeba hostingu, a ten kosztuje. W pewnym momencie nagrała krótki odcinek, w którym, z godnością i prostotą, prosiła o wsparcie na Patronite, bo inaczej nie będzie mogła dalej mówić. To był moment, gdy jej opowieść przestała być tylko relacją z życia, a stała się aktorem – wyboru, zaangażowania. Ludzie wsparli. I ona grała dalej.

Czasem mówiła o sobie – w 2019 roku była w trzech krajach, miała cztery prace, mówiła w sześciu językach, była na trzech wyspach, założyła partię polityczną, a może chodziło o polityczne spotkanie? Trudno powiedzieć, bo ten fragment pozostał tajemniczy. Ale wiadomo, że jej zainteresowania sięgały dalej niż tylko kultura – była w poruszającej głęboko kampanii wyborczej, wspominała wesele we Włoszech, ale też frustrację z pracy w hotelu, gdzie szef traktował pracowników jak figury na szachownicy, a potem próbował zmusić ją do powrotu, mimo że wcześniej razem umówili się na rozstanie. To było jedno z tych potknięć, które nie zostawiają blizn, ale nauczają – że za granicą nie zawsze idzie się po mleko, a potem wraca do domu.

Jej największe sukcesy nie były nagrodami, ale filmami, które trafiły do serc. Odcinek Jak wynająć mieszkanie w Hiszpanii? zdobył setki wyświetleń, ale to Praca na Teneryfie – rynek pracy na Wyspach Bezrobocia stało się mini-biblią dla tych, którzy marzą o egzotyce, ale nie chcą żyć z myślą o bankructwie. A potem przyszła pandemia – i ona, jak wielu, została uwięziona w raju. Ale nie milczała. Opowiadała o izolacji, o strachu, o tym, jak brak kontaktu towarzyskiego może być gorszy niż sam wirus. Jej głos był wtedy jak ciepła herbatka – kojący, prosty, bez patosu. Kiedy Hiszpania zaczęła się odbudowywać, ona opowiadała, jak to będzie wyglądać: z formularzami do wypełnienia, z aplikacjami do śledzenia zakażeń, z maseczkami, które trzeba nosić nawet podczas opalania – absurd, który potrafiła opowiedzieć z humorem, ale bez ironii.

Z czasem jej kanał zmienił się. Zniknęły codzienne odcinki podcastu, pojawiły się filmy – krótkie, ale pełne koloru: wycieczka na Teide, wspinaczka na wieżę Eiffla, spacer po Sewilli. Ale też pojawiły się nowe tematy – o niepełnosprawności, o bólu, który nie zawsze widać. Nagranie z listopada 2022 roku, o tym, co naprawdę przeszkadza, gdy trudno chodzić, było jednym z najciemniejszych i najjaśniejszych jednocześnie – bo mówiło o rzeczach, o których się nie mówi. A potem – cicho. Czasem film co pół roku. Czy kanał umarł? Nie. Raczej przeszedł w fazę, w której życie jest ważniejsze niż nagrywanie.

Na początku często pojawiał się jej chłopak, a potem zniknął – ani słowem nie wspomniane, jakby życie po prostu się zmieniło. Podobnie jak jej zainteresowania: kiedyś była pasjonata prawa, potem stała się opowiadaczką świata. Kino, które wspominała w opisie kanału, pozostało w tle – raczej jako kontekst niż główny temat. Zniknęły też wspomnienia o pracy w teatrze, o kampaniach wyborczych. Została podróż – ale nie taka, która pokazuje tylko plaże. To podróż do wnętrza, do języka, do bariery, którą trzeba przekroczyć, by powiedzieć choć jedno zdanie po włosku, choćby z błędem.

Jej filmy o największej oglądalności – Hiszpania po koronawirusie i Praca na Teneryfie – to nie były rozrywki, ale przewodniki po nowym świecie. Ludzie patrzyli, bo szukali odpowiedzi. A ona dawała je z prostotą, jak ktoś, kto sam szukał i znalazł – czasem po wielu próbach.

Ostatnio, w kwietniu 2024 roku, pojawiła się w Gibraltařze – z przyjaciółmi, z kamerą, bez komentarza. Jakby mówiła: oto ja, nadal tu jestem, nadal wędruję, nadal opowiadam – tylko teraz ciszej.

Martyna Janas to historia osoby, która przeszła z radiowego studia w Zielonej Górze na plaże Teneryfy, nie po to, by uciec, ale by zrozumieć, że świat to nie rynek, tylko język, który trzeba nauczyć się mówić – nawet z akcentem.