Skip to content
VideoPolacy
Profile Background

OlaiLucas

OlaiLucas
25K+ subskrybentów
Obserwuj
podróżeprzygodakultura

OlaiLucas: o dwojgu, którzy przyjechali po raj — i zostali, żeby o nim opowiadać

Byli parą, która wybrała drogę mniej uczęszczaną, choć w ich przypadku trudno powiedzieć, czy to droga wybrała ich, czy oni ją. Aleksandra Najda i Lucas Michalowski, twórcy kanału OlaiLucas, zaczęli swoją podróż od Bali jak wielu — z marzeniami o tropikalnych krajobrazach, bambusowych domkach i nieskończonych zachodach słońca. Ale szybko okazało się, że to nie był tylko kolejny urlop. To był początek nowego etapu, nie tylko życiowego, ale i twórczego. Ich historia to mieszanka entuzjazmu, nieco ironii i sporej dawki realnego spojrzenia na to, jak wygląda życie na wyspie, którą internauci widzą głównie przez pryzmat Instagrama.

Początki byli formalnie bardzo podobne do tych setek innych podróżniczych kanałów: porady, co zobaczyć, gdzie noclegować, jakie są aktualne zasady wjazdu. Pierwszy film, nagrany tuż po powrocie na Bali, był suchą analizą przepisów sanitarnych i restrykcji. Ale już w drugim odcinku, kiedy weszli do bambusowego domku znanej z Netflixa produkcji, widać było, że sposób narracji się zmienia — nadal informują, ale już z nutą osobistego doświadczenia, z cieniem ironii, z cichym „a co jeśli to jednak nie jest aż takie idealne, jak się wydaje?”. I to właśnie ta niepokorna refleksja stała się ich znakiem rozpoznawczym.

Ich podróż nie ograniczyła się do Bali. Przez Lombok, Komodo, Raja Ampat — przemieszczali się po najbardziej malowniczych zakątkach Indonezji, pokazując świat, który wydaje się zbyt piękny, by był prawdziwy. Ale zamiast tylko zachwycać się krajobrazami, zaczęli opowiadać o tym, co dzieje się za kulisami tych rajskich zdjęć: o drogich i nieudanych najmach, o inflacji w lokalnych bazarkach, o tym, jak trudno jest dziś dostać porządne mieszkanie długoterminowe na wyspie, która stała się celebryckim rajem dla digital nomadów. Film o „najgorszym domu, jaki wynajęli ever” stał się przełomem — nie tylko pod względem liczby odsłon, ale i tonu całej twórczości. Z poradników turystycznych przenieśli się do codzienności, a z codzienności — w autentyczność.

Ich powrót na Bali w 2022 roku był trudny, jak sami mówią. Rynek najmu zmienił się drastycznie, ceny skoczyły, a jakość ofert spadła. Zamiast rezygnować, postanowili pokazać, jak wygląda życie w „domu z horroru” — i jak stopniowo, miesiąc po miesiącu, przerabiają go na coś przypominającego dom. Z kuchennych eksperymentów, zakupów na lokalnym rynku i walczenia z awariami instalacji, narodziła się nowa narracja: nie o rajskiej ucieczce, ale o życiu — prawdziwym, nieupiększanym, czasem zimnym (aż do 15 stopni w nocy, jak ostrzegali w jednym z filmów), ale za to pełnym satysfakcji z samodzielności. Montaż Poliny, wspomniany w jednym z opisów, stał się też cichym, ale stałym elementem tej estetyki — płynnej, ale nie nadmiernie dopracowanej.

Z czasem zaczęli się przemieszczać. Pojawiła się Malta, gdzie z kolei opowiedzieli o trzech rzeczach, które „MUSISZ wiedzieć” — i choć zaproszenie od @VisitmaltaGozoComino sugeruje współpracę, ich ton był nadal osobisty, nie propaganda turystyczna. Później wrócili do Warszawy, szukając najsmaczniejszych jagodzianek, jakby sprawdzając, czy dom, którego nie opuścili emocjonalnie, nadal tam jest. Były to chwile, w których kanał zaczął oddychać dwojako: tropikalnym powietrzem i warszawskim chłodem, rajem i realiami, wyjazdem i powrotem.

Ale potem znów zniknęli w dżunglach — do Sumbu, wyspy jeszcze bardziej odizolowanej, surowej, mniej turystycznej. Film z hotelu Arya Sumba trwał zaledwie kilka minut, ale był pełen ciszy, wiatru w palmach i niezwykłej roztargnienia — jakby chcieli powiedzieć: „tu nie ma sensu krzyczeć, wystarczy tylko być”. Ta podróż była jak westchnienie po latach intensywnego działania.

Niektóre tematy zniknęły bez słowa wyjaśnienia. Już nie ma dźwięków Iksona w każdym filmie, choć kiedyś jego muzyka towarzyszyła im niemal jak stały narrator. Nie ma też wspomnień o dawnych miejscach, które kiedyś chwalili — jakby z czasem zrozumieli, że piękno nie musi być reklamowane, a miejsca nie muszą być „najlepsze”, by warto było je pokazać. Zniknęły też wspólne ujęcia Lucasa i Aleksandry — ostatnie filmy to głównie ona, sama, z kamerą, jakby kanał stopniowo stawał się jej przestrzenią, a nie wspólnotą.

Największym sukcesem był film o Malcie, który przekroczył 17 tysięcy odsłon — liczba ogromna w kontekście ich średniej popularności. To było coś więcej niż traffic: to był dowód, że potrafią mówić o rzeczach, które interesują innych, nawet jeśli nie są z Bali. Porazki były bardziej ukryte — może w „najgorszym domu”, może w milczeniu po filmie o Raja Ampat, który, choć piękny, nie odniósł sukcesu. Ale najprawdopodobniej najcięższym potknięciem była ta świadomość, że raj, który kiedyś znaleźli, dzisiaj trudno wynająć za rozsądne pieniądze.

Obecnie w ich światach nie ma już tych samych postaci. Lucas pojawia się coraz rzadziej, aż wreszcie niemal całkowicie znika z kadru. Polina, wspomniana raz jako montująca, także nie wraca. To jakby kanał przeszedł proces naturalnej selekcji — z ekipy został tylko jeden narrator, ta, która nadal wychodzi na bazar, liczy złotówki i pokazuje, co można mieć za 5 zł.

Ich historia to nie podróż od punktu A do B, ale raczej krąg — z wyjazdem, powrotem, nowym wyjazdem i wreszcie przystankiem w miejscu, które niekoniecznie jest rajem, ale jest ich. Pokazali, że można żyć między snem a realiami, między bambusowym domkiem a przeciętnym wodospadem, między Instagramem a rachunkami za prąd. I że czasem to właśnie te przeciętne chwile są najciekawsze.

To opowieść o tym, jak raj się zmienia — nie krajobrazem, ale ludźmi, którzy w nim zostają.