Skip to content
VideoPolacy
Profile Background

Podróże Busem Przez Świat

Podróże Busem Przez Świat
230K+ subskrybentów
Obserwuj
podróżeprzygodavanlife

Podróże Busem Przez Świat: opowieść o marzeniach, drogach i domu

Ola, Karol i mała Gaja to nie tylko imiona, ale układ sił, który na przestrzeni lat przekształcił się z improwizowanego zespołu podróżników w rodzinę z misją. Ich historia, zapisana w ponad 200 filmach i dziesiątkach książek, to przede wszystkim opowieść o tym, jak pasja może stać się życiem, a stary bus – domem, który czasem przez rok nie zna granic, a czasem nie opuszcza własnego podwórka. Wszystko zaczęło się w 2010 roku, gdy pięcioro studentów, w tym Karol i Ola, wzięło do ręki kluczyki od busemikowi wartego 2000 złotych i rzuciło się w podróż dookoła Europy. Wtedy jeszcze nie wiedzieli, że to tylko próba generalna. Wtedy jeszcze nikt nie mówił o vanlifie, a podróżowanie busem było eksperymentem dla śmiałków, którzy wierzyli, że świat można pokonać z plecakiem, laptopem i silnikiem, który za każdym razem, gdy się urwał, za jakiś czas znów dawał znak życia.

Tych pierwszych lat nie można opisać bez lekkiego uśmiechu, bo to były czasy, gdy bagażnik dopiero dostawali, a podróże kończyły się rozsypywaniem się samochodu w barcelońskiej uliczce. Wtedy jeszcze nie było planów na ponad 500 tysięcy kilometrów, nie było książek, nie było mającego się pojawiać dziecka Gai — wtedy było tylko niepohamowane pragnienie sprawdzenia, czy marzenie może stać się stałe zatrudnienie. Karol, wtedy student, a dziś twarz i głos większości filmów, mówił do kamery z przekonaniem młodego podróżnika, który wierzy, że wystarczy odwaga, by zobaczyć wszystko. Ola, współtwórczyni i współautorka, była cichą siłą za kamerą i w tekście. Razem — z czasem wspomagani przez Wojtka Lewandowskiego, który stworzył ich wczesne materiały — zaczęli budować narrację, która stopniowo zmieniała się z relacji o przygodach w projekt o życiu zgodnie z własnymi zasadami.

Pierwszy przełom nadszedł w 2012 roku, gdy zamiast wrócić z Europy, wyruszyli do Ameryki. To było już coś więcej niż hobby — to była decyzja. Bus, który wcześniej został nazwany Supertrampem, stał się więcej niż środkiem lokomocji; stał się symbolem. Zaczęto o nich pisać, a ich książka Busem Przez Świat: Wyprawa Pierwsza wydawała się być tylko ciekawostką, która potem przemieniła się w cykl dziesięciu tytułów. Przez lata ich świata pojawiali się inni — przyjaciele, współtowarzysze podróży, czasem widzowie, którzy zaczęli jeździć z nimi — ale główny trzon zawsze pozostał ten sam: Ola, Karol, a z czasem ich córka Gaja, która przybyła do świata, gdy oni byli już pośrodku kolejnego wyboju, tym razem na kontynentach, które nie przyzwalają na systemy, które nie działają.

Przełomem w ich historii była wyprawa przez trzy Ameryki, zaczęta w 2017 roku. To nie była tylko podróż — to była deklaracja. Dziesięć miesięcy, ponad 80 tysięcy kilometrów, codzienne vlogy, wideo 360 stopni, a wszystko to poparte planem, który wydawał się nierealny: zawodowy podróżnik jako zawód. To właśnie wtedy odkryli, że ludzie nie tylko oglądają ich filmy, ale chcą żyć ich życiem. Odpowiadali na pytania, jak założyć portal zawodowypodroznik.pl, jak zarabiać, jak nie zbankrutować w drodze. I właśnie wtedy zrozumieli, że Busem Przez Świat to już firma, jak się okazało, zgodnie z sugestią Idei Banku. Nie byli tylko twórcami treści — byli przykładem życia, które można zorganizować inaczej.

Ich podróże stawały się coraz bardziej zróżnicowane. Po wyprawach do USA, Australii, Gruzji czy Islandii, które dokumentowali w filmach pełnych ciekawostek i porad, ich kamera zaczęła chyba częściej wędrować po Polsce. To było zaskakujące dla wielu — jak to, ci, którzy przejechali 70 krajów, teraz kręcą się po Dolnym Śląsku, Kaszubach czy Lubelskiem? Ale oni nie uciekali od świata — oni go po prostu inaczej zobrazowali. Zaczęli pokazywać, że najbardziej niesamowite rzeczy są często ukryte w miejscach, które do tej pory wydawały się zwyczajne. Zalipie, Kopalnia Wieliczka, Gruzini w Tuszeti, Kaszubi, tatarzy — to była ich nowa mapa skarbów, którą dzielili się z widzami, jakby mówili: nie musicie lecieć na drugi koniec świata, żeby coś zobaczyć — wystarczy inaczej spojrzeć.

Z czasem zniknęły z ekranu niektóre osoby — Wojtek Lewandowski, który był twarzą ich wczesnych filmów, przestał się pojawiać; nie było też dawnych kolegów z pierwszych wypraw, których losy rozbiegły się po świecie. Ale pojawiły się nowe postacie: Ania i Maciuś, para podróżników, którą pokazywali jako przykład życia w vanlifowym stylu, czy Polak w motelu widmo, którego spotkali w USA. To byli ich ludzie — nie bohaterowie, ale współuczestnicy, którzy pokazywali, że podróż to nie tylko miejsca, ale przede wszystkim ludzie.

Kanał ewoluował: z filmów typu „Najpiękniejsze miejsca w Australii” czy „Noclegi na dziko” przeszli do reportaży z życia, które już nie były tylko instrukcjami, ale opowieściami o tym, jak żyć. I nagle, po latach na drodze, nastąpił kolejny przełom: przeprowadzka. Najpierw na Maderę — chwilowy ucieczkowy dom w czasie pandemii, potem — decyzja o powrocie. Tym razem nie do mieszkania w mieście, ale do góry, do domu w górach. To było jak finał całej tej sagi: po wszystkich wyprawach, po wszystkich granicach, dom znalazł się tam, gdzie najmniej się go spodziewano — w Polsce.

Ich największym sukcesem nie są liczby — choć mają ponad pół miliona wyświetleń i dziesiątki tysięcy subskrybentów — ale to, czego dokonali: pokazali, że można żyć z pasji. Ich największym niepowodzeniem — jeśli można tak to nazwać — było to, że czasem świat ich widział tylko jako parę w busem, a zapominał, że to ludzie, którzy też walczą z myślami, gryzoniami i pogodą. Ale właśnie dzięki temu — przez ujawnianie trudności, opowiadanie o awarii, o burzy piaskowej w Maroko, o walkach z myszami w kurniku — zyskali autentyczność, której nie da się sfingować.

Ich filmy o największej oglądalności — jak „Niesamowite Kaszuby”, „Droga 66” czy „Bałtyk może zaskoczyć?” — to nie przypadkowe wybory. To są historie, które łączą odkrywanie z emocją, ciekawość z troską o to, co bliskie. To nie są tylko rekomendacje trasy — to są listy miłosne do kraju, który z czasem mieli nadzieję odkryć i uleczyć.

A dzisiaj, kiedy ich bus stoi przed nowym domem, a Gaja biega między grządkami, a kamery nagrywają nie tylko wyprawy, ale też sadzenie fig i zabezpieczanie kurnika przed jastrzębiem, ich opowieść nabiera nowego obrotu. Już nie tylko o tym, jak opuścić, ale o tym, jak wrócić. O tym, jak znaleźć świat, nie uciekając z niego. I jak najbardziej niesamowite wyprawy potrafią się kończyć tam, gdzie się nie zaczęły — ale gdzie powinny.

To historia o tym, jak marzenia nie muszą mieć końca — mogą tylko zmienić formę.