Skip to content
VideoPolacy
Profile Background

Michał Gonera

Michał Gonera
500+ subskrybentów
Obserwuj
podróżekulturajedzeniedaily

Michał Gonera i jego świat poza Polską

Michał Gonera, twarz kanału, który na pierwszy rzut oka może wydawać się nazwiskiem jednej osoby, szybko okazuje się bytem bardziej zbiorowym – narratora, który mówi „my”, a nie „ja”, i który opowiada o życiu nie samotnika, lecz pary. Razem z Olią, swoją partnerką, wyruszyli na wyprawę, którą wielu nazwałoby ucieczką od codzienności, ale dla nich była raczej skokiem w jej głębinę – tylko że w zupełnie innym krajobrazie kulturowym. Ich opowieść zaczyna się tam, gdzie kończy się Polska, a zaczyna się Bliski Wschód – a konkretnie Amman, stolica Jordanii, miasto, które stało się pierwszym etapem ich nowej, mobilnej narracji o życiu za granicą.

Przed wyjazdem Michał i Ola najprawdopodobniej żyli w Polsce, gdzie mieli do czynienia z pytaniami, które zadają sobie niemal wszyscy, którzy planują przeprowadzkę: Jak to będzie? Czy poradzimy sobie? Czy nie zgłupiejemy z samotności? Ich odpowiedź była filmowa – zaczęli kanał, by dzielić się wrażeniami, radzić się innych emigrantów i dokumentować pierwsze dni w nowym otoczeniu. Wspomnienia o Polsce są nieobecne w treści, ale obecne w tonie – to duchowy punkt odniesienia, od którego mierzą wszystkie różnice: od kultury po klimat, od jedzenia po sposób, w jaki ludzie na ulicy mówią „dzień dobry”.

Ich pierwsze miesiące w Ammanie to seria małych, ciepłych odkryć. Pokazują, jak niewiele trzeba, by poczuć się mile widzianym – wystarczy uśmiech, zaproszenie na kawę albo pomoc przy złapaniu taksówki. Z czasem jednak tematy stają się głębsze. Zaczynają zaglądać za wzniesione mury kulturowne: rozmawiają o alkoholu – czy da się wypić w kraju, gdzie to niemal tabu, opowiadają o uchodźcach, których obecność jest widoczna w każdej dzielnicy miasta. W jednym z filmów Ola odwiedza skatepark dla dzieci, miejsce, gdzie młodzi Jordańczycy i uchodźcy bawią się razem, nie patrząc na narodowość – to jeden z tych momentów, gdy widać, że ich narracja nie ogranicza się do turystycznych wrażeń, ale chce coś złapać, co jest trudne do uchwycenia: ducha współistnienia.

Ich kamera przemieszcza się po miastach, ale też przez tematy, które dla wielu są trudne do otwarcia. W odcinku o seksie na Bliskim Wschodzie stają twarzą w twarz z niemym dyskursem, który w Europie jest już czynny, a tu nadal jest niedopowiedzeniem. Nie są moralizatorami, ale też nie udają, że wszystko jest proste – ich europejska perspektywa czasem potyka się o lokalne normy, ale robi to z humorem, z ciekawością, bez lekceważenia. To nie jest krytyka, to obserwacja – jak z notatnika podróżnika, który nie wie, co dokładnie szuka, ale wie, że chce to zrozumieć.

W miarę jak mijają miesiące, ich styl się zmienia. Wszystkie początkowe odcinki wspominają o współpracy z LG Polska i Mobizillą – widać, że ktoś im pomagał technicznie, że byli częścią większego projektu. Ale te wspomnienia zanikają. Od jakiegoś momentu nie ma już wspomnień o sprzęcie, o sponsorach – tylko oni i ich kamery. To może oznaczać, że stracili wsparcie finansowe, albo że postanowili iść własną drogą, niezależną od zewnętrznych wpływów. Ich filmy stają się bardziej osobiste, mniej „produkcyjne” – bardziej jak domowe nagrania, ale z głębią.

Po dziesięciu miesiącach życia w Jordanii publikują dwa filmy, które stają się ich przełomem – zestawienie dziesięciu największych atrakcji turystycznych w kraju. To nie jest suchy przewodnik, ale zaciekawiająca, subiektywna, a nawet kontrowersyjna wycieczka przez to, co najważniejsze. Te dwa odcinki – część pierwsza i druga – są ich największym sukcesem: jeden z nich zbiera ponad 19 tysięcy, drugi ponad 10 tysięcy odsłon. To więcej niż wszystkie poprzednie razem. Widać, że ludzie szukają właśnie takiej wiedzy: nie suchych faktów, ale narracji od kogoś, kto żył w kraju, a nie tylko go odwiedził.

Z czasem ich horyzont się poszerza. Po Omanie – kraju, który „przypomina baśnie z tysiąca i jednej nocy” – docierają do Arabii Saudyjskiej. To skok o kolejne pokolenie dalej – do Rijadu, miasta, które wielu obcym wydaje się nieprzystępnym. Ale oni już nie są obcymi. Mieszkają tam dwa miesiące. Pokazują centra handlowe, które dla jednych są pułapką konsumpcji, dla nich – oknem na życie codzienne. Ich kanał, który zaczynał się od „Śniadania w Ammanie”, stopniowo zmienia się w coś szerszego: w dokumentację życia w arabskim świecie, w serię reportaży z krajów, które z daleka wydają się tajemnicze, a z bliska – po prostu różnorodne.

W ich historii pojawia się kilka stałych postaci. Ola – partnerka Michała – to druga półówka narracji, często ona prowadzi kamerę, ona zadaje pytania, ona odwiedza miejsca. Ewelina, kobieta, która długo żyje w Jordanii, pojawia się jako przewodnik po lokalnej kulturze kawiarnianej. Kuba Rybicki, kolega Oli ze studiów, przyjeżdża do Jordanii i zostaje dwutygodniowym gośćem w jednym z odcinków – jego zdjęcia podkreślają, że jest fotografem, a jego opowieść o podróży wzbogaca narrację. Ale żadna z tych osób nie gości dłużej – nie ma ciągłości w obecności gości. Pojawiają się i znikaют, jak przystań na dłuższej trasie.

Z czasem jednak coś się zmienia. Po filmie o Arabii Saudyjskiej – który jest ich drugim co do popularności – nie ma już nowych filmów. Seria „Śniadanie w Ammanie” przestaje się rozrastać. Nie wiadomo, czy przenieśli się dalej, czy wrócili, czy po prostu przestali opowiadać. Ale widać, że tematy, które kiedyś wydawały się centralne – jak kultura, jedzenie, życie codzienne – ustępują miejsca czemuś większemu: turystyce, wizytom, poradnikom. To nie jest już tylko historia o życiu w Jordanii – to przewodnik dla innych, gotowy do użycia.

Ich największe sukcesy to bez wątpienia filmy o turystycznych atrakcjach Jordanii i Arabia Saudyjska – miejsca, gdzie ich doświadczenie osobiste spotyka się z potrzebą widzów. Największym potknięciem mogło być zakończenie cyklu – nie dlatego, że padł, ale dlatego, że nie doczekali się kontynuacji. Można odnieść wrażenie, że kanał wyhamował w momencie, gdy najbardziej się rozwijał.

Ich historia to opowieść o parze, która postanowiła nie tylko wyjechać, ale też opowiadać. O tym, jak się żyje w kraju, gdzie nie mówi się po polsku, gdzie nie ma świątyni McDonald’s na rogu, ale gdzie są ludzie, którzy pytają, skąd pochodzisz – i naprawdę chcą wiedzieć. Ich kamery były mostem – między kulturami, między oczekiwaniami a rzeczywistością, między tym, co się wydaje egzotyczne, a tym, co po kilku miesiącach staje się codziennością.

To była historia o tym, jak Europa myśli o Bliskim Wschodzie – i jak Bliski Wschód czasem zaskakuje swoją ludzkością.