
O Chinach – opowieść Konrada Smuniewskiego
Konrad Smuniewski nie był kimś, kogo można sobie wyobrazić na tydzień w Hongkongu, nie mówiąc już o miesiące w Kantonie. Ale życie ma swoje zakręty, a on, jak się okazuje, potrafił za nimi nadążyć — z kamerą w ręce i ciekawością w oczach. Jego podróż zaczęła się od prostych intencji: przybliżyć Polakom „Państwo Środkowe”, jak Chińczycy nazywają swoje ojczyznę. Ale to, co miało być kanałem dokumentującym kulturę, szybko stało się dziennikiem osobistym — narracją o życiu na drugim końcu świata, pełnym kontrastów, uruchomionych algorytmów i jedzenia, które trzeba jeść pałeczkami, nawet jeśli wydaje się, że to niemożliwe.
Początkowo wszystko działo się na Tajwanie. W grudniu 2022 roku pojawił się na platformie z nieśmiałym przekazem: „Dzień dobry, założyłem nowy kanał o Chinach”. Był to początek, skromny, ale pełen determinacji. Mieszkając w Tajpej, zaczął zwiedzać miasto krok po kroku — od smaków Lays z lokalnego sklepu, przez metro, aż po grobowiec Czang Kai-Sheka, który nazwał „Założycielem Tajwanu”. Już wtedy widać było, że nie interesują go tylko atrakcje turystyczne, ale kontekst — polityczny, historyczny, kulturowy. Tajwan dla niego to nie tylko wyspa, ale pole do refleksji: gdzie kończy się Chiny, a gdzie zaczyna się niezależność?
Jego pierwsze miesiące na Tajwanie były pełne odkryć. Opowiadał o cenach, o ludziach, o tym, jak niespodziewanie trafił do sklepu ze słodyczami, bo wszystkie sklepy z gadżetami były zamknięte. Było w tym coś autentycznie ludzkiego — nie planowanego, spontanicznego. W tym samym czasie zaczął rozmawiać z Piotrem Plebaniakiem, długowiecznym mieszkankiem Tajwanu i autorem książek o Chinach. Ich rozmowy, podzielone na kilka odcinków, stały się pierwszymi głębszymi analizami na kanale — nie tylko o życiu na wyspie, ale o jej przyszłości, o rywalizacji z Chinami, o tym, czy „Tajwan padnie sam, bez wojny”.
To były jeszcze chwile, gdy cieszył się z widoków z Taipei 101, o którym mówił, że był „niegdyś najwyższym wieżowcem świata” — z naciskiem na „niegdyś”, jakby chciał podkreślić, że Azja to nie tylko przeszłość, ale przyszłość. A jednak jego horyzont zaczął się przesuwać. Już w styczniu 2023 roku zapowiadał, że po Tajwanie będzie Hongkong, a potem — jeśli się uda — Chińska Republika Ludowa. I udało się. Ale nie bez dramatyzmu.
W marcu 2023 roku, zaledwie kilka dni po przyjeździe do Hongkongu, padł olbrzymi pożar w nowym wieżowcu, zaledwie 20 metrów od jego hostelu. Opisał to z powagą, ale i dystansem: „cudem nie doszło do tragedii”. To nagranie, choć nie było najpopularniejsze, było jednym z najbardziej prawdziwych — świadectwem, że życie za granicą to nie tylko kolorowe rynki i nowoczesne metra, ale przypadki, które trzymają na linii.
Ale to dopiero początek. W kwietniu 2023 roku znalazł się w Kantonie, gdzie zaczął studiować na Uniwersytecie Jinan. To był moment przełomu — z turysty stał się mieszkańcem. Jego filmy zmieniły ton. Już nie tylko „zabieram was na spacer”, ale „to moje osiedle, to moja uczelnia, to moje życie”. W Q&A z Kantonu opowiadał o czterech miesiącach w Azji, o tym, jak wyglądają normalne dni, jakie są trudności, a co sprawia przyjemność. Zniknęły nagrania o Laysach. Zamiast tego — rozmowy o gotówce, o aplikacjach, o tym, jak Chińczycy żyją.
Wtedy też zaczął pojawiać się inny człowiek — Michał Nowicki. Razem rozmawiali o TikToku, o ciekawostkach, o polityce. Było to coś nowego: nie tylko jeden głos, ale dialog. Ich współpraca dała kanałowi nową warstwę — bardziej analityczną, choć wciąż przystępną. A potem pojawiła się Matylda — Chinka, która zabrała go na hot pot, do muzeum Mao. Była obecna przez kilka miesięcy, potem zniknęła bez słowa. Podobnie jak Piotr Plebaniak — choć jego książki wciąż były wspominane, sam przestał gościć w filmach.
Największe sukcesy przyszły latem i jesienią 2023 roku. Filmy o podpisywaniu umowy w Chinach i o płaceniu twarzą zdobyły ponad 11 tysięcy wyświetleń — rekordy dla kanału. Ludzie chcieli wiedzieć, jak to naprawdę wygląda: czy widać policjanta na każdym rogu, czy rzeczywiście nie trzeba dokumentów, tylko spojrzeć w kamerę. To były chwile, gdy Konrad przestał być tylko obserwatorem, stał się przewodnikiem — kimś, kto wie, gdzie się podpisać, jak przejść przez dworzec w Shenzen, jak jeździć pociągiem z prędkością ponad 300 km/h.
Jednak nie wszystko szło gładko. Pojawiały się luki — miesiące ciszy, nagrania z zaledwie kilkuset wyświetleniami. Wyglądało to, jakby kanał próbował odetchnąć. Ale zawsze wracał. W 2025 roku pojawił się znowu z nową towarzyszką — Gosią. Razem jeździli na wieś, do Macau, do opuszczonych miast rozrywki. Byli jak para podróżników, którzy nie potrzebują wielkich planów, tylko chęci zobaczenia, co jest za następnym zakrętem. A potem — POV, nocny spacer przez Kanton. Kamera trzęsie się, światła migoczą, ludzie przechodzą. To nie był już dokument, to była obecność. Jakby mówił: „Jestem tu. I to jest realne”.
Przez te trzy lata kanał zmienił się od podstaw. Z serii o Tajwanie i porównaniach do Romana Dmowskiego przy kuźni nowych narodów, przeszedł do codzienności — do obiadów rodzinnym, do targowisk, do chińskich szkół z musztrą w soboty. Zniknęły tematy jak loterie narodowe czy pożary. Zamiast tego — życie. Codzienne, niezamaskowane, pełne szczegółów.
Największe sukcesy to nie tylko liczby — to momenty, gdy ludzie czuli, że widzą coś, czego nie pokaże żaden przewodnik. Gdy dowiadywali się, że w Chinach można płacić twarzą, że Ujgurzy robią makaron w Kantonie, że niedzielny obiad to wydarzenie, a nie tylko posiłek. Największe potknięcia? Może to, że czasem mówił za dużo o patronite, że nie wszystkie filmy trzymały poziom. Ale nikt nie oczekiwał perfekcji — oczekiwano szczerości. I ją dostał.
Teraz mieszka w Kantonie, uczy się, pracuje, podróżuje po regionie. Z Gosią, z kamerą, z wiedzą, że nawet w chińskim metrze można robić historie. A może właśnie w nim — bo tam, gdzie światło pada na czarne płytki, a tłumy płyną jak rzeka, tam właśnie zaczyna się opowieść.
To była podróż nie tylko przez Azję, ale przez siebie — od entuzjazmu początkującego podróżnika, przez trudności adaptacji, po spokój kogoś, kto już wie, gdzie mieszka.