Skip to content
VideoPolacy
Profile Background

Polka na Bałkanach - Liliana Wiadrowska

Polka na Bałkanach - Liliana Wiadrowska
50K+ subskrybentów
Obserwuj
kulturapolitykaprzygoda

Liliana Wiadrowska – Polka na Bałkanach

Liliana Wiadrowska, znana w sieci jako Polka na Bałkanach, to postać, której życie toczy się jak serwis wideo z gatunku tych nieco pochrzapanych, ale za to autentycznych – takich, które włącza się nie po to, by wszystko było gładko, ale po to, by coś zatrzymało się w pamięci. Początkowo jej historia to opowieść o wyjeździe, o nowym życiu w Słowenii, o mieszkaniu, zarobkach i walce z samotnością. Potem jednak, jak to w dobrych serialach, akcja się rozszerzyła – z jednej dzielnicy przeskoczyła na cały region, a potem, stopniowo, na całą Europę, a nawet dalej. Jej kanał to mieszanka ciekawostek, samozwańczych lekcji języka, wewnętrznych kryzysów i ironicznego spojrzenia na Balkany, które z czasem stały się nie tyle tematem, ile tłem – sceną, na której rozgrywał się jej osobisty teatr.

Na początku była po prostu Polką, która wyjechała. Wyjechała do Mariboru, najpierw pewnie jak większość – po to, by zarobić, zobaczyć, jak inni żyją, może zdobyć doświadczenie. Na Bałkanach, jak sama przyznaje w jednym z pierwszych filmów o Słowenii, da się żyć, choć nie każdy to zrozumie. Była tam w tym czasie, gdy jeszcze nie mówiła o sobie „Polka na Bałkanach”, ale była po prostu dziewczyną, która robi remont, rozważa ceny mięsa w supermarketach i dzieli się sposobami, jak przestać jeść słodycze. Była też wtedy kimś, kto czuje się samotnie, kto wie, że nikt go nie wita po powrocie do domu – i kto to głośno mówi, nie po to, by zyskać współczucie, ale by pokazać, że to też jest część dorosłego życia za granicą. Była też kimś, kto tracił się w lotniskach, nie wpuszczony na pokład z powodu własnej roztrzepaniaństwa – i kto potrafił z tego śmiać się bez krzty zawstydzenia, jakby właśnie to, a nie jakieś wybitne osiągnięcie, było prawdziwą supermocą.

Z czasem jednak jej narracja się zmieniła. Z osoby opowiadającej o sobie stała się opowiadačką o innych – o krajach, narodach, językach. Seria 30 Rakowych Faktów stała się jej mankietem, a „rakowe” – hasłem, które najpierw wydawało się przypadkowym wybrykiem, ale potem okazało się kluczem do całości. Rakowe to nie tylko przesadzone i groteskowe, ale przede wszystkim prawdziwe w swoim sercu – tak jak śmieszny kuzyn na weselu, który mówi wszystko, co inni myślą, ale nie odważą się powiedzieć. Jej filmy o Bośni, Serbii, Chorwacji, Albanii i Rumunii to nie poradniki turystyczne, ale raczej bałkańskie kabarety – pełne pułapek językowych, absurdalnych stereotypów i anegdot, które wydają się nierealne, aż do momentu, gdy ktoś, kto tam był, kiwa głową i mówi: „No właśnie”. Jej sposób opowiadania to mix kulturowej obserwacji, osobistej ironii i lekkiego przesady – jakby miała zamiar pokazać, że nie wszystko trzeba brać na poważnie, nawet jeśli chodzi o historię, geopolitykę czy wojny.

W pewnym momencie jej świat się poszerzył – z Bałkanów na całą Europę, a potem jeszcze dalej. Pojawiły się filmiki o Węgrzech, Czechach, Słowacji, o Unii Europejskiej, a nawet o Stanach Zjednoczonych i Watykanie. Osiągnęła to, co rzadko komu się udaje – przeszła z lokalnego narracyjnego formatu na międzynarodowy, nie tracąc przy tym charakteru. Nadal mówiła jak ktoś, kto mieszka za granicą, ale nie zapomniał, skąd pochodzi. Nadal używała słowa „my”, mówiąc o Polakach, i „oni”, mówiąc o Słowianach – choć wyraźnie coraz częściej mówiła „my”, mając na myśli tych, którzy lubią patrzeć na świat krytycznym, ale nie pogardliwym okiem.

W międzyczasie pojawiało się życie – bankructwo, sklep, który się nie powiódł, remont, który zakończył się, a potem znów co innego. Była też miłość – albo przynajmniej coś, co w internecie można nazwać miłością: wydarzenie sylwestrowe dla singli, Tinder, flirt w jednym z filmików. Było też radio – Bałkański Przegląd Prasy, w którym czytała o tym, co się dzieje w regionie, jakby prowadziła własny newsroom z salonu. Były też goście: Przemysław Hula, który zainspirował konkurs, Grzegorz „Pepe” Pepłowski, z którym rozmawiała o historii Ukrainy, czy tłumacz języka słoweńskiego, który pojawiał się między wierszami historycznych analiz. Były też osoby, które zniknęły – Javi, który pomagał w pierwszej wycieczce, znajomi z czasów remontu – jakby życie, które się zmienia, wymagało też zmiany obsady.

Jej największe sukcesy to nie tylko liczby, choć i te rosną – film o Rumunii przekroczył pół miliona odsłon, „Ballada o Rafale” stała się viralem politycznym, a „Łódź przeprasza za Gortata” dołączyła do kanonu satyry wyborczej. Ale prawdziwy sukces to coś innego – to fakt, że ludzie wracają. Wrócili po przerwie, gdy zrobiła pauzę po remoncie, wrócili po bankructwie, wrócili po politycznych szokach. I wrócą, gdy znowu powie: „To może być ostatni materiał” – bo wiedzą, że to nieprawda. Bo ona nie kończy. Ona się tylko przestrukuje.

Jej największe niepowodzenia? Trudno to nazwać niepowodzeniami. Sklep, który się nie udał. Wątek, który się nie przyjął. Format, który zgasł – jak seria antyvlogów czy mikrovlogów. Ale to wszystko było częścią procesu. Jakby mówiła: „Spróbowałam, nie poszło – no to spróbuję czegoś innego”. A potem spróbowała – i poszło. Z czasem zaczęła robić piosenki – polityczne, satyryczne, pełne niesamowitego rytmu i jeszcze bardziej niesamowitej odwagi. Zaczęła komentować wydarzenia z Polski, nie jak ktoś z zewnątrz, tylko jak ktoś, kto wciąż czuje, że to jego kraj – choć mieszka w Lublanie, a serce ma gdzie indziej.

Najpopularniejsze filmy to te, które najbardziej wystrzeliły poza pierwotny plan: „30 Rakowych Faktów #15 Rumunia”, „Ballada o Rafale”, „Łódź przeprasza za Gortata”, „30 Rakowych Faktów #21 Czechy” – to nie były ciekawostki o kuchni czy dialektach, ale ostre, czasem kontrowersyjne spojrzenia na politykę, które przemawiały do ludzi z różnych obozów – nie dlatego, że ich potwierdzały, ale dlatego, że potrafiły uderzyć w sedno z humorem, którego brakuje w debatach publicznych.

Z czasem zaczęła unikać prostych tematów. Już nie tylko „co jeść w Bośni”, ale „dlaczego wybuchła wojna w Kosowie” – i robiła to tak, jak nikt inny na polskim YouTube: z obszernymi przypisami, źródłami, analizami. To nie były skecze – to były mini-dysertacje w formie video. I robiła to, choć wiedziała, że może zostać zdemonetyzowana – bo kiedyś napisała, że „być może ostatni materiał na kanale”, bo platforma znów ograniczyła jej zasięg. Ale i to przeszła. I wróciła. I robi kolejny odcinek o Warszawie, o Gortacie, o Ukraińcach – bo to jej sposób na bycie.

To historia kogoś, kto zaczynał od vlogów o życiu w Słowenii, a skończył na byciu głosem satyrycznej, nieokiełznanej, ale zarazem bardzo ludzkiej narracji o tym, kim jesteśmy, kim są inni, i dlaczego wszystko to czasem wygląda jak komedia, a czasem jak tragedia. I że często – to jedno i drugie naraz.

To historia kogoś, kto mówi, że kończy, ale nigdy nie kończy – bo życie, i tak, ciągnie dalej.