Skip to content
VideoPolacy
Profile Background

Podróże Wojownika

Podróże Wojownika
1.02M subskrybentów
Obserwuj
przygodapodróżesport

Podróże Wojownika: opowieść o rzeczach, które się zaczęły przypadkiem

Początkowo chyba nikt – najmniej jego – nie wierzył, że życie może zrobić taki zwrot, by z tajlandzkich plaż i muay thai rosnąć miał globalny kanał, a z marzeń o walce zrodzić się misja podróży. Pjoter, bo tak się przedstawia światu, wyprowadził się do Tajlandii w listopadzie 2018 roku, postawił wszystko na jedną kartę i… się udało. Tak przynajmniej mówi z dumą w swoim opisie, a potem, jakby z wesołym lekceważeniem, dodaje, że kto nie ryzykuje, ten szampana nie pije. I choć ta sentencja brzmi jak slogan z piwnej reklamy, to w jego przypadku okazała się pełna głębi — bo ryzyko było realne, a sukces nie był zapewniony.

Na wstępie nie wyglądało to na historię sukcesu. Początki kanału "Podróże Wojownika", założonego w styczniu 2019 roku, to mieszanka lokalnych walk, dziwnych wyzwań i nieustannej walki o widzów. Pierwszy film — "NIELEGALNE WALKI !!! STRELKA #1" — to raczej zaproszenie do świata podziemia niż turystyki. Ale już po kilku miesiącach wszystko się zmienia. Kanał nabiera tempa, a Pjoter — pewności siebie. Po sześciu miesiącach pierwszy film przekracza milion wyświetleń, a po roku i pół dociera do stu tysięcy subskrybentów. To była fala, która mogła się przelać w przeszłość, gdyby nie potem zarzucił się na Azję jak pies na mięso — kraj po kraju, wizyta po wizycie, przygoda po przygodzie. Zaczyna od Tajlandii, potem leci do Malezji, Filipin, Japonii, aż w końcu rusza w trzydziestodniową wyprawę po piętnastu krajach Azji — od Wietnamu po Sri Lankę, przez Bangladesz i Malezję, kończąc na Malediwach. To była nie tyle podróż, co wojenna kampania – bez tarczy, ale z kamerą.

Na tym etapie jego światłością staje się nie tylko Tajlandia, ale cały kontynent. Zdjęcia z leciwego motocykla, wpadki na tajskich targach, polowanie na dziwne owoce w Sri Lance, a nawet spotkanie z naćpanym mnichem w Birmy — wszystko to zapisane na żywo, z humorem i lekkim zaskoczeniem. Pjoter nie udaje eksperta kultury, nie stara się być guru podróży; jest raczej tym kolem z bloku, który pojechał się założyć, a potem przypadkiem zobaczył, że ma coś do powiedzenia. I mówi — dużo, głośno, z niekłamanym entuzjazmem. Czasem wpada w pułapkę takiego samego narracyjnego schematu — "wjechało w nas auto", "miałem kłopoty", "było dziwnie", "udało się!" — ale to tylko dowód, że życie na drodze nie jest romantyczną bajką.

W 2020 roku wydarzenia zacznęły pisać scenariusz za niego. Pandemia zamknęła granice, a on znalazł się na Phuket, odcięty od świata. Wtedy zamiast uciekać, zaczął robić coś, co wcześniej mogło wydawać się niemożliwe — pomagać. Razem z Polakami w Tajlandii organizują zrzutki, wspierają biednych, pomagają birmańskim robotnikom — ludziom, którzy nie mieli dokąd pójść. Z jego perspektywy, to nie była akcja charytatywna, tylko coś oczywistego: "Jeśli możesz, to pomóż". I pomagał — publicznie, z natchnieniem, aż w końcu nawet TVN zrobił o tym materiał. To był moment, gdy nie tylko kanał, ale i on sam, przekroczył granicę rozrywki i stał się czymś więcej.

Po tych wydarzeniach coś się zmieniło. Zaczęły pojawiać się nowe osoby, nowe kontakty. Spotyka Piotra POLO Przywarskiego, Pawła, Dawida, Bellę, Monikę — ludzi, którzy przestają być tylko gośćmi w filmach, by stać się częścią jego świata. Wspólnie podróżują — przez Albanie, Chorwację, Hiszpanię, aż w końcu ruszają kamperem po Europie. To była zupełnie inna era — nie tylko podróż, ale życie na trasie, w przyczepie, z kamerą i grillowanym mięsem przy ognisku. Tam, wśród Alp i francuskich miasteczek, Pjoter wydaje się najbardziej relaksowany. Jakby w końcu znalazł równowagę — nie między walką a podróżą, ale między pracą a życiem.

Ale, oczywiście, wojownika nie można długo trzymać na zielonej łące. Pojawia się Alicja — kilkakrotnie wspominana jako miłość, a potem jako zaręczona. Filmują razem, podróżują, uczą się gotować pad thai. Z czasem jego historia nabiera tonu romansu z Tajlandią, która była tylko tłem, a stała się domem. Ale nie bez przeszkód — film z tytułami jak "Zdradzimy wam naszą tajemnicę... Rozstajemy się ale nie na zawsze" czy "Przyleciała moja NAJWIĘKSZA MIŁOŚĆ" to nie tyle wideo podróżnicze, co fragment dziennika emocjonalnego, w którym Pjoter nie udaje, że wszystko jest idealnie.

W międzyczasie nie zapomina o walce. Rzeczywistej. Z powodu zdrowia rezygnuje z FAME MMA, ale nie z pasji — bierze udział w innych imprezach, a w 2022 roku notuje nokaut na ringu w Tajlandii. Nie jest zawodnikiem w klasie światowej, ale dla swojego świata — fanów, kanału, Polaków w Azji — to moment triumfu. A potem, jakby nie było to wystarczające, zdobywa mistrzowski pas w boksie. To nie był szczyt kariery, ale nie był też przypadkiem — to była zapłata za lata treningów, które filmował, a świat oglądał.

Sukcesy to nie tylko wyświetlenia. Film zatytułowany „Skid Row” – o dzielnicy bezdomnych w Los Angeles – przekroczył pół miliona odtworzeń. „Pajak brutalnie nokautuje w Tajlandii” ma prawie czterysta tysięcy. Ale najbardziej imponujące są te, które wykraczają poza cyfry: kiedy w 2022 roku rusza na Antarktydę, gdy w 2023 roku pokazuje, czy da się żyć na Phuket za 50 złotych, gdy w Patagonii przerwana zostaje wyprawa przez sztorm — i mówi to nie po to, by wyglądać na bohatera, ale po to, by pokazać, że nawet najdokładniejsze plany potrafią się sypać.

W jego filmach zniknęły pewne tematy — na przykład nielegalne walki czy bezosobowe spotkania z tajskimi dziewczynami. Z czasem zaczęły pojawiać się głębsze opowieści: spotkania z ofiarą 11 września, wyprawy do zanieczyszczonych plaż, przekonanie widzów, by szanowali planetę. Wciąż wspiera kanał, wciąż ma zniżki i linki partnerskie, ale robi to z większą naturalnością — jak ktoś, kto wie, że bez tego nie da rady przetrwać.

Najważniejsze osoby w jego historii to nie tylko Alicja czy Marta Sielska, ale kamera, montażysta Grzegorz CE, a także ci, którzy pojawiają się i znikają — Paweł, Dawid, Monika, Piotr Borecki. Przestają być towarzyszami trasy, by stać się fragmentem narracji. A najistotniejszym związkem okazuje się ten z widzem — z tym, kto subskrybuje, komentuje, wspiera. Bo to właśnie dzięki niemu, jak mówi w jednym z filmów, "wrócił".

W końcu, po stu pięćdziesięciu filmach, setkach tysięcy kilometrów i nieustannym ruchu, Pjoter przestał być tylko podróżnikiem. Jest symbolem tego, że można zacząć od niczego, z domu, z pasji do walki, i stworzyć coś, co wykracza poza kraj, język, kulturę. Że marzenia się realizują — tylko nie po to, by się zatrzymać, ale po to, by ruszyć dalej.

To nie było życie, tylko jedna długa, przypadkowa chwila, która się ciągnie.