Skip to content
VideoPolacy
Profile Background

niespakowani

niespakowani
5K+ subskrybentów
Obserwuj
podróżerodzinaprzygoda

niespakowani – opowieść o podróżach, rodzinie i niespodziewanych drogach

Początki byli skromne, a pierwszy lot w powietrze – dosłownie. W 2017 roku, gdy dron DJI Phantom 4 po raz pierwszy wzbił się nad ziemią, zaczął się też cykl, który miał wpisać się w codzienność dwóch osób, które nagle zdały sobie sprawę, że ich życie zmieniło kurs. Nie było to nagłe przebudzenie, raczej powolne, ale nieubłagane przekonanie, że świat za oknem domu jest zbyt duży, by go ignorować. Początkowo były to krótkie vlogy z Londynu, chwile z Dubaju, preludia do czegoś większego – przygód, które najpierw były tylko zajawkami, a potem stały się nieodłącznym tłem ich życia. Z czasem imię i nazwisko – Kinga i Mateusz – zaczęło się wiązać z podróżą nie jako ucieczką, ale jako stylem życia.

Przed wyjazdami nie było jeszcze małego Leona, a ich codzienność toczyła się w Polsce, między pracą, miastami i planami. Kinga, która w późniejszych filmach wspominała poród w Szpitalu Świętej Rodziny w Poznaniu, najwyraźniej była już wtedy osobą skupioną na szczegółach i emocjach, które trudno oddać w statystykach. Mateusz, z kolei, wydawał się być człowiekiem, który nie boi się nawet tych najbardziej absurdalnych sytuacji – jak zabrany dron na lotnisku w Dubaju czy upadek do oceanu na Islandii. Obaj byli gotowi na nieoczekiwane zwroty akcji, które z czasem stały się niemal ich znakiem firmowym: coś zawsze idzie nie tak, ale to właśnie z tego powstają najlepsze historie.

Pierwszy wyraźny przełom nadeszła w 2018 roku, gdy pojawili się na Majorce, a potem – zimową Islandią. To tam, wśród lodowców i gejzerów, zaczęło się coś więcej niż tylko nagrywanie wakacji. Było to przeżycie, które widać na ujęciach: dreszcze, zachwyt, ale też frustracje – jak uszkodzony dysk, przez który stracili materiał z Islandii. To nie było tylko zdjęcie pięknych miejsc, ale dokumentowanie trudności, które towarzyszą prawdziwej podróży. A potem, w 2019 roku, nastał kolejny przełom – ślub w Ostrowie, wioselne tańce w Gościńcu Zębcowskim i ogłoszenie, że rodzi się nowa rodzina. Niebawem, w grudniu, pojawił się na świecie Leon, a świat niespakowanych nagle zawęził się do pokoi hotelowych, wózków i pytań: czy z małym dzieckiem da się podróżować?

Pytanie, które kilka miesięcy wcześniej mogłoby wywołać uśmiech politowania, stało się ich głównym tematem. Kiedy w 2020 roku wybrali się na Sardynię, a Leon miał rok, udowodnili, że się da – nawet jeśli dziecko zostało pogryzione przez 28 komarów w ciągu jednej nocy. To nie było idealne wakacje – to były ich wakacje. I właśnie wtedy kanał zyskał nową warstwę: nie była to tylko opowieść o miejscach, ale o tym, jak do tych miejsc dotrzeć z dzieckiem, z niepewnością, z miłością i z mnóstwem zielonego pesto przygotowanego w domu podczas kwarantanny. Pandemia, która dla wielu zamknęła świat, dla nich stała się momentem introspekcji – filmów o Netflixie, o piekarni Kingi i o tym, jak przetrwać 33249. dzień izolacji (tak, był to żart, ale z nutą prawdy).

Z Islandią mieli specjalne uczucie – wracali tam nawet, gdy pandemia znów zamykała granice. Pojawił się Akureyri, Święty Mikołaj w lipcu, Diamentowy Krąg i wyprawy trwające ponad 11 godzin. Ale nie tylko Islandia – byli we Włoszech, na Malcie, w Lizbonie, w Szwajcarii, a potem wciągnęła ich Afryka. To właśnie wyprawa do Tanzanii i Zanzibaru, choć początkowo przerwana przez odwołany lot, stała się jednym z najważniejszych punktów ich historii. Tam, gdzie spodziewali się raju, ujrzeli też jego odwrotną stronę – śmieci, biedę, systemy, które nie działają. I zamiast odjechać, zdecydowali się na akcję – sprzątanie wyspy, pomoc przez fundację Agandi w Ugandzie, współpraca z Polką mieszkającą na Zanzibarze, Laurą. Z turystów stali się uczestnikami – nie tylko obserwatorami.

Ich sukcesy mierzone są liczbami, ale nie tylko. Film Czy stać Cię na Seszele? zebrał blisko 100 tysięcy wyświetleń – więcej niż większość innych – bo trafił w sedno: pokazał, że raj nie musi być tylko dla bogatych. Film o Zanzibarze z napisami angielskimi, który ujawnia „prawdziwe oblicze” turystycznej wyspy, był nie tylko popularny, ale ważny – otwarty, pełen empatii, pytający, jak naprawdę pomóc. To nie była już tylko rozrywka, ale etyka.

Były też potknięcia – dyski, które padały po raz drugi, loty odwoływane, nieprzewidziane koszty, drony zabierane przez służby. Ale żadne z nich nie wytrąciło ich z rytmu. Nawet kiedy w 2023 roku deszcz i powódź zaskoczyły ich w Australii, a oczekiwania spotkały się z rzeczywistością pełne kałuż i rozczarowania, nie przestali kręcić. Byli tam, by pokazać, że podróż to nie tylko Instagramowe ujęcia, ale też momenty, gdy nie wiedzie się, gdzie schronić przed deszczem, a dziecko wymaga uwagi bardziej niż widok z tarasu.

Z czasem pojawiali się goście – Michalina, która dzieliła się wiedzą o Korei i gościła w Szwajcarii, Martyna Woźniak, która robiła zdjęcia na sesjach rodzinnych, Tomek Mikurda i Tomek Wojciechowski, odpowiedzialni za montaż, ale też za to, że historia była dobrze opowiedziana. Zniknęli za to ludzie z początków – nie ma już wspomnień o Warszawie z kebabem, nie ma więcej Londynu z pizzą, która miała być „najlepsza na świecie”. Zamiast tego: Nowy Jork, Chicago, Mykonos, Azory – świat się powiększał, ale też zmieniał się kierunek. Z czasem zaczęli mówić nie tylko o tym, gdzie byli, ale jak byli – czy to możliwe, by podróżować elektrykiem? Czy warto latać tanią linią Scott, nawet jeśli podróż trwa 20 godzin? Czy po dwóch latach można wreszcie opowiedzieć o porodzie?

Nigdy nie ukrywali, że finanse to wyzwanie. Liczyli koszty – ile zapłacono w maltańskim Lidlu, ile kosztuje hot dog na Mykonosie, ile wydano na loty do Australii. Ale nie robią tego, by się chwalić – raczej by pokazać, że to wszystko jest osiągalne. I właśnie to czyni ich historię taką autentyczną: nie są perfekcyjni, nie mają nieskończonych pieniędzy, nie zawsze wiedzą, co robią – ale idą naprzód.

W 2025 roku, gdy planowali podróż przez Europę elektrykiem, wydawało się, że osiągnęli punkt, w którym nie chodzi już tylko o to, gdzie pojadą, ale jak to zrobią – z jakim śladem węglowym, z jaką odpowiedzialnością. To nie była już tylko przygoda, ale świadoma podróż.

To historia o rodzinie, która nie zamknęła się w czterech ścianach, ale otworzyła je szeroko, by pokazać, że świat jest możliwy – nawet z dzieckiem, nawet z pandemią, nawet z uszkodzonym dyskiem.