
Planeta Abstrakcja: Opowieść o dwóch, którzy ruszyli, żeby zobaczyć świat
Gdzieś między Warszawą a Ałmatą, między autostopem a pociągiem towarowym przez Saharę, urodziła się Planeta Abstrakcja – nie jako wymyślone miejsce, ale jako sposób patrzenia na to, co widać. Jej twórcami są Ola i Borys, para podróżników, których droga zaczęła się nie od kamery, lecz od chęci dotknięcia rzeczywistości, która za szybko staje się tylko nagłówkiem. Oni nie tylko oglądali świat – wślizgnęli się pod jego skórę, często bez zaproszenia, z plecakiem, językiem, który nie zawsze działał, i pytaniem w oczach: a jak tu naprawdę jest?
Ich początki bynajmniej nie były spektakularne. Pierwsze filmy, nagrane w 2018 roku, noszą ślady niepewności i amatorskiej energii – Rosja, Ukraina, Turcja, Iran. To podróże autostopowe, pełne przypadkowych spotkań, nieoczekiwanych zaproszeń i jednego szczególnie absurdalnego: ślubu kota z kobietą w komunie hipisowskiej w Kazachstanie, który stał się jednym z najbardziej ikonicznych momentów ich kariery, choć tytuł przypadkiem pożyczyli od innego twórcy, co dziś brzmi jak delikatny żart na własny temat. Ale właśnie w tym tkwił początek ich stylu – nie do końca kontrolowanego, często przypadkowego, ale autentycznego jak ciepła przestała w pociągu do Norylska.
Przez lata, ich wizja się zmieniała. Z początkowego, nieco chaotycznego dziennika o przygodach młodych ludzi na drodze wyłonił się porządek – nie formalny, ale narracyjny. Zaczęli szukać nie tylko krajobrazów, ale ludzi. W Brazylii spotkali Polaków, którzy od pokoleń mówią po portugalsku, ale nadal wierzą, że w domu piętnastego stycznia powinien być barszcz. W Paragwaju organizowali „barszcz na plaży” jako akt buntu przeciw stereotypom. W Iranie, gdzie wcześniej byli tylko przejezdnie, wrócili z głębszym zainteresowaniem – opowiadali o aranżowanych małżeństwach, o nocnym życiu i o kobietach, które zapraszają ich do kuchni, by pokazać, jak wygląda życie zza burki. Ich kamera przestała być tylko obserwatorem – stała się gośćem, a czasem nawet uczestnikiem.
Ich najważniejsze zmiany życiowe niemal zawsze były niewypowiedziane, ale wyraźne. W 2020 roku wspominali, że wracają z Ameryki Południowej, ale przedtem spędzili pół roku pracując we Francji – to był wtedy ich sposób na przetrwanie, a nie tylko przygoda. A kiedy w 2023 roku pokazali babci, która całe życie mieszkała w wiosce na Roztoczu, granicę, góry i morze, było to coś więcej niż film. To była rodzina – Ola i Borys zabrały ją w podróż, która była dla niej pierwszą w życiu. Te filmy, z serii o babci, stały się ich najpopularniejszymi materiałami, nie ze względu na spektakularność, ale na emocje – ciepłe, szczere, niemal rodzinnie. Jednak w grudniu 2024 roku padła trudna wiadomość: zmarła Iga, osoba związana z ich zespołem, która jak się dało wywnioskować, była dla nich nie tylko współpracowniczką, ale kimś więcej. To zdjęło nieco powagi z ich świata, ale nie przerwało go.
Ich kamera podróżowała dalej – do Kanady, do Chin, do Kirgistanu. Z każdą serią zaostrzali temat. Zamiast pokazywać tylko „co się dzieje”, pytali: dlaczego? W Kazachstanie szukali śladów polskiej emigracji wysiedlonej przez Stalina. W Norylsku pokazali, jak wygląda życie w zamkniętym mieście za kołem podbiegunowym, gdzie zimą nie wschodzi słońce, a zimą nie zachodzi. W Ukrainie byli nie tylko w czasie wojny, ale z wizytą humanitarną, z workami z ryżem i wodą, rozmawiając z mieszkańcami oblężonych miast przez telefon. Ich kanał stał się nie tylko o podróżach, ale o odpowiedzialności – o tym, że widząc coś, nie można już udawać, że się nie wie.
Z czasem ich krąg ludzi się zmieniał. Michał, Irańczyk, który pojawił się najpierw jako przypadkowy towarzysz podroży, potem został na ich weselu, a później miał swój własny kanał – był dla nich jak brat z innej ziemi. Julia z Brazylii to stały punkt – gospodyni, przyjaciółka, kobieta, która odcisnęła piętno na ich serii brazylijskiej, a nawet została ofiarą napadu, gdy razem zbierali owoce w lesie. Ale niektórzy zniknęli – jak Tośek, francuski aktywista, który towarzyszył im w Afryce, albo Ania z kanału Podróżując przez życie, która razem z Oskarem pokazywała im Kurytybę, ale potem już się nie pojawiali. Być może to tylko przerwa, być może koniec. Planeta Abstrakcja nie komentuje, po prostu jedzie dalej.
Ich największe sukcesy to nie tylko liczby – choć film o babci, która po raz pierwszy widzi morze, przekroczył dwa i pół miliona odsłon, a przepowiednia rosyjskiego bezdomnego z 2021 roku stała się viralowa, gdy się spełniła – ale to, że zaczęli mieć wpływ. Ich materiały o Polonii w Brazylii, o epidemii śpiączki w Kazachstanie, o codzienności w Czeczeni czy Dagestanie – to nie były tylko reportaże, to były dokumenty czasu. A kiedy w 2025 roku ogłosili, że wyprowadzają się z Polski, po raz pierwszy pokazali, że to nie tylko podróż, ale nowa faza życia – nie „co teraz oglądamy”, ale „gdzie teraz jesteśmy”.
Nie wszystko szło gładko. Ich wizyta w Brazylii zakończyła się kradzieżą, o której opowiedzieli z nutą rozbawienia, jakby to był kolejny element scenariusza, którego nie zaplanowali. Niektóre filmy miały znikomy odbiór – jak ten o DJ-u w McDonaldsie w Budapeszcie, który zdążył stać się memem, ale nie sensacją. Ich styl – szybkie cięcia, ostre napisy, muzyka z Artlist – nie zawsze był dla wszystkich, ale stał się ich znakiem firmowym. Kiedy w 2023 roku ogłosili, że szukają montażysty, ponieważ sami nie nadążają, pokazali, że rosną – nie tylko jako twórcy, ale jako producenci, którzy chcą rozwijać się dalej.
Ich filmy o największej popularności mówią wiele o tym, co ich widzowie najbardziej porusza: Norylsk – Piekło Północy, Babcia pierwszy raz widzi granicę, Przepowiednia rosyjskiego bezdomnego, 5 pokoleń Polaków w Brazylii – to wszystko są historie o granicach: geograficznych, emocjonalnych, kulturowych. To opowieści o tym, gdzie kończy się znajomość i zaczyna się niepewność. I właśnie tam, w tej abstrakcji, rodzi się ich sens.
Dziś, kiedy ich kamera trafia do Chin, Kirgistanu, Finlandii czy Portugalii, widać, że nie szukają już tylko „ciekawostek”. Szukają ludzi, którzy mówią: to jest moje życie, zobacz. A oni pokazują – nie z pretensjami, nie z moralizatorem, ale z ciekawością, która czasem przypomina dziecięcą, a czasem, niestety, dorosłą.
To historia dwóch ludzi, którzy zaczęli od autostopu, a kończą na granicy świata – ale nie dlatego, że dalej nie ma drogi, tylko dlatego, że ona ciągle się przed nimi otwiera.