Skip to content
VideoPolacy
Profile Background

Nowa Zelandia i Ja

Nowa Zelandia i Ja
4K+ subskrybentów
Obserwuj

Magda na końcu świata

Magda to Polka, która od ponad dwudziestu lat mieszka w Auckland, na północnej wyspie Nowej Zelandii, gdzie codziennie budzi się po drugiej stronie świata. Pochodząc ze Śląska, przeprowadziła się tu z mężem, by razem wychowywać dwie córki w kraju, który dla wielu jest marzeniem, a dla niej – codziennością. Jej życie to mieszanka emigracyjnej refleksji, rodzinnego wypoczynku i codziennych odkryć, które opowiada z humorem i ciepłem, jakby rozmawiała z przyjaciółką przy kawie. Jej kanał to nie tyle przewodnik turystyczny, ile zaproszenie do świata, w którym dzika natura sąsiaduje z supermarketowymi zakupami, a duch Polski przeplata się z kulturą Maorysów.

Na początku jej przygody z kanałem nie było widać wielkich planów – raczej potrzebę podzielenia się tym, co widzi i doświadcza, z ludźmi, którzy tęsknią za domem albo marzą o wyjeździe. Jej pierwsze filmy to krótkie wędrówki po Auckland, spacer po Mercer Bay, opowieść o czarnej plaży i wysokich klifach, które zapierają dech. Wtedy jeszcze nie wiedziała, że to dopiero początek. Jej narracja była cicha, ale pewna siebie, jakby mówiła: „Spójrzcie, to jest moje miejsce. Nie jest doskonałe, ale jest prawdziwe”. Z czasem jednak ton zmienił się delikatnie – zyskał więcej energii, więcej uśmiechu, więcej ciekawości. Zaczęła pokazywać nie tylko krajobrazy, ale i rzeczy, które najbardziej zaskakują przyjezdnych: kupy ptaka kiwi sprzedawane jako słodycze, toalety w kształcie psa w Tirau, czy jajka, które leżą na półkach, a nie w lodówce. To były nie tylko ciekawostki, ale też sposób, by powiedzieć: „Tutaj wszystko jest trochę inaczej – i to jest piękne”.

Kluczowym momentem w jej historii był film o jej emigracji – opowieść, w której po raz pierwszy pokazała się nie tylko jako przewodnik, ale jako człowiek. Opowiedziała, dlaczego wybrała Nową Zelandię, jak wyglądały jej początki, co ją zaskoczyło, a co z trudem przyjmowała. To był przełom: z kanału o miejscach zrobił się kanał o ludziach, o życiu, o tęsknocie i adaptacji. Od tamtej pory zaczęła częściej mówić o sobie, o rodzinie, o tym, jak po 21 latach wciąż tęskni za polskimi tradycjami, ale też jak bardzo przywiązała się do nowozelandzkiego stylu życia – luzu, wolności, bliskości natury. Jej film o tym, co ją zaskoczyło, a co rozczarowało w Nowej Zelandii, stał się jednym z najpopularniejszych – nie dlatego, że był spektakularny, ale dlatego, że był szczery. Pokazała zarówno piękne fiordy, jak i drogie zakupy, zarówno miłość do kraju, jak i irytację wobec biurokracji.

W miarę jak jej kanał rozwijał się, zaczęła eksplorować nie tylko geografię, ale i kulturę. Pokazywała, jak Nowozelandczycy spędzają długi weekend – kemping, BBQ, dzieci biegające po plaży. Pokazała, jak wygląda święto pracy, jak świętują Matariki – maoryski Nowy Rok – i jak traktują tradycje. Zaintrygowała widzów filmem o policji, która na radiowozach nosi nazwę „Pirihimana”, czyli słowo z języka maoryskiego. To były nie tylko ciekawostki, ale też dowody na to, jak głęboko kultura rdzennych mieszkańców żyje w nowoczesnym kraju. Jej opowieści o Rotorua, o gejzerach, błotnych kąpielach i zapachu siarki były pełne podziwu – nie dla efektów specjalnych, ale dla siły natury, która tu wciąż rządzi.

Jednak największą zmianą w jej życiu i twórczości było to, czym zaczęła się zajmować zawodowo. Kiedyś pracowała w zupełnie innej branży, ale dziś – jak zdradziła z odrobiną ironii – produkuje polskie kiełbasy na końcu świata. To było zaskoczenie, nawet dla jej widzów. Nie była tylko narratorem życia emigranta – stała się jego częścią. Pracowała przy produkcji kiełbas, a potem sprzedawała je na niemieckim jarmarku świątecznym w Auckland. To był moment, w którym jej historia stała się pełna: od emigranta do twórcy, od obserwatora do uczestnika. Pokazywała, jak wygląda praca w małej firmie, jak ciężko utrzymać polski smak w obcym kraju, i jak ważne jest, że ktoś tęskni za kiszoną kapustą. Jej film o tym, że to nie była jej wymarzona praca, ale że ją kocha, był pełen ciepła – i podziwu dla tych, którzy codziennie walczą, by odnaleźć się daleko od domu.

Jej sukcesy nie miały charakteru hollywoodzkiego – nie były nagrodami czy kontraktami, ale liczbą osób, które mówiły: „rozumiem cię”. Jej film o supermarketach w Nowej Zelandii, gdzie pokazywała, ile kosztuje chleb, mleko i warzywa, stał się jednym z najchętniej oglądanych – nie dlatego, że był wesoły, ale dlatego, że był potrzebny. Ludzie marzący o wyjeździe chcieli wiedzieć, czy da się tu żyć. A ona pokazała, że się da – ale nie bez trudu. Jej film o śmieciarkach, które zbierają odpady raz w tygodniu, a kosztują ponad 300 dolarów nowozelandzkich za kubeł, był przykładem tego, jak droga może być „codzienność w raju”.

Z czasem zaczęła jeździć więcej – nie tylko po Nowej Zelandii, ale i po Australii. Jej wakacje na Gold Coast stały się serią filmów pełne adrenaliny, koali, kangurów i parków rozrywki. Pokazywała, jak wygląda życie w rodzinie, która czasem po prostu chce uciec od rutyny. Ale nawet tam nie zapominała o swoim korzeniu – kiedy jadła rekin (czyli lemon fish) z surówką z kiszonej kapusty, mówiła: „To mój polski obiad”. To było jej hasło – nie zapominać, skąd się pochodzi, nawet gdy świat się zmienia.

Jej kanał przestał być tylko o Nowej Zelandii – stał się o kontrastach. Pokazywała, jak wygląda zima w czerwcu, jak się świętuje Boże Narodzenie na plaży, jak dzieci chodzą boso do szkoły. Unikała jednak tematów, które nie pasowały do jej narracji – nie mówiła o polityce, nie wchodziła w konflikty społeczne, nie komentowała negatywnie Polski. Jej świat był pełen ciekawości, ale też wyboru – pokazywała to, co łączy, a nie dzieli.

Obecnie jej filmy to mieszanka codzienności i marzeń. Spacer po osiedlu w Auckland, zakupy w galerii, wizyta w polskiej piekarni, wakacje z przyczepą kempingową – wszystko to tworzy obraz życia, które jest proste, ale spełnione. Jej największym sukcesem nie jest liczba subskrypcji, ale to, że ludzie mówią: „to wygląda jak życie, które mogłabym mieć”.

A największym potknięciem? Może to, że czasem wydaje się, jakby wszystko było zbyt piękne. Ale ona sama to rozwiewa – mówi o długich kolejkach w Fergburger, o drogich jajkach, o awarii samochodu podczas świąt. Nie ukrywa, że nawet w raju bywa trudno.

Jej najpopularniejsze filmy to te, które łączą humor z prawdą: „Co mnie zaskoczyło, a co rozczarowało?”, „SUPERMARKET w Nowej Zelandii”, „Będziemy jeść rekin”, „To NIE była moja WYMARZONA PRACA!”. To właśnie w nich widać jej esencję – kobietę, która nie udaje, że ma wszystko, ale pokazuje, jak robi z tego, co ma, coś ciepłego, autentycznego, ludzkiego.

Obecnie jej kanał to nie tylko podróż, ale też rodzina. Mąż i córki pojawiają się coraz częściej – nie jako tło, ale jako część historii. Ale zniknęły osoby, które były na początku – nie ma już wspomnień o przyjaciołach z Polski, nie ma porównań z dawnym życiem zawodowym. To nie jest zapomnienie, tylko wybór – jej życie to teraz tu, teraz, teraz.

Historia Magdy to historia kobiety, która nie uciekła od czegoś, ale wybrała coś – i mimo lat, odległości i tęsknoty, nadal patrzy na świat z uśmiechem, jakby mówiła: „Tak, to jest koniec świata. Ale dla mnie – to początek”.