Skip to content
VideoPolacy
Profile Background

pietras

pietras
500+ subskrybentów
Obserwuj
przygodavanlifebiznes

Pietras: z Trójmiasta do Norwegii przez świece sojowe i śmietniki

Gdzieś pomiędzy cyplami Trójmiasta, gdzie morze szumi, a beton nie puszcza zbyt wielu marzeń, zaczęła się historia człowieka, który postanowił nie czekać, aż życie mu się zacznie. Pietras, bo tak nazywa się bohater tej opowieści, nie zaczynał od spektakularnych gestów. Jego początek był skromny – wirusowy nie był, raczej przeciwnie. Pierwsze filmy, które wrzucił na YouTube’a, to nagrania z rodzinnych uroczystości: rocznica dziadków, studniówka w Sopocie, chrzciny Zuzanny. Były to intymne ujęcia, zrobione z telefonu, gdzie dookoła śmiali się bliscy, a on tylko nacisnął „nagrywanie”. Nie było tam jeszcze misji, only contentu domowego, jakby kanał był albumem cyfrowym, tylko przypadkiem udostępnionym światu.

Nie wiadomo, czy wtedy już marzył o pierwszym milionie złotych, ale już w opisie swojego kanału zadeklarował, że chce pokazać drogę do uwolnienia się z „niewolnictwa” i wyjścia spoza „matrixa”. To było hasło, które brzmiało jak manifest, a jednocześnie jak ironiczny żart – bo kto, patrząc na film o cebularzach po Trójmiejsku, pomyślałby, że to początek wielkiej przygody życiowej? A jednak – ta przygoda zaczęła się właśnie tam, wśród hec i wierszykowanych opisów wyjazdów, gdzie język był nieco szurnięty, a klimat nostalgiczny.

Cofnął się do Poznania Airshow, zabrał Patkę do Barcelony, pokazywał, jak urządzają się chrzciny w Gdyni. Było tu wszystko: miłość do rodzinnego regionu, lekkie flirty z podróżniczką formą i dreszczyk eksperymentowania z formą. Ale to nie były jeszcze filmy, które by coś zmieniały. To były notatki z życia, nagrywane z zapóźnieniem, jakby wciąż próbował odpowiedzieć na pytanie: kim ja właściwie jestem w tych kadrach?

Odpowiedź przyszła nagle, jak zapach soi w słoiku. W 2021 roku pojawił się film o tworzeniu sklepu internetowego na WordPressie – Valhala.pl, sklep z wegetariańskimi świeczkami. To był moment, w którym z hobby zrobił biznes, a z kanału – narzędzie. Zaczął pokazywać nie tylko jak robić świece, ale jak robić coś z siebie. Film z serii „Jak zrobić świeczkę sojową” miał trzy tysiące wyświetleń – niewiele, ale dla niego to była eksplozja. Nagle ktoś zaczął patrzeć nie po to, by zobaczyć studniówkę, ale po to, by nauczyć się czegoś. I zarabiać. Bo tak, zarabiał – nie tylko na świecach, ale na linkach partnerskich do hostingu. „Daj zarobić xd”, pisał z przymrużeniem oka, ale to nie było tylko żartem. To było ostrzeżenie: tu nie ma darmowych rzeczy. Tu każdy klik może coś dać.

Ale największa zmiana przyszła nie z Polski, tylko z Norwegii. W 2024 roku opowiedział o pracy jako kurier, o zarobkach, o kosztach życia w kraju fiordów. Film, który miał tytuł „PRACA W NORWEGII JAKO KURIER”, eksplodował – ponad trzydzieści tysięcy wyświetleń. Ludzie chcieli wiedzieć, jak to jest – wyjechać, zacząć od zera, zmienić kraj, dług, podejście. A on pokazywał: trudno, ale można. I trzeba. Bo dług po żabce nie odpuszcza, a „słońce” po burzy świeci raczej metaforycznie – bo w Norwegii nie ma go zbyt wiele.

Przeprowadzka do Stavangera stała się centrum nowej narracji. Znikały opowieści z Trójmiasta, zastępowane przez dni pracy po trzynaście godzin, sprzątanie przedszkoli, naprawianie kart graficznych w piekarniku. To było już nie tyle życie, co walka. Ale narracja się zmieniła – z lekkiego, nostalgicznego tonu przeszła do realistycznego, prawie surowego. Nadal mówił „daj zarobić”, ale teraz to brzmiało inaczej – jak wołanie o pomoc, a nie tylko afiliacja.

W tle zaczęły pojawiać się nowe postacie: Paplak, z którym jechał na kawalerskiego do Poznania, Manieks, który go zabierał łódką po fjordach, tajemniczy gość wracający do Polski, bo „nie podoba mu się klimat w Norwegii”. A także babka Bogusia – ta, która opowiedziała mu o wojennej przeszłości rodziny. To były chwile, w których historia Pietrasa nabierała głębi. Gdy opowiadał o dziadkach, najpierw były to tylko imiona na uroczystościach. Teraz to były ludzie, którzy przetrwali okupację, PRL, lata ciężkie i jeszcze cięższe. I nagle widać było, że jego bunt przeciw „mentalności biedaka” ma korzenie – nie tylko w długach, ale w pamięci pokoleń.

Z czasem zaczęły znikać stare tematy. Nie ma już studniówek, nie ma Airshow, nie ma Barcelony. Nie ma też Patki – przynajmniej nie ma jej w nowszych filmach. Zamiast niej są paczki, śmietniki, wolta, gokarty i góry Gjesdal. To, co wcześniej było marzeniem o wyjściu z „matrixa”, stało się codziennością ciężkiej pracy i systematycznego spłacania długów. Ale też – zdobywania niezależności.

Jego największe sukcesy to nie tylko liczby – choć film o znalezieniach pod śmietnikami w Norwegii miał ponad czternaście tysięcy wyświetleń i był drugim pod względem popularności. To raczej fakt, że zbudował narrację, która poruszyła ludzi. Że pokazał, jak z małego kanału o rodzinnych wakacjach zrobić dokument życia na granicy przetrwania i marzeń. Jego największe potknięcie? Może to, że ciągle przypomina o linkach partnerskich – czasem aż za często, jakby nie mógł uwierzyć, że wartość jego historii wystarczy sama dla siebie.

Ale to i tak jego siła – bo nie udaje. Pokazuje, jak naprawia kartę graficzną w piekarniku, jak jeździ blablacarem, bo uciekł mu pociąg, jak sprząta przedszkole po robocie. Pokazuje Norwegię nie jako raj, ale jako „kołchoz” – zimny, ciężki, ale dający szansę. I pokazuje, że można iść inną drogą, nawet jeśli to droga przez śmietniki.

Na końcu tej historii nie ma triumfu – ale jest kontynuacja. Pietras nadal pracuje, nadal opowiada, nadal „daje zarobić”. A jego kanał to nie już tylko dokument drogi do miliona złotych – to opowieść o tym, jak człowiek, z Trójmiasta, z rodziną, z długami i marzeniem o wyjściu z pułapki, próbuje zbudować nowe życie, metr po metrze, paczkę po paczce, śmietnik po śmietniku.

Jest człowiekiem, który wierzy, że można – nawet jeśli trzeba w tym celu piec kartę graficzną w kuchence i oglądać, co ludzie wyrzucają za drzwi.