Skip to content
VideoPolacy
Profile Background

Michaś z Zanzibaru Wycieczki po polsku -ZANZIBAR

Michaś z Zanzibaru Wycieczki po polsku -ZANZIBAR
500+ subskrybentów
Obserwuj
podróżeprzygoda

Michaś z Zanzibaru – opowieść o wycieczkach po polsku

Gdzieś tam, na skraju indyjskiego oceanu, tam, gdzie piasek jest biały jak cukier, a palmowe cienie kołyszą się w rytm marzeń, pojawił się Michaś – człowiek, który postanowił, że Polacy na Zanzibarze nie będą tużyc odosobnieni w tłumie obcych języków. To on, z kamerą w ręku i akcentem z Polski Środkowej, zaczął opowiadać o wakacjach po polsku, albo raczej: o polskich wakacjach na Zanzibarze. Jego kanał, nazwany prostym jak dzień roboczy – Michaś z Zanzibaru Wycieczki po polsku -ZANZIBAR – nie błyszcza efektami specjalnymi, ale w jego filmach czuć oryginalność, jak świeży kokos w południowym słońcu.

Początkowo Michaś raczej eksperymentował z formą. Jego pierwszy film, opublikowany w 2021 roku, był niczym zawołanie do świata: „#zanzibar #wycieczki #MichaśzZanzibaru” – krótko, technicznie, bez opisu, jakby nie był jeszcze pewien, czy ktoś w ogóle spojrzy. Ale spojrzano. Trzynaście i pół tysiąca osób zainteresowało się tym, co miał do powiedzenia. Może nie było tam jeszcze głębokiej narracji, ale była iskra – iskra człowieka, który wie, co oferuje, ale jeszcze nie wie, jak to opowiedzieć.

Z czasem zaczął się zmieniać rytm jego działalności. Po długiej przerwie – niemal półtora roku – pojawił się kolejny film, zatytułowany z większym rozmachem: #Zanzibarwakacje, #zanzibarbeach, #Wycieczkipopolsku – jakby w końcu zrozumiał, że jego misja to nie tylko promocja wycieczek, ale budowanie własnego kultu polskiego obecności na archipelagu. Tylko że oglądalność spadła drastycznie. Może świat nie był gotowy, a może Michaś był jeszcze za bardzo w fazie szkicowania, nie kończenia.

Ale potem, w październiku 2023 roku, wrócił – już bez hashtagów, z czcionką pogrubioną jak zaproszenie na scenę: 𝐙𝐀𝐍𝐙𝐈𝐁𝐀𝐑 𝐖𝐘𝐂𝐈𝐄𝐂𝐙𝐊𝐈 𝐏𝐎 𝐏𝐎𝐋𝐒𝐊𝐔. Brzmiało to jak nazwa firmy, a może nawet ruchu. I tym razem ludzie wrócili – prawie trzy tysiące wyświetleń, znów wzrost zainteresowania. Było widać, że Michaś szuka nie tylko odbiorcy, ale tożsamości. Co to znaczy „wycieczki po polsku”? Czy to język? Atmosfera? Przewodnik, który mówi „kochani” i żartuje o pogodzie w Gdańsku?

W kwietniu 2025 roku wszystko nabrało sensu. W jednym z filmów zaprosił do siebie – dosłownie. „Jeśli ktoś ma ochotę poznać bliżej nas oraz historię naszej pracy i całej ekipy” – brzmiało to jak przełom. Po raz pierwszy padło słowo „nas”, „ekipa”. Okazało się, że Michaś nie działa sam. Gdzieś po drodze dołączyli inni – ludzie, których nie widać jeszcze w materiałach, ale których obecność czuć w liczbie mnogiej. To była zmiana – z jednostkowego eksperymentu rodził się zespół, wspólne przedsięwzięcie, coś, co przypominało firmę turystyczną z duszą.

Drugi film w tym samym miesiącu był już tylko konstatacją: ZANZIBAR WYCIECZKI PO POLSKU – bez dodatków, bez tłumaczeń. Nazwa jako manifest. Być może Michaś w końcu doszedł do wniosku, że nie musi się przedstawiać, że wystarczy powtórzyć, kim jest. Tyle że tym razem tylko tysiąc wyświetleń – jakby świat znów odwrócił się tyłem, albo jakby to był już film tylko dla tych, którzy już wiedzą.

Nie ma w jego katalogu wzmianek o życiu przed Zanzibarem, ale można podejrzewać, że gdzieś w Europie Środkowej, daleko od morza, Michaś pracował w czymś, co mało ma wspólnego z kokosami. Może w biurze, może w turystyce – trudno powiedzieć. Ale wyjechał. I zamiast zostać anonimowym pracownikiem ośrodka, postanowił zostać twarzą polskiego turystycznego doświadczenia na wyspie. Jego największym sukcesem nie jest żaden konkretny film, ale to, że utrzymuje kanał mimo rytmu publikacji przypominającego pulsowanie rafy – nieregularny, ale uporczywy.

Nie ma też śladów po osobach, które mogłyby występować wcześniej – żadnych wspomnień, żadnych pożegnań. Nikt nie zniknął głośno, nikt nie został pożegnany. Ale jeśli kiedyś była „ona” lub „oni”, to teraz są tylko „my” – ekipa, której twarzą pozostaje Michaś. Co kiedyś mogło być solowym projektem, dziś brzmi jak działalność grupowa, choć szczegóły pozostają ukryte za kadrem.

Jego najpopularniejszy film to ten pierwszy – moment, w którym rzucił się w nieznane. Najmniej popularne są te, w których mówi o sobie – paradoks, bo najważniejsze opowieści najrzadziej trafiają do serc. Ale to nie wygląda na porażkę. Raczej na świadomość, że ludzie chcą wakacji, a nie biografii.

Historia Michaśa z Zanzibaru to opowieść o człowieku, który przeniósł swój głos z centrum Europy na perlisty brzeg afrykańskiej wyspy i mówi – cicho, ale uparcie – że nawet w raju można być po polsku.