Skip to content
VideoPolacy
Profile Background

Pierogi z Kimchi

Pierogi z Kimchi
360K+ subskrybentów
Obserwuj
kulturarodzinaprzygodajedzenie

Pierogi z Kimchi: opowieść o kobiecie, która połączyła smak Polski z duchem Korei

Wiola, która od pierwszego filmu przyznaje się do imienia, a od razu też do tego, że mieszka w Korei Południowej, nie zaczynała swojej przygody wideo od planu. Jej pierwszy film o koreańskim osiedlu, z ironicznym opisem, że „dziwne cięcia i praca kamery są celowe”, brzmi jak próba, jak ostrożne wysunięcie nogi z buta, by sprawdzić, czy woda nie parzy. To nie był początek kariery, tylko początek dziennika — intymnego, wymownie nieperfekcyjnego, lekko niezręcznie ujętego. Ale właśnie w tym niezręczności siedziała autentyczność, która przyciągnęła tysiące widzów. Bo Wiola nie udawała eksperta, tylko otwarcie powiedziała: „Zobaczcie, jak tu wygląda. Razem z wami się uczę”.

Z czasem uczęszczanie do koreańskiego supermarketu, rozmowa o klimacie świąt bożonarodzeniowych czy spacer po śniegu stają się rutyną jej kanału. Ale to, co wyraźnie zmienia kierunek, to narodziny jej syna Sonu. Przez urodziny, poród, pierwsze włosy i pierwsze słowa — kanał stopniowo zmienia się z wycieczki po kulturze w rodzinną opowieść o mieszanej tożsamości. Pierogi nie znikają — wręcz przeciwnie — ale zaczynają dzielić ekran z kimchi. Gdy w jednym z filmów pokazuje, jak robi faworki koreańskie, a w kolejnym pierogi z kartofli, nie ma w tym sprzeczności. Dla niej to wszystko jest kuchnią domową.

Jej podróż nie była liniowa. Nagle, już po kilku miesiącach, pojawia się podcast „Tymczasem w Korei”, prowadzony z Agnieszką — znaną z kanału „Pyra w Korei”. To pierwszy sygnał, że Wiola nie rozwija się w izolacji, ale w sieci innych Polaków w Korei. Agnieszka, choć obecna w opisie filmu, szybko przestaje się pojawiać na kanałach, jakby ich ścieżki rozdzieliły się po wspólnym początku. Z czasem inne twarze też znikają bez komentarza: Monika, z którą spaceruje po nowym mieście, czy Kasia, z którą dzieli się chwilami w Warszawie. Ich obecność była krótkotrwała, ale wyraźna — jak wspomnienia z konkretnego etapu życia, które pozostają, choć nie są już częścią codzienności.

Z kolei stałą obecnością staje się mąż Wioli — Koreańczyk, którego twarz zaczyna pojawiać się coraz częściej, aż w końcu staje się ważnym elementem narracji. To on przekazuje jej, jak naprawdę wymawia się „Hyundai” czy „Samsung”, to on gotuje rosół, a potem wreszcie sam dostaje kamerę w ręce. Wiola, początkowo narratorka od wszystkiego, zaczyna dzielić się perspektywą. A gdy w jednym z filmów mówi, że „mąż Koreańczyk przetestował śląski obiad”, a potem dzieli się jego reakcją, widać, jak kanał zmienił się w relację międzykulturową, nie tylko opowieść o jednej stronie.

Wyraźną zmianą jest też decyzja o napisaniu książki. Zanim jeszcze padnie pierwszy kadr z jej premiery, linki do przedsprzedaży pojawiają się niemal w każdym filmie. To moment, w którym kanał przestaje być tylko dziennikiem i staje się produktem z własnym brandem. „Pierogi z Kimchi” to nie tylko tytuł, ale nazwa marki. Ta książka, przekazana przez empatyczne gesty widzów (w jednym z filmów Wiola otwiera prezent od nich z łagodnym zdumieniem), staje się dowodem zaufania. I dowodem, że jej historia dotarła dalej niż tylko na YouTube.

Jej największe sukcesy nie mierzy się tylko liczbami, choć te też mówią wiele: film o ciążach i porodach, Q&A z rodziny koreańskiej reagującej na polską kuchnię, czy odcinek o tym, jak Koreańczycy nie myją włosów po porodzie, mają ponad pół miliona wyświetleń. Ale prawdziwy sukces to kanał, który zaczynając od ciekawości, wyhodował zaufanie. Widzowie nie tylko pytają, ale przesyłają prezent — jak Sebastian, który ofiarował fartuch, i którego Wiola wspomina w filmie z widoczną emocją. A gdy w jednym z filmów udziela się charytatywnie — wystawiając swój fartuch na aukcję na rzecz Ukrainy — kanał nabiera odcienia misji: opowiedzieć o Korei, by pomóc innym.

Nie obeszło się bez potknięć. Wiola nie udaje, że wszystko idzie gładko. Już w pierwszych filmach wytyka własne niedociągnięcia — „zmieniające się oświetlenie”, „dużo cięć”. Potem jest więcej: film o tym, jak „wielka ulewa w Korei” zaburzyła plany zauważyć, jak „pierwszy krok w koreańską przyszłość” (autobus bez kierowcy) był jednocześnie fascynujący, jak i przerażający. A gdy pojawia się film o trzęsieniu ziemi, czy kryzysie w rodzinie, nie próbuję bagatelizować. Wręcz przeciwnie — mówi o tym, jak trudno powracać do codzienności po wstrząsie.

Filmy, które najbardziej wyróżniają się oglądalnością, to te, gdzie łączy się osobiste z kulturowym: poród w Korei, reakcja koreańskiej rodziny na polskie potrawy, różnice między polskimi a koreańskimi świętami, czy sposób, w jaki Koreańczycy jedzą na koronę. To kanał, który nie boi się pytać, ale i odpowiada — często z humorem, ale nigdy głupio. Gdy w jednym z filmów się śmieje, że „nie mam kłopotu z kimchi, ale z koreańskimi paznokciami”, widać, że nie udaje eksperta, tylko zwykłego człowieka próbującego się zaadaptować.

Z czasem znikają tematy z pierwszych lat — takie jak świąteczny Starbucks czy test lodów z fasolą — ale zostają te, które kształtują dom: gotowanie dla rodziny, życie z mężem, wychowywanie dwujęzycznego dziecka. Sonu, który w jednym z filmów mówi po koreańsku, a w innym śpiewa polską kolędę, staje się żyjącym symbolem tego, co Wiola buduje: świata, w którym pierogi i kimchi są na jednym talerzu.

Obecnie kanał to nie tylko wycieczki po koreańskich osiedlach, ale codzienne życie matki, żony i tłumaczki. Wiola pracuje — o czym mówi w filmach z targów, gdzie pomaga Polakom, ale też prowadzi spotkania z rodzinami w Polsce, pokazując im kuchnię koreańską. Jej podróż do Japonii, film o królewskim bankiecie czy chwile z teściową w sklepie są jak akapity z powieści, które się rozwija.

A gdy w jednym z ostatnich filmów mówi, że „nie zmieniają opon, nie skrobią szyb? Zima na drogach w Korei”, a potem śmieje się, bo „nie tego się spodziewaliśmy”, widać, że to właśnie o to chodziło: pokazać, że życie to nie tylko piękne klisze, ale i te dziwne, nieoczekiwane chwile. I właśnie te — najbardziej ludzkie — trzymają nas przy kamerze.

To historia kobiety, która nie uciekła od domu, ale go przeniosła do innego świata, i tam, wśród neonów, hanboków i koreańskich przedsprzedaży, zbudowała nowy.