Skip to content
VideoPolacy
Profile Background

Podróże zLukaszem

Podróże zLukaszem
5K+ subskrybentów
Obserwuj
podróżeprzygodakultura

Podróże zLukaszem – opowieść o dwóch ludziach, jednym kanale i Ameryce w sercu

Kiedy się zaczynało, nie było jeszcze widać, że z niewielkiego entuzjazmu i wspólnej pasji wyrośnie coś trwalszego niż kilka filmów na YouTube’ie. W tle Warszawy, miasta, które czasem wydaje się tylko przystankiem po drodze gdzieś dalej, Marta i Łukasz postanowili, że ich podróż nie musi kończyć się tam, gdzie kończy się bilet lotniczy. Ich kanał, Podróże zLukaszem, zaczął się nie od wielkich planów, ale od intymnej zaproszenia: „Nasze wspólne podróże. Twoje i moje”. Tak, jakby mówili: siadajcie, ruszamy.

Łukasz, człowiek, którego życiowa trasa wydawała się od początku zaprogramowana na kierunek USA, przyszedł do świata w dobie, gdy amerykańska kultura jeszcze nie była napływem treści, ale powietrzem, którym oddychano – nieświadomie. Był amerykanistą nie tylko z tytułu studiów, lecz z serca, pasjonatem rocka z południowej Kalifornii, basistą bez zespołu, perkusistą bez trwania, melomanem, który potrafił zidentyfikować gitarami Blink-182 z jednej frazy. Jego pierwsza podróż wideo do Los Angeles nie była więc zwiedzaniem miasta, tylko pielgrzymką do miejsc, gdzie Tom DeLonge kiedyś mieszkał, a Mark Hoppus jeździł rowerem. To był ciepły, trochę nerwowy debiut, pełen nastrojów północnoamerykańskiego subkulturowego dnia i tęsknoty za miejscem, którego nie znał, a które od lat czuł jak dom.

Marta, choć mniej widoczna w opisach filmów, była od początku tym, co trzymało wszystko na sznurku – nie tylko kamerę. Była współtwórczynią, partnerką w misji i architektem tych chwil, które wydają się spontaniczne, ale są starannie ułożone. Razem byli jak para, która wyjeżdża na weekend, a potem przypadkiem trzyma się przez rok w samochodzie bez punktu zwrotnego. Ich kanał szybko stał się nie tylko o podróżach, ale o sposobie, w jaki o nie patrzy się – nie z pozycji turysty z plecakiem, lecz z perspektywy kogoś, kto chce wyczuć puls miasta, nie tylko sfotografować jego serce.

Początki kanału to Kalifornia – obsesyjnie, niemal maniakalnie. Sezon poświęcony Los Angeles, jego downtown, Hawthorne, Hollywood, Santa Monica, Venice Beach – wszystko wchłaniane kamerą z ciekawością, jakby miasto miało się w każdej chwili odwrócić i powiedzieć: „Witaj, znam cię z nagranych wywiadów”. Ale już w 2019 roku światło zaczęło się przesuwać. Z Kalifornii do Powidza – tak, dokładnie. Bo co, jeśli amerykański duch można spotkać nie tylko na Route 66, ale w małej polskiej miejscowości, gdzie stacjonują żołnierze USA, a w burgerowniach serwują smaczniejsze burgery niż gdzie indziej? Film „Powidz – najbardziej amerykańskie miejsce w Polsce?” był nie tylko ciekawostką, ale przełomem – pokazał, że kanał nie musi lecieć do USA, by mówić o Ameryce. Czasem wystarczy, że Ameryka przyjedzie do nas.

To była zmiana tonu. Z debiutowych, niemal oszczędnych filmów o Kalifornii, gdzie każdy kadr był jak troskliwie wyważony kadr z filmu dokumentalnego, przeszli do czegoś szerszego, bardziej eksploracyjnego. Zaczęli opowiadać nie tylko o miejscach, ale o kulturze – o Dniu Niepodległości USA, o wyborach prezydenckich, o Dniu Dziękczynienia. Łukasz, jako amerykanista, stał się nie tylko podróżnikiem, ale nauczycielem – cicho, bez fanaberyi, jak ktoś, kto wie dużo, ale nie chce tego wykrzykiwać. Jego film o wyborach w USA, z wymyślonym kandydatem panem Smithem, był nie tylko edukacyjny, ale zgrabnie sarkastyczny – z humorem, który nie urąga, ale wyjaśnia.

Ich podróż zaczęła wykraczać poza kontynent amerykański. Najpierw Grecja – Kreta, najpierw zachodnia, potem wschodnia, z przepiękłymi przejazdami samochodem, serpentynami i plażami, które wyglądały, jakby ktoś je narysował. Potem Egipt – rejs po Nilu w 4K, gdzie kamera sunęła po świątyniach, a atmosfera była tak gęsta, jak powietrze nad pustynią w południe. To były już nie tylko „relacje z terenu”, ale prawdziwe opowieści – z szumem wiatru, z cichym komentarzem, z muzyką, która nie zastępowała ciszy, tylko ją podkreślała.

Z czasem zaczęło się zmieniać nie tylko miejsce, ale też rytm. Im więcej krajów, tym krótsze filmy, ale bardziej skondensowane. Pojawiły się miasta, które nie były snem amerykańskiego podświadomości, ale europejską codziennością – Bari, Bolonia, Modena, Matera, Budapeszt, Lizbona, Malta, Seszele. Z kanału o Ameryce zrobił się kanał o świecie – ale z charakterystycznym filtrem: zawsze z nutą ciekawości kulturowej, zawsze z lekkim akcentem na to, jak coś działa, a nie tylko jak wygląda.

Ich styl stał się rozpoznawalny: nie krzyczący, nie przesadzający, nie wpychający się do kadru. Raczej obserwujący, z dystansem, ale z sercem. Większość filmów to spacery – bez komentarza, z muzyką, z widokami. Widać, że nie chodzi o to, by wszystko wyjaśnić, ale by pokazać, że warto patrzeć. Czasem pojawiają się partnerzy – hotel, przewodnik, restauracja – ale nigdy nie w sposób natarczywy. Raczej jak odnośnik: „to miejsce nam się podobało, może wam też”.

Z ich historii zniknęły pewne tematy. Już nie ma tak intensywnego skupienia na Kalifornii, nie ma debat o rocku z lat 90., nie ma takich filmów jak „Południowa Kalifornia śladami Blink-182”. To nie znaczy, że zapomnieli – raczej że dorosli. Z pasji młodości zrobiła się pasja dojrzała, z entuzjazmu – system. Widać to w filmach o praktycznych rzeczach: jak spędzić czas w Lizbonie, jak dojechać do Matera, jakie są ceny na Seszelach. To są już nie tylko emocje, ale doświadczenie. Ktoś, kto był i wie.

W tle pojawiają się też inne osoby – Klaudiusz i Sebastian ze swoimi restauracjami „Taste of Chicago” w Gnieźnie, Piotr i Paweł z meksykańskich imprez, Martynka z przewodnictwem po Krecie. Ale najważniejszą osobą poza Martą i Łukaszem jest widz – ten, który pyta, który komentuje, który dołącza do grup na Facebooku. Kanał rośnie nie tylko z miejsc, ale z dialogu. To nie jest monolog z góry, tylko rozmowa na równi.

Największymi sukcesami są filmy, które przekroczyły granice zwykłej ciekawości – „10 najważniejszych atrakcji Los Angeles”, „Hawaje – informacje praktyczne”, „Rodos – 10 największych atrakcji”, „Safari w Kenii”, a przede wszystkim „Jak zostać amerykańskim prezydentem?”, który zebrał ponad sto tysięcy odsłuchań i stał się mini-wykładem o demokracji. To właśnie tam widać, kim naprawdę jest Łukasz: nie tylko podróżnikiem, ale tłumaczem – tłumaczem Ameryki dla Polaków.

Nie było wielkich potknięć, ale było kilka momentów, gdy kanał mógł się zatrzymać – np. w 2020 roku, gdy nagle świat się zamknął. Ale zamiast zamilknąć, przeszedł na inne tory: wykłady online, filmy o historii, o wyborach, o kultowych szosach. Gdy nie można było podróżować, zaczęto mówić o podróżach – i to też było podróżowanie.

Filmami z największą oglądalnością są właśnie te, które łączą informację z emocją – „Safari w Kenii”, „Rodos”, „Sicylia”, „Jak zostać prezydentem USA”. To są miejsca, gdzie widz nie tylko ogląda, ale się uczy. A to właśnie o to chodzi – o pragnienie dzielenia się tym, co się wie, bez zadry, bez wyniosłości.

Obecnie kanał jest jak mapa – nie tylko miejsc, ale etapów życia. Z młodych ludzi, którzy marzyli o Kalifornii, zostali podróżnicy, którzy zrozumieli, że świat jest duży, a Ameryka to tylko jeden z jego akcentów. Mieszkają gdzieś w Polsce, podróżują samochodem, cicho, bez hałasu, z kamerą w bagażniku i z mapą w telefonie. Ich dom to nie tylko mieszkanie, ale także hotel na Seszelach, namiot na Hawajach, pokój w Lizbonie.

Kiedyś mówili o Kalifornii śladami Blink-182. Teraz mówią o świecie śladami własnych stóp.

To historia o tym, jak marzenie o Ameryce stało się miłością do świata.