Skip to content
VideoPolacy
Profile Background

Prawie Travel

Prawie Travel
2K+ subskrybentów
Obserwuj
przygodapodróże

Rafał z prawie rajem na kartce

Kiedyś, w Polsce, nie wiedział jeszcze, że jego życie przestanie być tylko o kolejnych dniach przed komputerem, o planach, które się kładły, i o decyzjach podejmowanych z dala od emocji. Było to życie, które da się opisać jednym zdaniem: nic nie wskazywało na zwrot akcji. A potem nagle — wszystko się zmieniło. Ktoś, kto przez miesiące robił shortsy o przeprowadzce, która jeszcze się nie wydarzyła, kto liczyl dni jak astronauta przed startem, najpierw rzucił wyzwanie z papryką habanero, a potem — odleciał. W listopadzie 2024 roku, dokładnie 27-go, wyleciał z Warszawy do Bangkoku, jakby cały poprzedni czas był tylko zapowiedzią filmu, którego pierwszy kadr zaczyna się już poza granicami Europy.

Przez tydzień przed wylotem nie robił niczego innego, jak tylko przypominał swoim widzom, że za 30, za 25, za 20 dni — startuje projekt „Bangkok”. Codzienne vlogy, obietnica, że nie przestanie nagrywać. I rzeczywiście, pierwszy odcinek z Tajlandii trafił na YouTube dokładnie dzień po jego przylądzie. Wtedy jeszcze nie wiedział, że jego nową domową dzielnicą stanie się On Nut, że pierwsze wrażenia z Bangkoku będą płynąć z nocnego spaceru, że kamera zarejestruje nie tylko neonowe szyldy, ale i jego własne zdumienie. Najpierw sprawdzał najtańsze hotele z klimatyzacją i własną łazienką, potem — jak najtańszy środek transportu (łódź po kanale za 20 THB). Przechodził od eksperymentów z jedzeniem ulicznym do ataków małp i wygranych w lokalnych loteriach. Był jak turysta, który postanowił nie wracać — tylko zagłębić się w miasto, robiąc z niego codzienny materiał.

W styczniu 2025 roku zaczął opuszczać stolicę. Najpierw pojawił się w Pattai, potem na Koh Larn, gdzie rejs łodzią kosztował mniej niż pięć złotych, a skuter na całej wyspie — 36. Tam zrozumiał, że to nie tylko podróż, ale przejście na inny tryb życia. Wkrótce potem zjawił się w Wietnamie — Da Nang, Hoi An, a potem Phu Quoc, wyspa, na której za mieszkanie płacił 800 zł miesięcznie. Tam nazywał to rajem, a widzowie — jak się okazało — zgadzali się. Codzienne vlogy pokazywały nie tylko plaże i zachody słońca, ale i walkę z krabami, małpami, które próbowały ukraść telefon, i lokalnymi specjałami, jak nalewka z węża i skorpiona. W tym czasie jego kanał zaczynał żyć własnym życiem — nie tylko z relacji z podróży, ale z codziennych „shortsów”, które czasem były śmieszne, czasem dziwne, a zawsze autentyczne. Filmik o elektryku w Azji, w którym kable wiszą jak w pajęczynie, zdobył ponad 12 tysięcy odsłon. Inny, o tym, jak porywać się przez tłums w Azji — mówiąc po polsku z poważną miną — traktował humorystycznie, ale jako świetną radę.

W jego historii pojawiły się też inne osoby, choć raczej epizodycznie. Była „nieznajoma” na Walking Street w Pattai, spotkanie z Miss Tajlandii, a potem — Paweł Pająk, który zadarł mu low kicka w ramach tiktokowego wyzwania. Ale najbardziej wyraźny ślad pozostawiła Janny, dziewczyna, z którą uczestniczył w święcie Loi Krathong, puszczając razem lampiony na wodę pod pełnym księżycem. To jeden z nielicznych momentów, w których kamera pokazała coś więcej niż przygodę — pokazała bliskość, ciepło, chwilę, gdy podróż przestała być tylko odkrywaniem kraju, a stała się odkrywaniem siebie.

Z czasem jego kierunek się przesunął. Z codziennych relacji z miast i hoteli przeszedł do filozofii życia w Azji. Pokazywał, jak żyć za grosze, jak wyżywić się za kilka złotych, jak załatwić pranie w punkcie Wash & Dry. Zaczęły dominować tematy: cena jedzenia, koszt mieszkania, bezpieczeństwo w nocnych dzielnicach. Zniknęły natomiast wcześniejsze obietnice o dwóch latach w Azji zaczynających się w 2024 roku — bo 2025 nadeszło, a on już był dalej. Po Wietnamie i Malezji, po krótkim zatrzymaniu w Singapurze, wrócił do Tajlandii, tym razem na wyspę Koh Samui, gdzie przeprowadził się na stałe. Tam już nie mówił o tym, że „chce zostać”, ale że „się przeprowadził” — i zakochał. Codzienne vlogy nadal trwały, ale ich ton zmienił się: z entuzjazmu początkującego podróżnika na spokój kogoś, kto znalazł swoje miejsce.

Największe sukcesy? To nie tylko pojedyncze filmy, choć „Czy to możliwe?”, „A TANIO?!” czy „ALE TANIE MANGOSTANY” zebrały dziesiątki tysięcy odsłon. To przede wszystkim konsystencja — 179 filmów, codzienne live’y na TikToku, obietnica dotrzymywana: nie przestał. A największe potknięcia? Może nieudane wyzwanie z habanero, może kontuzja nogi po spotkaniu z pająkiem, a może moment, gdy karta pamięci zepsuła mu się na Koh Larn. Ale to były tylko przerywniki — nic, co mogłoby go zatrzymać.

Jego kanał, Prawie Travel, to nie podróż, tylko przeprowadzka. Nie turystyka, tylko nowe życie. To historia kogoś, kto nie chciał tylko zobaczyć świata, ale zostać w nim. Kto zamiast wracać, postanowił się osiedlić — wśród krokodyli, małp, tanich masażystów i elektryków, którzy układają przewody jak dzieła sztuki. Kto zamiast opowiadać o rajach, postanowił w nich mieszkać. I tak właśnie było — nie było powrotu, nie było odwrotu. Było tylko „prawie”, które stało się całkiem.

To historia o tym, jak marzenie o wyjeździe stało się nowym życiem — i nikt nie miał odwagi powiedzieć, że to tylko short.