Skip to content
VideoPolacy
Profile Background

Polki w Podróży

Polki w Podróży
500+ subskrybentów
Obserwuj
przygodapodróżekulturaluksusprzyroda

Polki w Podróży: opowieść o marzeniach, które stały się mapą

Gdzieś pomiędzy sylwestrowymi koktajlami pod palmami a świtami nad laguną na Bora Bora, pomiędzy plecakami na plecach i luksusowymi domkami na wodzie, powstały Polki w Podróży — nie jako biuro podróży, ale jako obietnica. Obietnica, że nie trzeba mieć partnera, by spełnić marzenie o rajskiej wyspie, że nie trzeba być bogatą, by dotrzeć do miejsca, które wygląda jak z bajki, i że nie trzeba czekać, aż życie się ułoży, by już teraz poczuć się żyjącą. Ich opowieść to historia o tym, jak kilka kobiet zaczęło tworzyć świat, w którym każda podróż to nie tylko wyjazd, ale przełom.

Nie ma jednej Matki Założycielki, ale raczej kolektyw — siła grupy, która od lat mieszka na Bali, od sześciu lat zanurzona w jego duchowości, kuchni i świątyniach. To stamtąd, z wyspy bogów, gdzie czas płynie inaczej, a energia jest inna, zaczęła się ich przygoda z organizowaniem wyjazdów. Początkowo mogło to wyglądać jak próba podzielenia się tym, co odkryły — Bali, które internet nie opisuje, miejsca, do których nie prowadzą znakowane szlaki, kąty, gdzie grają lokalne orkiestry, a wieczory pachną wanilią i tropikalnymi kwiatami. Ale szybko stało się czymś większym: ruchem kobiet, które chciały zabrać inne na wyprawy, gdzie nie ma all inclusive, ale jest coś cenniejszego — autentyczność.

Ich pierwsze kroki na YouTube były skromne — filmik, który pyta: „Kim jesteśmy?” — i nie odpowiada bezpośrednio, tylko zaprasza do świata, gdzie każda podróż to coś między przygodą a terapią. Już wtedy widać, że nie chodzi o katalogi, ale o doświadczenie. O to, by tańczyć na afrykańskich imprezach, pływać z wielorybami na Moorea, surfować na Zanzibarze, a potem medytować przy wschodzie słońca na Gili. To nie są typowe wakacje — to życie w trybie pełnej obecności. I właśnie to stało się ich znakiem rozpoznawczym: nie sprzedają odpoczynku, sprzedają przebudzenie.

Punkt zwrotny przyszedł nie z jednego wyjazdu, ale z ich powtarzalności. Gdy okazało się, że kobiety wracają — 60 procent klientów bierze udział w kolejnych wyjazdach — zrozumiały, że tworzą nie tylko ofertę, ale społeczność. I wtedy ich działalność zaczęła się przyspieszać jak turkusowa fala przyboju. W 2024 roku odbyło się aż 112 wyjazdów. Bali stało się ich sercem — najchętniej odwiedzanym kierunkiem — ale to nie ograniczyło ich. Wręcz przeciwnie: im więcej kobiet przychodziło, tym dalej chciały zajść. I tak, krok po kroku, ich mapa się powiększała: od Hawajów, gdzie kiedyś jedna z nich śmiałaby się, że jej „biurem” będzie plaża, przez Japonię w czasie kwitnienia wiśni, aż po Sokotrę — wyspę, która wygląda jak z innej planety, z drzewami w kształcie łopat i niebieskimi basenami wśród skał. Tam, gdzie inni przestają, one dopiero zaczynają.

Ich sukces nie ukrywa się w jednym filmie, ale w serii. To „Hawaje nie muszą być drogie z Polkami w Podróży – tylko za 1850 USD!”, który zdobył ponad cztery tysiące wyświetleń, że to właśnie on stał się przełomem. Nie dlatego, że obiecywał niską cenę, ale dlatego że obniżył barierę — pokazał, że raj nie jest dla wybranych. To był moment, w którym przestali być tylko organizatorami, a stali się pośrednikami między marzeniem a rzeczywistością. Podobnie „Sokotra - marzenie każdego podróżnika” czy „Bora Bora – nasza wielka miłość” — te filmy nie promowały tylko terminów, ale wprowadzały w klimat, który trudno opisać słowami: uczucie, że coś się kończy, a jednocześnie coś się zaczyna.

Ich metoda to nie tylko dobieranie miejsc, ale budowanie relacji. Współpracują z osobami, które same stają się częścią ich historii. Ola Żelazo, nauczycielka jogi, pojawia się regularnie — raz w Uluwatu, raz na Gili — prowadząc grupy przez medytacje, ceremonie tańca i poranne sesje na macie. To nie jest dodatek, to integralna część. Podobnie Lala Horosz, z którą razem organizują wyjazdy do Tajlandii — miejsca, które mimo popularności nadal traktują jak tajemnicę do odkrycia. Te kobiety nie są tylko partnerkami — są wspólgraczkami w grze, której celem jest nie tylko pokazanie świata, ale zmiana jego odbioru.

Z czasem zaczęły znikać niektóre tematy — nie ma już filmów o zwykłych city breakach, nie ma propozycji dla par, nie ma opcji all inclusive. Zamiast tego — intensywne doświadczenia: backpacking, duchowość, przygoda, kobiece grupy. Zniknęły też osoby, które mogły być częścią początków — nikt nie mówi, kto przestał się pojawiać, ale widać, że dziś są głównie dwie twarze: Marta, która była sześć razy na Bora Bora i zna każdy zakamarek Agios Nikolaos na Krecie, oraz druga, która mówi z pasją o Hawajach, jakby tam mieszkała, bo tam właśnie teraz jest.

Ich największe niepowodzenia? Trudno powiedzieć — nie ma filmów o anulowanych wyjazdach, o konfliktach z uczestniczkami, o hotelach, które zawiodły. Ale są sygnały: Black Friday był przedłużany, bo „wiele osób nie zdążyło”. To subtelny znak, że czasem marzenie sięga dalej niż logistyka. I że każda z tych kobiet, które chcą jechać, to ktoś, kogo nie chcą zostawić w tyle.

Ich filmy z największą oglądalnością — te o Hawajach, Bora Bora, Sokocie — to nie są rejsy po luksusach, ale zaproszenia do poczucia życia. „Nie potrzebujesz nic więcej. Tylko jednej chwili, by poczuć, że naprawdę żyjesz” — to nie jest slogan, to deklaracja ich filozofii. I właśnie w tym tkwi ich siła: nie sprzedają miejsc, sprzedają emocje. I robią to z taką pewnością, że nawet najbardziej sceptyczny widz zaczyna wierzyć, że może lecieć samotnie i wrócić z przyjaciółkami na całe życie.

Gdy w sierpniu 2025 roku ogłosiły, że wybudowały pierwszy polski hotel na Bali — Aloha Boutique Uluwatu — to nie było tylko rozszerzenie działalności. To był symboliczny akt: teraz nie tylko zabierają kobiety do raju, ale same tworzą to miejsce, w którym chcą, by pozostały. I to nie kończy się na Bali — kolejne hotele są w budowie. To nie jest już tylko biuro podróży. To imperium marzeń, zbudowane przez kobiety, które postanowiły, że świat może być inny.

A jeśli kiedyś ktoś spyta, kim są Polki w Podróży — najlepszą odpowiedzią będzie nie opis, ale uśmiech kobiety, która po raz pierwszy w życiu tańczyła boso na plaży podczas sylwestru, mając w kieszeni tylko telefon z wiadomością: „Bora Bora? Tak, to możliwe.”