Skip to content
VideoPolacy
Profile Background

MoraUlv Family

MoraUlv Family
5K+ subskrybentów
Obserwuj
rodzinapodróże

MoraUlv Family – opowieść o rodzinie, która wybrała życie po swojemu

Rafał, twarz i głos kanału MoraUlv Family, nie zawsze wiedział, że jego życie poprowadzi go tak daleko od domu. Był Polakiem z Krakowa, człowiekiem, który przez trzydzieści siedem lat walczył z poczuciem ułomności, z tym, że nie mieści się w schematach rodzinnych ani nie potrafi znaleźć swojego miejsca na rynku pracy. Jego droga nie była prosta, a decyzja o wyjeździe za granicę wyrosła nie tylko z ekonomicznego wypalenia, ale z głębszego pragnienia – życia, które miałoby sens. I choć początkowo myślał o emigracji jako o ucieczce, ostatecznie okazała się ona powrotem do siebie – nie do kraju, ale do spokoju, który znalazł w Bukareszcie.

Zanim zaczął dzielić się z widzami codziennością, Rafał miał za sobą doświadczenia z pracy w HR, ale to w Rumunii dopiero poczuł, że robi coś, co go wypełnia. Praca, która kiedyś wydawała się nieosiągalna w Polsce, teraz toczyła się stabilnie, z przyjemnością, a on sam mawia, że tu, w obcym języku i kulturze, po raz pierwszy poczuł się kompetentny. Były oczywiście i ciemne strony – jego pierwsza praca w Rumunii była traumą, miejscem, gdzie nie wytrzymał, gdzie stres zżerał go od środka, ale to właśnie ogień tej porażki ostatecznie go wytępił i uczynił odporniejszym. Późniejsze wydarzenia, jak pożegnanie szefowej i wspólny prezent dla niej, były momentami, w których widać, jak bardzo zmienił się jego stosunek do pracy – z obawy na zaangażowanie, z niepewności na przynależność.

Centrum jego świata stała się jednak nie tylko praca, ale rodzina. Związek z Aną, Rumunką, który przetrwał pięć lat, był dla niego czymś, co mu się najlepszego przytrafiło. Ich wspólne życie, opowiedziane w filmach o rumuńskim weselu, o spotkaniach z teściami, o wspólnych weekendach i kłótniach, to nie tylko historia miłosna, ale historia wyboru. Wyboru, który nie był łatwy – relacje z teściem były napięte, a jego wizyty stawały się coraz trudniejsze, czasem tak bolesne, że Rafał mówił o nich z nutą rezygnacji. Natomiast teściowa, choć rzadziej obecna, pojawiła się w jednym z filmów, by przygotować coś ważnego – tradycyjną rumuńską zakuskę, coś, co wiąże ich z kuchnią i kulturą Ani. Siostra Ani, Dede, też gościła na kanale, przynosząc z sobą chwilę ciepła i biologicznego podejścia do jedzenia, które ich dwójka próbowała wprowadzić w codzienność.

Ich syn Karim, którego imię brzmi jak tylnik od „piszk”, stał się centrum osi kanału. Jego narodziny, pierwsze kroki, choroby, fryzury i reakcje na świat – wszystko trafiło na film. Rafał często mówił, że pierwsze trzy miesiące życia Karima były „wyjęte” z ich życia, tak silnie zmieniły perspektywę. Później jednak, z każdym dniem, stawał się nie tylko tematem, ale partnerem w narracji – w serii „Karim i ja”, ojciec dzieli się refleksjami podczas spacerów, ucząc syna nie tylko rzeczy praktycznych, ale także wartości, cierpliwości i miłości. Ich przygody – od placów zabaw, przez grilowanie, po wakacje nad Morzem Czarnym – to portret ojcostwa, które nie ukrywa zmęczenia, ale nie boi się go pokazać. Gdy Karim znów zachorował tuż po powrocie z wypoczynku, Rafał nie próbował udawać – był zmęczony, wykończony, marzył, by ten weekend się skończył. To szczerość, która budowała zaufanie.

Kanał zaczął się na początku 2023 roku jako próba przemówienia do ludzi, którzy jak on, czuli się zagubieni. Pierwsze filmy nosiły ślad porównań – między Bukaresztem a Sztokholmem, między życiem w Rumunii a w Polsce. Ale szybko zauważył, że nie potrzebuje globalnych porównań, by mówić o czymś ważnym. Wystarczyło opowiedzieć o śniegu, o ersten butach Karima, o tym, jak Rumuni kochają beton czy jak traktują zwierzęta na wsiach. Stopniowo jednak temat się zmieniał – z obserwacji społecznych przechodził do refleksji osobistych. O uzależnieniu od alkoholu, które sam przeżył, o nerwicy natręctw, o traumie z dzieciństwa związanej z decyzją o technikum, która była dla niego „najgorszą decyzją w życiu”. Te wyznania, uczulone ironią i dystansem, przyciągnęły widzów, bo były prawdziwe – nie udawane, nie przyozdobione.

W miarę rozwoju kanału, Rafał zmieniał się. Z mężczyzny, który mówił o tematach jak przyjaźń między kobietą a mężczyzną czy krytykował polskie zachowania, stał się narratorem codzienności rodzinnej. Już nie tylko udzielał rad, ale pokazywał, jak je stosuje. Gdy pojawiły się komentarze, że oszpecił Karima, dając mu krótką fryzurę, nie odpowiadał z agresją – odpowiedział serią ujęć z życia, spacerem, kawą, ciastkiem bez cukru. Gdy krytykowano jego ojcostwo, że nie pilnuje Karima, tłumaczył, co się naprawdę wydarzyło – nie z złością, ale z troską. A kiedy ktoś napisał, że jest egoistą, bo zostawia Karima, by robić filmy, odparł, że to nie egoizm, ale odpowiedzialność – zarówno za biznes, jak i za rodzinę.

Jego największymi sukcesami nie były liczby, choć film „Zabrałem Ukraińców z Warszawy” przekroczył trzydzieści tysięcy wyświetleń, a „Przyleciał z Tel Awiwu” – ponad dwadzieścia pięć tysięcy. To sukcesy klimatu – że ludzie czuli się tam bezpiecznie, że mogli mówić o trudnych tematach, o emigracji, o rodzinie, o śmierci przyjaciela w młodym wieku. A największym potknięciem było bycie zapomnianym – momenty, gdy widzowie myśleli, że promuje alkohol, że jest alkoholikiem, że traktuje źle syna. Rafał nie ignorował tego – odpowiedział, tłumaczył, otworzył dialog.

Tematy, które kiedyś dominowały – jak przyjaźń, relacje, przytłaczające zachowania Polaków – stopniowo zanikły, przekazując miejsce byciu ojcem, partnerem, człowiekiem, który przeszukał się i znalazł pokój. Osoby, które kiedyś pojawiały się często – Paweł z pizzerii, Kasia z USA – z czasem rzadziej gościły na kanale. Został tylko Rafał, Ana, Karim i Bukareszt – z jego śniegiem, parkami, targami i śmiesznymi przypadkami, jak trafienie na plażę nudystów.

Przez lata emigracji, Rafał przeszedł od człowieka, który stracił serce do Rumunii, do jednego, który mimo wątpliwości, deszczu i „rumuńskiej załamki”, wciąż tu mieszka. Nie dlatego, że nie ma wyjścia, ale dlatego, że wybrał. Wybrał prościznę, bliskość i to, co tworzy – życie, które wybierają każdego dnia.

To historia o tym, jak człowiek, który był ułomny w jednym kraju, stał się kimś, kogo dzieci patrzącemu w oczy mówi: „Idzie piszk”.