
Paweł Szozda – człowiek z wężem i kamerą
Paweł Szozda to Polak, który nie tylko wylądował na Sri Lance, lecz najwyraźniej postanowił zostać – najpierw na jakiś czas, potem może na dłużej, aż w końcu całkowicie. Coś w klimacie tego tropikalnego wyspiarskiego kraju – między wilgotnymi dżunglami, pociągami wijącymi się po wzgórzach i plażami pełnymi krokodyli – musiało go przychwycić tak mocno, że zamiast wracać, zaczął opowiadać o nim innym. Z początku był zwykłym obserwatorem, potem stał się przewodnikiem, a w końcu rodzajem lokalnego kronikarza z kamerą w ręku i wężem w szufladzie.
To w końcu właśnie od węża zaczęła się jego publiczna historia – nie zwykłego, ale węża szufladowego, jak z dumą tłumaczy w pierwszym filmie, który pojawił się w lutym 2017 roku. Niewiele o nim wiadomo, ale jasne jest jedno – mieszkał gdzieś w domu Pawła, prawdopodobnie w szufladzie, czysto z powodu klimatu i lokalnej architektury, i raczył się szczurami, co było mile widziane. Ten cichy, nieagresywny gad, który przyszedł sam, by ratować od szkodników, był jak metafora samego Pawła: przybysz, który wpadł do życia na Cejlonie nie po to, by naruszać, lecz by przystosować się, obserwować i pomagać.
Kiedy dwa lata później, w 2019 roku, Paweł znów się odezwał, zrobił to w zupełnie innym nastroju – nie już jako właściciel niecodziennego zwierzaka, lecz jako ktoś, kto zna już wyspę od środka. Sri Lanka właśnie przeżywała traumę – zamachy terrorystyczne w Wielkanoc 2019 roku w Colombo. Turystyka zamarła, zagraniczne rządy wydawały ostrzeżenia, a świat patrzył na Cejlon jak na miejsce niepewne. Paweł, mając doświadczenie z lat wojny domowej i walcząc z terroryzmem, postanowił spojrzeć na sytuację spokojnie, z dystansem. W serii filmów z czerwca i lipca 2019 roku nie tylko komentuje bieżące wydarzenia, tłumaczy kontekst, ale przede wszystkim uspokaja – mówi, że wyspa nadal jest bezpieczna, że zagrożenie jest zminimalizowane, a typowy turysta nie trafia tam, gdzie się dzieje. To nie były przemowy, lecz raczej ciche przekonywanie, jak od kogoś, kto siedzi w gaju kokosowym i patrzy, jak świat się wzburza, a on wie, że fale się uspokoją.
W tym czasie z kanału Pawła zaczęły wypływać porady – praktyczne, szczegółowe, napisane tonem człowieka, który sam popełnił wszystkie błędy, więc może je teraz opisać bez zażenowania. Jak podróżować po Sri Lance? Prywatnie, czy komunikacją publiczną? Jak zjechać po linie w Ella albo jak kupić krewetki na targu, rozmawiając jednocześnie o Koperniku? Paweł mówił o wszystkim – od 5-gwiazdkowych hoteli po tanie pensjonaty, od ajurwedy po transport autobusem Ashok Leyland. Jego kanał stał się mini-przewodnikiem dla Polaków, którzy chcieli zobaczyć więcej niż tylko plażę i koktajl.
Środkiem tej aktywności stał się film z sierpnia 2019 roku – Sri Lanka – przydatne informacje – który z 18,8 tysiącami odsłon stał się jego największym sukcesem. To on zawarł w sobie wszystko, co Paweł zdążył zgromadzić: wiedzę, doświadczenie, dystans. Był to film konkretny, ale nie suchy – pełen charakteru, jak on sam. W tym samym czasie regularnie pojawiały się postacie, które zaczęły budować narrację – Artur i Basia Nowakowie, polscy pionierzy, którzy założyli pensjonat południowej części wyspy i żyli wśród tubylców, ludzi i zwierząt. Ich imię padało niejednokrotnie, a ich miejsce – wspomniane z ciepłem – stało się częścią świata Pawła.
Z biegiem czasu kanał zmieniał ton. Z poradników turystycznych przeszedł do obserwacji życia – zjazd po linie, spotkanie z kotem mówiącym po syngalesku (przynajmniej tak sugerował tytuł), rozmowa z „crazy jumperem”, który od dziecka skacze dla pieniędzy. Paweł zaczynał patrzeć na Cejlon jak na kulturę, nie tylko jako cel wakacyjny. Jego filmy były coraz bardziej artystyczne, mniej instruktażowe – chwile z życia, migawki z przystanków, rozmowy z lokalesami, wizyty w miasteczkach, które nie wchodzą do katalogów wycieczek. Udawalawe, Panadura, Negombo – miejsca, gdzie nie trzeba się stresować, by być „na scenie”.
Przybył też pies – niemiecki owczarek, który w 2022 roku pojechał się kąpać do Morza Laccadivijskiego, a Paweł to nagrywał, z lekkim uśmiechem w głosie. Widać było, że nie tylko przywykł do życia na wyspie – że się w nim osiedlił, że ma tu swoje przyjaźnie, swój rytuał, swoją rutynę. Nawet parzenie herbaty stało się ceremonią – w 2022 roku pokazał, jak zaparzyć cejlońską herbatę na chruście, bo tylko wtedy smak jest pełny, „na podniebieniach koneserów”. Słowo „siórbać” padło z pełnym przekonaniem – to nie był żart, to była filozofia.
Jednak coś się zmieniło. Po 2022 roku publikacje stały się rzadsze. W 2021 roku był jeszcze „Negombo party”, w 2022 – impreza w Hikkaduwa, a potem cicho. Do 2023 roku Paweł wrócił – jechał po Panadurze, opowiadał o jeździe po miejskich ulicach, ale już bez dawnej intensywności. Film z sierpnia 2025 roku – o tydzień po prostym wpisie „15 August 2025” – nosił tytuł Lankijskie porady wujka Pawła, co brzmi jak przejęcie nowej roli: nie już przewodnika czy dziennikarza, lecz mądrego sąsiada, który zna wszystkie szlify, wszystkie skróty i wszystkie miejsca, gdzie nie ma „beach boysów”, a są tylko ludzie.
Niektóre tematy zniknęły bez słowa – nie ma już analiz politycznych, nie ma komentarzy do sytuacji bezpieczeństwa, nie ma nawet wspomnień o Arturze i Basi. Nie pojawiają się też dawne postacie – żadne „klienci z Polski”, żadne grupy turystyczne. Widać, że jego świat się zawęża, ale nie dlatego, że tracił zainteresowanie, lecz raczej dlatego, że stał się jego częścią. Nie jest już gościnnym gospodarzem – jest mieszkańcem.
Największym niepowodzeniem nie był żaden film, lecz zapewne fakt, że mimo wysokiej jakości treści, kanał nigdy nie stał się masowy. Nawet najpopularniejszy film – z niemal 19 tysiącami odsłon – to niewiele w skali YouTube’a. Ale to nie wygląda na kogoś, kto liczy kliknięcia. Paweł raczej liczy deszcze monsunowe, ilość razy, kiedy wąż wyszedł z szuflady, albo ile razy udało mu się nie przepalić herbaty.
W ciągu ośmiu lat jego kanał przeszedł transformację: z przewodnika turystycznego w dziennik dnia codziennego. Z poradnika na temat „jak nie dostać się do tarapatów” w opowieść o tym, jak w tarapaty nie trafia się wcale, jeśli po prostu żyje się spokojnie, wśród ludzi, dżungli i niemieckich owczarków. Przestał mówić do turystów – mówi teraz do tych, którzy chcą zostać.
Jego historia to historia człowieka, który przyjechał, by zobaczyć, a został, by nie być już nikim szczególnym.