
Irek z Pozytywnych Podróż
Irek nie zaczął od globtrotingu, ale od celu – prostego jak cios w oczy: „Podróżuję po świecie”. Ten założony cel, więcej decyzji niż marzenia, stał się początkiem drogi, która wyprowadziła go najpierw do Tajlandii, potem w głąb Azji, a w końcu na stałe na wyspę Koh Samui, gdzie dziś mieszka i kręci swoje filmy. Jego kanał, Pozytywne Podróże, nie był od razu o Tajlandii, ale od pragnienia znalezienia „miejsca na ziemi dla siebie” – zdanie, które powtarzał w pierwszych vlogach jak mantrę, a które z czasem przestało być poszukiwaniem i stało się stwierdzeniem faktu.
Na początku były Tajlandia, ulice Bangkoku, łódzie na kanałach, jedzenie z ulicznych baraków i hotelowe noclegi dokumentowane z prostą uczciwością. Początki były skromne – zapowiedzi, w których nie ukrywał, że dopiero uczy się montażu, że muzykę bierze z darmowych bibliotek, że to jego pierwsze kroki. Ale były autentyczne, pełne entuzjazmu i tego typu praktyczności, która najbardziej się liczy: gdzie się je, jak się żyje, co się jedze za pięć złotych, czy można jeździć tu skuterem z polskim prawem jazdy. Jego pierwszy przełom nastąpił szybko – po roku aktywności, film o street foodzie przekroczył trzynaście tysięcy odsłon, a potem, już w 2020 roku, nadeszła fala, której nikt nie przewidział: pandemia. Gdy świat się zatrzymał, Irek zaczął mówić o tym, co się dzieje na wyspie, gdy „raj” się zamknie. Relacje z kwarantanny na Samui, z pustych plaż, z zamkniętymi lotniskami, były nadal pełne pozytywnej narracji, ale wpuszczały do środka rzeczywistość – tę, gdzie nawet w tropikach życie bywa ciężkie, a turystyka to nie tylko kolorowe koktajle.
Z czasem kanał zmienił się z travel vlogu w coś więcej – przewodnik po życiu w Azji, a szczególnie w Tajlandii. Zamiast tylko pokazywać, co obejrzeć, Irek zaczął odpowiadać na pytania, które zadają ludzie zamyślający się nad przeprowadzką: jak wyrobić wizę, co można robić, a czego nie, ile kosztuje willa, jak wygląda kwarantanna, czy da się tu pracować, czy warto inwestować. W jego filmach nie ma już tylko uśmiechu, ale też cieni – ostrzeżeń przed oszustwami, przed kierowcami skuterów bez uprawnień, przed złamaniami lokalnych zwyczajów. Tajlandia przestała być tylko rajem na obrazkach, a została pokazana z jej złożonością – z monsunami, które zalewają wyspy, z kulturą, która ceni szacunek, z problemami, jakie przynoszą nieuczciwi obcokrajowcy.
Osobą, która wyraźnie wpłynęła na jego ścieżkę, był Przemek Saleta – polski podróżnik, który osiedlił się na Samui i stał się bohaterem jednego z pierwszych filmów Ireka o nieruchomościami. To spotkanie, choć wirtualne, zapoczątkowało przesunięcie – od zwiedzania do rozważań o osiedleniu się. Zaczął mówić o willach, o inwestycjach, o możliwościach zamieszkania na dłużej. Później pojawili się inni – Marta Sielska, wspierająca zbiórkę dla ubogich rodzin na wyspie, czy Maciek Walen, pierwszy Polak w Tajlandii, którego opowieść o życiu tam od 24 lat zabarwiła narrację Ireka większą powagą. Ale najwięcej miejsca zyskali nowi goście – Polacy przeprowadzający się z Australii, inwestorzy, ekspaci, inni twórcy – bo kanał stopniowo stawał się platformą wymiany doświadczeń.
Jego największe sukcesy nie leżą w pojedynczych filmach, ale w ich skumulowanym wpływie – film o przeprowadzce do Tajlandii miał ponad sto czterdzieści tysięcy odsłon, a poradniki o wizach, podatkach czy życiu pod palmami regularnie przyciągają tysiące widzów. Za to, co nie wyszło – nie ma konkretnej porażki, ale wyraźnie widać, co odeszło: spontaniczne wyjazdy do Polski, Mazury, weekendy w górach. Pojawiają się od czasu do czasu, ale zniknęło z nich to radośne, niedbałe „zobaczcie, co tu jest”, które było w pierwszych filmach. Zniknęły też imprezy z DJ Irasem – serię relacji z muzyką i świątecznymi party, którą przez kilka miesięcy emitował jak cykl, a która zgasła po wiosnę 2021 roku, gdy kanał wrócił do Azji i do poważniejszych tematów.
Jego najpopularniejsze filmy to te, które odpowiadają na pytania: „Jak się tu przeprowadzić?”, „Czy mogę tu żyć?”, „Co muszę wiedzieć?”. Film o oszustwach w Tajlandii, o konieczności międzynarodowego prawa jazdy, o emeryturze po pięćdziesiątce, o różnicach między Samui a Phuketem – to wszystko są odpowiedzi dla ludzi, którzy nie chcą tylko wakacji, ale przeżycia. I tu tkwi sedno – Irek nie pokazuje już tylko, jak dobrze się tu żyje, ale jak to robić mądrze, z głową, z szacunkiem.
W ostatnich latach jego tematy zeszły głębiej: podatki, inwestycje, prawa pracy, zakazane zawody, relacje z lokalnymi społecznościami, polityczne napięcia z Kambodżą. Zniknęły filmy o Mazurach, o Podlasiu, o Polakach nad morzem – ich miejsce zajęły wywiady z ekspertami, analizy przepisów, porównania krajów. Nawet patriotyczne wpisy, które pojawiały się czasem – jak film o Dniu Niepodległości – brzmią dziś inaczej: z dystansem, z krytyką, z myślą o tym, co Polska traci, a co warto przenieść z Azji.
Jego największe osiągnięcie to nie liczba subskrybentów, ale to, że stał się referencją – kimś, kto zna kraj nie z książek, ale z życia, kto pokazuje Tajlandię nie jako raj turystyczny, ale jako miejsce, gdzie trzeba się przystosować, gdzie trzeba szanować, gdzie trzeba płacić podatki i gdzie nawet w słońcu bywa deszcz.
Jego historia to przemiana od marzyciela do osiadacza, od podróżnika do wykładowcy życia pod palmami – z humorem, ale bez sentymentalizmu, z pozytywizmem, ale z otwartymi oczami.
To historia o tym, jak cel może się zmienić w dom.