Skip to content
VideoPolacy
Profile Background

Nowinki Martynki

Nowinki Martynki
500+ subskrybentów
Obserwuj
przygodapodróżeedukacjakultura

Martynka i jej podróż przez świat i zmieniające się życie

Martynka to nastolatka z Krakowa, która zaczęła swoją przygodę z internetem, chcąc pokazać świat takim, jakim go doświadcza — krok po kroku, kadr po kadrze. Początkowo jej kanał wyglądał jak turystyczna mapa marzeń: Kraków w śniegu, wakacje w Dominikanie, Malta z jej turkusowym morzem, Rodos z doliną motyli. Była przewodniczką po raju dla rodzin, opowiadała, gdzie warto pojechać z dziećmi, jaki hotel wybrać, jak nie zgubić się w labiryncie karaibskich jaskiń, a przede wszystkim — jak mieć fajnie. Jej filmy miały w sobie nutę entuzjazmu, jakby każde wyjście z domu było misją odkrycia nowego świata, nawet jeśli był to ogród z egzotycznymi owocami czy lokalny targ w Punta Cana.

W tych pierwszych miesiącach widać było, że podróżowała nie tylko po mapie, ale i w swoim dojrzewaniu. Mieszkała w Krakowie, a z jej filmów wyłaniał się obraz nastolatki, która lubiła balony nad Kapadocją, kąpać słonia w Tajlandii i odnajdować się w klimatach dalekich krajów. Pojawiał się też jej piesek Lili, milczący, ale wierny uczestnik przygód, i Pan Krzysz — osoba, z którą wspólnie organizowała zbiórkę zabawek dla dzieci z Dominikany, co pokazywało, że za wesołym vlogiem kryła się też wrażliwość społeczna. Wtedy jeszcze nie wiedziała, że jej kanał stanie się czymś więcej niż relacją z wakacji.

Pierwszy przełom przyszedł niezauważenie, jak większość rzeczy, które zmieniają życie. Wyjazd do Tajlandii, który miał być kolejną porcją egzotyki, stał się punktem zwrotnym. Tam nie tylko próbowała robaków, nie tylko kąpała słonia czy spacerowała po dżungli. Tam coś się przestawiło. Zaczęła dostrzegać, że jej pasja nie leży tylko w opowiadaniu o tym, gdzie warto pojechać, ale w tym, jak świat działa — jak funkcjonuje, jak pachnie, jak brzmi, jak się uczyć z niego. Wracała do Polski, ale w głowie miała już więcej niż wspomnienia. Miała pomysły. I właśnie wtedy, w 2025 roku, zaczęła się druga faza — ta, w której Martynka przestaje być tylko podróżniczką i staje się kimś, kto uczy innych, jak podróżować umysłem.

Z czasem jej kamera zaczęła dokumentować nie tylko plaże i wodospady, ale też coś, co wcześniej było niewidoczne: sposób myślenia. Jej filmy o kulturze Tajlandii — chińskich świątyniach, tajskich rytuałach, wartościach buddyjskich — nie były już tylko zdaniami typu „zobaczcie, jak tu jest fajnie”, ale bardziej „zastanówcie się, jak to działa”. A potem przyszła AI. Niejako przypadkiem, ale nie przypadkiem. W jednym z filmów wspomniała, że dzięki sztucznej inteligencji kupuje perfumy, które nie zrujnowałyby kieszonkowego nastolatki. Potem już tylko zaczęło się toczyć.

Z czasem odwiedziny na wyspach zmieniły się w sesje o tym, jak uczyć się szybciej, jak nie tracić czasu na naukę, jak zamiast korepetycji użyć ChatGPT. Zaczęła walczyć z „hejtem” za pomocą dziennika wdzięczności, a potem zaproponowała stworzenie aplikacji, która pomaga w tej praktyce. Jej kanał, który zaczynał się od hashtagu #wakacjezdzieckiem, kończył się teraz hasłami typu #naukaprzezzabawe i #korkiai — kurs, który miała zamiar stworzyć jako narzędzie dla tych, którzy chcą uczyć się inaczej. Promowała darmowe narzędzia, pokazywała, jak AI tłumaczy matmę krok po kroku, jak z trzech godzin nauki robi się trzydzieści minut. I właśnie to — efektywność, inteligencja, oszczędność czasu — stało się jej nowym rytmem.

Tematy, które kiedyś dominowały — testy kosmetyków, haule z wakacji, przewodniki po hotelach — zaczęły się wycofywać. Nadal pojawiały się, ale jako akcenty, a nie główne tony. Zniknęli z ekranu bohaterowie z pierwszych miesięcy — nie było już mowy o Panu Krzysiu, nie było akcji charytatywnych z zabawkami, nie było serii o wyborze hoteli dla rodzin. Zmienił się cel. Z relacji o świecie zrobiła się relacja o rozwoju. Z kanału podróżniczego powstał projekt edukacyjny, a potem — społeczny.

W 2025 roku Martynka przestała być tylko Martynką z „Nowinek Martynki”, która opowiada o wakacjach. Stała się osobą, która chce zmienić sposób, w jaki młodzi ludzie uczą się, myślą, działają. Organizowała webinarium o AI, które zebrało ponad 250 uczestników w ciągu jednego dnia, mówiła rodzicom: „nie bójcie się sztucznej inteligencji”, tłumaczyła, że system jest ważniejszy niż motywacja, a pierwszy krok — ważniejszy niż idealny plan. Jej największym sukcesem nie były miliony odtworzeń — choć niektóre filmy, zwłaszcza o koncercie Ekipy, osiągnęły blisko 50 tysięcy — ale fakt, że ludzie zaczęli pisać: „dzięki Tobie ogarnąłem matmę” albo „moja córka w końcu się uczy bez stresu”.

Nie było też braku porażek. Film o ekstremalnej potrawie z Podhala, „dziabdzi”, choć miał ponad 6 tysięcy odtworzeń, był raczej zabawną dygresją niż rozwojem treści. Również filmie o „megie wtopie w Alpach” — gdy okazało się, że wszystkie wyciągi są zamknięte — był sygnałem, że nawet najdokładniejsze plany mogą pójść nie tak. Ale ona nie ukrywała. Wręcz przeciwnie — pokazywała, że to też część przygody. Podobnie jak spotkanie z ogromnym pająkiem w dżungli, które wywołało dreszcz, ale nie zniechęciło.

W tle ciągle pojawia się jej ulubiony piesek Lili, ale już nie jako gwiazda filmów, a raczej jako symbol domowego spokoju. A jej lokalizacja? Nadal Kraków, ale coraz częściej zaznacza się „Tajlandia”, „Salzburg”, „Trieste” — miejsca, które nie są już tylko tłem, ale inspiracją. Jej filmy o Carnaval Magic na Phuket, o wyspie Jamesa Bonda, o pałacu Mirabel — wszystko to stało się pretekstem do czegoś większego: opowiadania o kulturze, historii, ideach.

Wśród filmów z największą oglądalnością dominują te, które nagle odmówiły stylowi — koncert Ekipy, „To ekstremalna potrawa z Podhala”, czy „To się trochę bałam” — wszystkie z serii, które przybrały charakter spontaniczny, niemal prywatny. To nie były święte narracje, tylko chwile, które trafiały w emocje. I właśnie te momenty pokazują, kim naprawdę jest Martynka: osobą, która wie, jak wygląda film, ale też wie, jak wygląda życie — z niepewnościami, wyzwaniami, nieoczekiwanymi podróżami.

Z czasem jej kamera zaczęła być nie tylko oknem na świat, ale mostem do przyszłości. A jej historia to opowieść o tym, jak młoda osoba, zaczynając od relacji z wakacji, doszła do punktu, w którym chce, by inni nie tylko widzieli świat — ale by go rozumieli. I uczyli się dzięki niemu.

To była historia dziewczyny, która zaczęła od marzeń o Dominikanie, a skończyła marzeniem o lepszej nauce dla wszystkich.