Skip to content
VideoPolacy
Profile Background

Podróże Za Stówę

Podróże Za Stówę
5K+ subskrybentów
Obserwuj
podróżeprzygodakultura

Podróże za stówę – opowieść o cichej wytrwałości

Zaczynał od stadionu, a skończył na krańcach świata – z dronem na plecach, kamerą w dłoni i zapisem lotu w pamięci. Jego historia to nie epopeja z wyraźnym początkiem, ale raczej powolne przesuwanie się granic: z Gorzowa Wielkopolskiego na mapę świata, z kibiców Widzewa na ścieżki do Czarnobyla, z mrocznej burzy nad miastem do jasnych plaż Malty i Sycylii. Kiedyś jego filmy opowiadały o futrynie, dzisiejszy świat jego kanału zna z cichych uliczek Wenecji, oddechu Góry Sowy i odgłosu wiatraków nad Łukiem Mużakowym.

Początkowo był tylko kimś, kto w 2011 roku nagrywał zadymę na meczu Lecha, a potem eksperymentował z timelapsem i filmował niebo nad własnym miastem. Był twórcą, któremu leżał na sercu każdy szczegół – zapisywał na przykład, że kamera to GoPro3Black, a zdjęcie wykonywane co dwie sekundy. Mógł spędzić godzinę, by pokazać, jak chmury przesuwają się nad Gorzowem, jakby chodziło o coś więcej niż tylko zachód słońca. A może właśnie o to chodziło – o patrzenie uważnie, nawet gdy nikt nie patrzy.

Z czasem jego zainteresowania zaczęły się rozszerzać. Z kibica stadionu stał się kibicem świata. Przez chwilę były to filmy ślubne – TMXStudio, jak odrębny projekt, z uśmiechniętą parą i życzeniami „100 lat”. Ale ten etap trwał krótko, zniknął bez komentarza, jakby życie nagle wskoczyło w inny wóz. Zniknęły też kibice, zniknął Smętek, zniknęły klatki z Gigi, kotka rasy Devon Rex, która kiedyś aportowała gumkę. Wszystko ustąpiło miejsu podróżom – najpierw do Czarnobyla, potem na świat.

Czarnobyl stał się jego obsesją, a może raczej domem – miejscem, do którego wracał jak do pamięci. Jego pierwszy film o Ukrainie był o meczu, ale już w 2015 roku miał film o Muzeum Korupcji, a potem zaczął eksplorować Strefę Wykluczenia. Jego podejście było jak cichy dialog z przeszłością: szedł po rozpadających się korytarzach Prypeci, mówił o promieniowaniu, ale z odrobinką ironii – jakby chciał powiedzieć: „tutaj się nic nie wydarzyło, a mimo to wszystko krzyczy”. Odkrywał miejsca, które wydawały się opuszczone: prosektorium, szkołę z maskami gazowymi, opuszczoną fabrykę benzyny w Policach. A potem, w 2020 roku, filmował opalone wioski – Krasne, Lelew, Poliskie – które zniszczyły pożary. Jego głos był spokojny, ale za każdym razem czuć było, że coś umiera, a on to nagrywa.

Ale to nie wszystko. Jego podróż nie była tylko o zniszczeniu. Z czasem na kanał napływały nowe tematy – najpierw Czarnobyl24, potem GO4TRIP24, a wreszcie nie tylko wyjazdy, ale cała filozofia: jak żyć tanio, jak oglądać więcej, jak nie być turystą. Zrobił filmy o wyprawach do Maroka, Chorwacji, San Marino, a potem zaczął podróżować campervanem – własnym, skonstruowanym z wnętrza Citroëna Jumpya. To był moment odwrócenia biegu: z obserwatora stał się podróżnikiem z bazą na kółkach. Campervan stał się jego kwaterą główną – małą, ale pełną możliwości, idealną do szlaków, które lubi: te boczne, niezamieszkane, te, gdzie „człowiek może poczuć, że coś jeszcze nie zostało zużyte”.

Jego styl był prosty, ale nieubłagalnie autentyczny. Nie obiecywał luksusów, nie chwalił się bagażem, a jego sukcesy mierzył w odcinkach i filmach, nie w liczbie subskrybentów. Przez lata jego najpopularniejsze filmy były o miejscach – Czarnobylu, Kopenhadze, Rimini – ale nie były to typowe travelvlogy. Nie opowiadał o hotelach ani dobrej kuchni, tylko o tym, co zaskoczyło: czerwone łodzie w Marsaxlokk, brudne ulice Genui, puste święta w Wenecji. Jego największe sukcesy były ciche: film z 2021 roku o Rimini zebrał niemal dwadzieścia tysięcy odsłon, a odcinek z Chorwacją z 2020 roku – ponad dziesięć tysięcy. Ale nie chwalił się nimi. Po prostu szedł dalej.

Współpracował z Tomem Dublinem i Kiki Radek – pojawiali się w filmach o Riese, o Górze Sowej, o bunkrach Gontowej. Byli ekipą, ale nie pojawiali się często. Inni – jak Jola i Dibo w Belgii – zniknęli po jednym odcinku. Nawet jego własne imię nie padło nigdzie w filmach. Nie był gwiazdą, był narratorem, który mówił: „zapraszam do oglądania”, a potem znikał za kamerą.

Z czasem zaczął eksplorować inne kraje – Włochy stały się jego ulubionym terenem. Wracał tam niemal jak do domu: Padwa, Vicenza, Mantua, Wenecja, Rimini. Ale nie zatrzymywał się tylko przy miastach – pokazywał Cefalu, Nin, Marsala, gdzie ludzi jest mało, a klimat mocny. Jego najnowsze filmy są o Sycylii – o Salinach Trapani, o Arabach w Mazaro, o Etnie nad Taorminą. Wiele z nich nosi ślady rozczarowania – „nie spodziewałem się, że aż tak”, „rozczarowanie całkiem spore”, „to całkiem sporo” – ale zawsze kończy się: „ale było warto”. Jego niesukcesy były częścią narracji: mokre gacie na Malcie, mandat w Czechach, blokada koła – wszystko opowiadał z lekkim uśmiechem.

W 2025 roku po raz pierwszy wyruszył do USA. Pokazywał Las Vegas, Grand Canyon, Alcatraz – miejsca, które kiedyś wydawały się zbyt dalekie. Ale nawet tam był sobą: nie zachwycał się neonami, tylko mówił o atmosferze, o cichym klimacie Alcatraz, o pożarach w Kalifornii. Jego podróż do Ameryki była jak potwierdzenie: nie ma miejsca zbyt odległego, by nie dało się tam dojechać „za stówę”, choćby symbolicznie.

Z czasem zaczął opisywać nie tylko kraje, ale i ludzi – kuszników w San Marino, małpy w Gibraltarze, żeglarzy w Giresunie. Ale nigdy nie wchodził za bardzo do czyjegoś życia. Jego horyzont był szeroki, ale zawsze odbudowany z własnych doświadczeń. Być może najważniejszym jego osiągnięciem było to, że z 238 filmów nie zrobił z siebie ikony, tylko pozostał kimś, kogo widz może nazwać: „w końcu to chyba się da”.

Jego kanał to nie katalog sukcesów, ale mapa cichej wytrwałości – z Gorzowa, przez Czarnobyl, aż po drogi w Kalifornii.
To historia o tym, jak patrzenie uważnie może stać się sposobem na życie.