Skip to content
VideoPolacy
Profile Background

Polka w Holandii

Polka w Holandii
2K+ subskrybentów
Obserwuj
podróżepraca

Polka w Holandii

Patrycja, znana w internecie jako Polka w Holandii, to kobieta, której życie potoczyło się w kierunku zupełnie innym niż mogłoby się wydawać przed kilkoma laty. To ona stoi za kanałem, który z czasem przekształcił się z niepewnego eksperymentu w spójną opowieść o życiu poza granicami rodzimej wsi. Jej filmiki zaczynają się często od nieśmiałego uśmiechu i przyjacielskiego „hejka”, jakby rozmawiała z osobą siedzącą naprzeciwko na kanapie, nie za ekranem. Jej ton jest ciepły, lekko zaniepokojony, czasem pełen zdziwienia, ale zawsze szczery — jak ktoś, kto pokazuje nie tylko piękne strony wyjazdu, ale i te, które trzeba przeżuć.

Żyje i pracuje w Holandii od czterech lat, a jej historia z tą niderlandzką przygodą zaczęła się od typowego dla wielu Polaków scenariusza: decyzji o wyjeździe za lepszym życiem, pracą, mieszkaniami i stabilnością. Początki nie były łatwe, co sama niekiedy przyznaje — pytania o to, jak znaleźli pracę, czy łatwo jest wynająć mieszkanie, padają już w jednym z pierwszych filmików, jakby chciała od razu powiedzieć: „No dobra, nie udajmy, że to wszystko jest idealne”. I rzeczywiście, już wkrótce pojawiają się w jej narracji minusy: drogie jedzenie, system agencji pracy, które to potem okaże się życzliwym, to prześladowczym, a także kulturowe nieporozumienia z sąsiadami. Ale też są festiwale świateł, japońskie jedzenie i pierwsze kroki w obcym języku, które robi się z odrobiną strachu i dużo humoru.

Jej kanał, początkowo skupiony na typowych dla emigracyjnych twórców tematach — porównaniach Polski i Holandii, kosztach życia, różnicy mentalności — stopniowo nabierał głębi. Pojawia się mąż, choć nie nazwany, to widoczny w tle, czasem w kadrze, zawsze wspominany z czułością. Ich wspólne życie to mieszanka codzienności i marzeń — od przypadkowych zakupów w supermarkecie po budowę domku letniskowego w Polsce, za symboliczne 35 tysięcy euro i zaledwie 21 metry kwadratowe. To właśnie ten filmik, w którym pokazuje, jak z niewielkich środków stworzyli coś, co ma duszę, stał się jednym z jej największych sukcesów, zbierając ponad 26 tysięcy wyświetleń — więcej niż podwójnie od innych filmów. Widać w nim nie tylko radość z osiągnięcia, ale i ulgę: „można to zrobić, nawet jeśli nie masz fortuny”.

Rozwój kanału nie był jednak liniowy. Przerwy między filmami są długie, a tempo publikacji nieregularne — jakby życie czasem wymykało się spod kontroli. W styczniu 2025 roku pojawia się seria filmów, które sugerują, że coś się zmieniło: więcej vlogów, więcej pytań od widzów, więcej szczegółów o pracy, o mandatach za 800 euro, które potrafią zepsuć nawet dobry tydzień. W jednym z filmików przyznaje, że miała najgorszą pracę w Holandii — bez szczegółów, ale z wyraźną miną, jakby wspomnienie samo w sobie było trudne. To moment, w którym widać, że nie wszystko w jej wizerunku jest kolorowe. Emigracja, której często się pochwala, ma też swoją cenę.

Z czasem jej narracja staje się bardziej osobista. Zaczyna mówić po holendersku, choć z trudem, z akcentem i niepewnością, ale z uporem. Pokazuje swojego owczarka belgijskiego, którego obecność w filmikach rośnie, aż staje się prawie stałym członkiem zespołu. Zmienia się też lokalizacja — nie tylko Holandia, ale też wyjazdy: Italia, Chorwacja, Eifel, Ardany. Wygląda to jak próba oddechu, jakby od czasu do czasu musiała stąd wyjechać, by móc tu dłużej zostać. A potem znowu wraca do zagadnień praktycznych: jak znaleźć tanie parkingi w Amsterdamie, gdzie jeść tanio, ile kosztują zakupy. Jej kanał to mieszanka poradnika, dziennika i luźnego vlogu — nie do końca profesjonalny, ale autentyczny.

W pewnym momencie zaczyna unikać niektórych tematów. Nie mówi już o pracy, nie wspomina o agencjach poza ostrzeżeniem, które padło w filmie „Polecamy i odradzamy agencje pracy w Holandii” — tam wymienia nazwy: E&A, Tempo-Team, Abeos, Logistic Force, Covebo, Timming, Olympea. Wygląda to jak ostry przełom, może doświadczenie z jednym z nich poszło nie po jej myśli. Od tego filmiku, który zebrał ponad 19 tysięcy wyświetleń, temat pracy znika. Zamiast tego pojawiają się Center Parcs, kermasy, kringloop — typowe holenderskie sklepy z używanymi rzeczami, które sama odwiedza z ciekawością dziecka. To też zmiana tonu: z walki o przetrwanie do cichej radości z codzienności.

Jej najbliżsi — mąż i pies — pojawiają się regularnie, choć nie zawsze w kadrze. Mąż to cień za kamerą, czasem głos, który coś mówi, czasem tylko obecność przy stole podczas kolacji. Pies to już prawdziwa gwiazda drugiego planu, szczególnie gdy wyjeżdżają na weekendy. Ale są też osoby, które kiedyś mogły się pojawiać — teraz nie. Żadna inna rodzina, żadni przyjaciele z Polski. Widać, że jej świat się zawęził do małej komórki: ona, mąż, pies, kamera.

Największe sukcesy to nie tylko liczby, choć te też się liczą — film o budowie domku, film o agencjach pracy i film o wykradzionych 2000 euro (bo tak, to też się wydarzyło — w Dzień Króla kogoś ponad dwie tysiace euro) to trzy największe przełomy w jej narracji. To momenty, w których opuszcza ton poradnikowy i staje się osobisty. A największe potknięcie? Może właśnie ten mandat za 800 euro, który wspomina z irytacją, ale też z przymusem — jakby chciała powiedzieć: „nie wydajcie pieniędzy na błędy, które można uniknąć”.

Jej najpopularniejsze filmy to te, które łączą emocje z praktyką: oszczędzanie, oszustwa, budowa domu, ostrzeżenia. A te najmniej popularne — ciche vlogi z Chorwacji, przepisy na sernik, kalendarz adwentowy dla męża — to właśnie te, które pokazują, kim naprawdę jest: kimś, kto tęskni za ciepłem, za tradycją, za malutkimi radościami.

Z czasem jej kanał przestaje być tylko o Holandii — staje się o niej. O tym, jak się przystosowuje, jak się zmienia, jak czasem tęskni, a czasem jest dumna. O tym, że życie za granicą to nie tylko pieniądze, ale też walka o siebie, o to, by nie zgubić swojego „ja” wśród cyferek, mandatów i zakupów w Lidl.

To historia kobiety, która wyjechała, by lepiej żyć, a została, by opowiedzieć, jak to naprawdę wygląda.