
Nomad Rose – opowieść o życiu poza mapą
Różka, znana też jako Róża, zaczęła swoją przygodę z podróżowaniem od ucieczki z przedszkola – z jedną kanapką w plecaku i światem rozpostartym za bramą parkową. To nie był jeszcze początek kanału Nomad Rose, ale zapewne pierwszy krok w stronę życia bez ustalonych granic. Wtedy, jako pięcioletnia marzycielka, nie wiedziała jeszcze, że jej historia zostanie opowiedziana w filmach, że ta niepohamowana chęć szwędania się po świecie stanie się zawodem, a nie tylko potrzebą. Dopiero trzydzieści lat później, stojąc na progu kariery i stabilizacji, zdecydowała się rzucić wszystko i spełnić marzenie: podróż dookoła świata.
Zaczęła od Turcji, jakby testując, czy rzeczywiście odważy się pójść dalej. W 2022 roku, we wrześniu, była już w Mardin – mieście, o którym turyści rzadko wspominają, a które, jak się okazało, mogło być pierwszym krokiem w zupełnie inną rzeczywistość. Razem z Piotrkiem – stałym towarzyszem podróży – spisała kartę południowo-wschodniej Turcji, zadając pytania o bezpieczeństwo, kulturę i to, co się kryje za złą sławą Diyarbakiru. Tam, wśród ruin i konfliktów, odkryła coś nieoczekiwanego: ciepło, gościnność, muzykę barberów i smak kebabu, który nie był tylko kebabem. Te pierwsze filmy – pełne dźwięków arabskiej muzyki, hałasów targów i cichych refleksji – nie miały jeszcze stylu, ale miały prawdziwość. A to wystarczyło, by zacząć.
Indie stały się jej kolejnym etapem, a zarazem obsesją. Początkowo spodziewała się kolorów, ale szybko zetknęła się z zapachem gubałówek, karaluchami i tysiącami szczurów w świątyni w Bikaner. To tam, przed martwym pieskiem na betonie, zrozumiała, że Indie potrafią złamać najodważniejszych. I właśnie ten moment – gdy świat się przewraca – stał się treścią jednego z jej najpopularniejszych filmów. Ale nie uciekła. Została. I odkryła inne strony subkontynentu: wesela, na których nie ma schabu, ale za to taniec trwa dwanaście godzin; miasta, które świecą na niebiesko albo złoto; i Goę, która, jak się okazało, jest kobietą. Tam poznała Ewę i Ulę, które zaprosiły ją do świata Kobiecego Goa – przestrzeni, o której mówiła z podziwem, jak o miejscu, gdzie kobiety odzyskują ciało, głos i czas.
Im dłużej była w Indiach, tym więcej filmów robiła – ale też coraz bardziej się zmieniała. Zniknęły lekkie opowieści o plażach. Zamiast nich pojawiały się głębsze tematy: życie pracownic herbaty w Munnar, nadgodziny na stromych stokach, zarobki zaledwie kilku dolarów dziennie. Różka nie tylko pokazywała krajobrazy – zaczęła patrzeć na ludzi. Jej kamera przestała być tylko obserwatorem, stała się świadkiem. I choć nie robiła z tego kampanii, jej opowieści brzmiały jak niegłośny protest.
Największy przełom nastąpił w maju 2023 roku, kiedy wyruszyła na trekking dookoła Annapurny. Bez przewodnika, bez portera, tylko z Piotrkiem i plecakiem. Te dwa filmy – pierwsza i druga część Annapurny Circuit – stały się jej największym sukcesem, zbierając ponad 18 tysięcy wyświetleń w ciągu kilku tygodni. Były to dokumenty z trasy: dzień po dniu, kilometr po kilometrze, od Kathmandu aż po Thorong La Pass. Pokazywała nie tylko widoki, ale też ceny, trudności, poranne rozmowy z portierem i jak wygląda noc w schronisku przy -5°C. To była podróż, ale też narracja o wytrwałości – jej własnej, i tych, którzy postanowili ją powtórzyć dzięki jej mapom i wskazówkom.
Po Himalajach zatrzymała się w Gruzji, gdzie zimno i samotność górskich szlaków przytłaczały, ale też uzdrawiały. Trekking z Kazbegi, jedynie z wspomnieniem świętej Cmindy i babcią z BeBa Bar w tle, był krótki, ale głęboki. Potem – północna Tajlandia, ciche miasteczko Pai, gdzie odzyskała oddech. Tam, wśród siłowni i coworkingów, zaczęła mówić o życiu nomady – nie tylko podróżowaniu, ale o pracy online, jodze o wschodzie słońca i kawie w dżungli.
Laos, Luang Prabang, poranna ceremonia jałmużny dla mnichów – wszystko to trafiło na jej kanał z charakterystycznym spokojem. To były już nie tylko przygody, ale refleksje. Gili Air, wyspa bez samochodów i hałasu, stała się symbolem innego życia – możliwego, ale wymagającego rezygnacji. I choć mówiła, że „to nie wystarczające powody, by gdzieś zamieszkać”, widać było, że w jej głowie to właśnie one zaczęły mieć znaczenie.
W 2025 roku powróciła do Indii – do Sikkimu, ale nie jako turystka. Jej film z Rumtek, z wywiadem z Nedo Rinpocze, pokazywał życie w buddyjskim klasztorze z niezwykłą delikatnością. Tam, wśród Himalajów, jej narracja stała się bardziej duchowa. Zaczęła mówić o ekologii, o życiu bez plastiku, o 100-procentowym rolnictwie ekologicznym. Pokazywała posągi Buddy, ale też ludzi – mnichów, farmerów, rodziny, które zapraszają do swoich domów. I choć w jednym z filmów wspomniała, że to materiał z 2019 roku, nie zmieniało to nastrоя – raczej podkreślało, że niektóre doświadczenia potrzebują czasu, by dojrzeć.
Z czasem zmieniła się też jej ekipa. Piotrek nadal towarzyszył jej w podróżach, ale jego obecność w filmach stawała się bardziej tłem niż aktywnym udziałem. Ewa i Ula, które pojawiły się na Goi, nie pojawiały się już później. Zniknęły też wywiady z lokalnymi kierowcami, których wcześniej polecała z taką pasją. Zamiast nich pojawiały się głębsze rozmowy – z mnichami, farmerkami, kobietami z klas robotniczych. Jej świat się kurczył, ale stawał się gęstszy.
Największe sukcesy – Annapurna, Goa, Bikaner – były filmami, w których pokazywała granice: swoje i świata. A największe potknięcia? Być może to, że nie wszystkie jej filmy trafiły na szeroki odbiór. Film z 2025 roku o Gili Air miał zaledwie kilka tysięcy wyświetleń, a film o Sikkimie – jeszcze mniej. Ale ona nadal kręciła, nadal dzieliła się, nadal chodziła po szlakach, które niewielu zna.
Jej najchętniej oglądane filmy to te, w których pokazywała ekstremalne doświadczenia – trekking, świątynie szczurów, wesele hinduskie. Najmniej popularne – te, w których mówiła o pracy, o systemie, o niesprawiedliwości. Może to ironia, ale nie zmieniło to jej kursu.
Na końcu trasy – w Ubud, w cieniu tarasów ryżowych, z laptopem w kawiarni i jogą o świcie – powiedziała, jak wygląda dzień nomady. Spokojnie. Powoli. Z kamerą, która już nie tylko nagrywa, ale też pyta. I choć jej świat zmienił się od tamtej ucieczki z przedszkola, jedno pozostało bez zmian: chęć, by iść dalej, nawet jeśli nikt nie patrzy.
To jest historia kobiety, która uciekła z przedszkola i nigdy nie przestała szwędzać.