
Paula z Pantinką: modelka, podróżniczka i świadoma narratorka
Paula, znana w świecie internetu jako Pantinka, to postać, której życie to ciągła podróż – nie tylko w geograficznym, ale i w emocjonalnym sensie. Jej historia zaczyna się nie w studiu filmowym ani za kulisami pokazów mody, lecz w zwykłym mieszkaniu w Polsce, z myślą o czymś więcej. Zanim kamera zaczęła ją śledzić, sama wzięła ją do ręki, by opowiedzieć światu, kim jest i gdzie się znajduje. Jej pierwszy film, nagrany w Malezji w 2017 roku, to niepewny, ale szczery początek – ona sama przyznaje, że to jej pierwsza montażka, i że będzie się poprawiać. I rzeczywiście się poprawiła, ale nie dlatego, że technika nagle stała się jej przyjaciółką – była po prostu gotowa pokazać się taką, jaką jest: z ciepłym uśmiechem, wegetariańskim sercem i koniecznością ruszania dalej.
Z Malezji przeniosła się do Hong Kongu, gdzie modelowanie stało się nie tylko zawodem, ale też źródłem materiału do dociekliwych, a niekiedy ostro sarkastycznych komentarzy. Była w głębi świata mody, ale też poza nim – patrzyła na niego jak zewnętrzny obserwator, który wie, jak to działa, ale nie przestał się zdziwiać. Jej vlogi z sesji zdjęciowych, castingów i pokazów to nie tyle chwalebniki kariery, co raczej reportaże z frontu – pełne ironii, zmęczenia i czasem rozczarowania. Nie ukrywała, że modelki bywają traktowane jak meble, a castingi przypominają raczej zbiórka na targu. Ale była tam, bo chciała, bo mogła, i bo to dawało jej możliwość opowiadania o tym, jak naprawdę wygląda branża, której świat poza nią często idealizuje.
W 2019 roku zaskoczyła widzów – opuściła Hong Kong, a zamiast wracać do Polski, osiadła na Bali. To była decyzja, której nie można było przewidzieć, ale która nagle stała się oczywista. Bali nie było tużem i szybka eskapadą, ale miejscem, które zaczęło się wtapiać w jej codzienność – z kulturą, duchowością, psimi opiekuńczością i... skutrami. Przez lata obserwowaliśmy, jak Paula przekształca się z modelki z misją w osobę prowadzącą małą firmę z biżuterią, organizującą sesje zdjęciowe nad basenem i rozmawiającą z widzami o kłopotach z sąsiadami, właścicielami nieruchomości i zatkłymi rurami. Jej świat zawęził się geograficznie, ale otworzył tematycznie – z castingów przeszła do rozmów o klimacie, AI, oszustwach internetowych i psychoterapii.
To właśnie psychoterapia – i ogólne szukanie równowagi – stało się kluczowym wątkiem jej narracji w ostatnich latach. To ona, która kiedyś pytała „co robić, jak się nie chce?”, teraz pyta „czy uda mi się przetrwać noc w kolejnym domeczku w dżungli?” – ale już z humorem, a nie z paraliżującym strachem. Jej walka z lękami, atakami paniki, kompleksami i kryzysami to nie dramat, który chowa za kulisami, ale narracja, którą dzieli się z widzami jak z przyjaciółmi. Gdy mówi, że „zafundowała sobie małe załamanie nerwowe”, nie szuka litości – dzieli się procesem, który wiele osób zna, ale o którym nie chcą mówić.
Wciąż bywa ostrożna – unika tematów, które mogłyby ją zbyt bardzo ujawnić, ale jednocześnie mówi więcej niż wiele osób, które udają, że życie wciąż jest „typowo wakacyjne”. Jej Bali to nie tylko plaże i kokosy. To miejsce, gdzie pada, gdzie sąsiedzi krzyczą, gdzie skutery padają, a właściciele mieszkają, i gdzie trzeba czasem po prostu zapłakać. I właśnie to – szczerość, a nie idealne kadry – stało się jej największą siłą.
Paula nie uciekła z Polski, żeby zniknąć – przemieściła się, by się odnaleźć. Nie jest typową influencerką, która sprzedaje marzenie, tylko kobietą, która dzieli się procesem. Jego największym sukcesem nie jest liczba subskrypcji (choć 20 tysięcy to dopiero początek), ale to, że z czasem jej kanał zmienił się z dokumentu o życiu modelki w dokument o duchowym i emocjonalnym wzroście. Jego największym potknięciem? Może to, że czasem mówiła o rzeczach, o których nie chciała rozmawiać, albo że za bardzo wierzyła w dobroć ludzką – jak w przypadku współpracy z kimś, kogo nazwała największą polską influencerką i która jej zawiodła. Ale nie zamknęła na tym tematu – opowiedziała o tym, bo „story time” to też terapia.
Wśród powtarzających się postaci w jej historii są oczywiście psy – Zosia, a potem Peanut – ale także ludzie z branży: Natalia, z którą współdzieliła apartament modelki, czy Seba, który pojawił się w roli współlokatora, a zniknął, pozostawiając po sobie bałagan i długie wątki dramowe. Pojawia się też Komang – balijczyk, który uwielbia Disco Polo i pierogi, i który dał jej dostęp do świata lokalnych kultur, nie tylko przez turystyczne filtry. Ale najważniejszą osobą, która przetrwała wszystkie przeprowadzki, jest oczywiście ona sama – choć z czasem coraz bardziej zintegrowana, świadoma i odważniejsza.
Jej filmy o największej oglądalności – „JAK dostałam pracę w DZIEŃ DOBRY TVN?” (ponad 120 tysięcy wyświetleń), „MODELKA komentuje ZMUSZANIE do ROZBIERANIA SIĘ w programie TOP MODEL” (ponad 220 tysięcy), czy „Biedny Kacper” (ponad 300 tysięcy) – to nie przypadkowe wybory. To wszystko, co ją definiuje: humor, odwaga, zrozumienie absurdów show businessu i odrobinę złości. Ale nie ma w niej trucizny – raczej zmęczenie systemem, który ciągle robi te same błędy.
W ostatnich filmach Paula mówi o AI, które potrafi stworzyć okładkę magazynu bez modelki, o aktorach strajkujących przeciw digitalizacji, o influencerach, którzy udają śmierć, by zwiększyć zasięgi. Słyszy się w niej troska – nie tylko o ludzi, ale o sztukę, autentyczność, wartość prawdy. Jej kanał to już nie tylko vlog modelki, ale miejsce, gdzie można przemyśleć, dokąd zmierza świat.
Z czasem przestała robić vlogi z „takie tam o!”, ale zaczęła rozmawiać o terapii, podróbkach, kłopotach z imigracją i własnym domu. Przestała być tą, co komentuje Top Model tylko po to, by pokazać, jak to się robi – robi to, ponieważ chce powiedzieć, że modelki nie muszą być chude, że jurorzy czasem się mylą, a że nie wszystkie sesje są artystyczne – niektóre są po prostu obrzydliwe.
Teraz, gdy przeprowadza się do nowego domu na Bali, mówi o nim jak o marzeniu, ale też o konieczności doprowadzenia ostatnich prac wykończeniowych. To jej nowy początek – ale już nie na kilka miesięcy, tylko jako miejsce, w którym chce zostać. I choć czasem mówi, że „nie jest wystarczająco dobra”, to widać, że dojrzała do punktu, w którym wie, iż wystarczająco dobra być nie trzeba – wystarczy być.
Paula z Pantinką to historia o tym, jak ktoś może żyć daleko od domu, ale coraz bliżej siebie.