Skip to content
VideoPolacy
Profile Background

Pryzmek_Reporter

Pryzmek_Reporter
500+ subskrybentów
Obserwuj
przygodapodróżevanlife

Pryzmek, czyli Polak, który w czasie pandemii wybrał Ekwador

Nie każdy zdecyduje się na przeprowadzkę do kraju, którego wcześniej nie znał, w dodatku w samym środku pandemii – kiedy granice się zamykały, a świat zastygł w strachu i niepewności. Pryzmek zrobił to bez oporów, jakby od dawna czekał na pretekst, by rzucić wszystko i wskoczyć w nieznane. Jego przygoda z Ekwadorem zaczęła się nie od planu, ale od impulsu – jednego z tych, które potem zmieniają całe życie. Na początku była Quito, stolica na wysokości ponad 2800 metrów, zimne powietrze, smog, szczyty wulkanów w tle i uczucie, że jest się na szczycie świata, zarówno dosłownie, jak i metaforycznie. Wtedy jeszcze nie wiedział, że zamiast tylko zwiedzać, zostanie.

Zanim trafił do Ameryki Południowej, Pryzmek był kimś, kto najwyraźniej miał dość rutyny – choć nie mówi o tym wprost, jego decyzja mówi za niego. Nie opowiada o poprzednim życiu, ale można odnieść wrażenie, że to, co robił wcześniej, nie dawało mu wystarczającej dawki znaczenia ani przygody. A może po prostu zauważył, że świat się kończy, i postanowił nie czekać, aż do niego dojdzie – wybrał się naprzeciw. Pierwsze filmy były nieśmiałe, pełne niepewności i technicznych niedociągnięć, jak to bywa u kogoś, kto dopiero uczy się nie tylko kamerą, ale i sobą w nowym środowisku. Ale już wtedy widać było, że nie chodzi mu tylko o pokazywanie krajobrazów – chce dzielić się doświadczeniem, wyjaśniać, pokazywać życie z drugiej strony kuli.

Początkowo towarzyszyła mu przyjaciółka Alicja, która – podobnie jak on – trafiła do Ekwadoru niedawno i razem z partnerem czuwała nad jego nowym życiem jak rodzina zastępcza. Była obecna w jednym z pierwszych filmów, ale potem przestała się pojawiać – jakby jej etap w tej opowieści się zakończył. Może wróciła, może przeprowadziła się dalej, a może po prostu życie rozprowadziło ich na różne ścieżki. W każdym razie jej obecność była krótkotrwała, ale ważna – jak przypadek, który pomaga komuś poczuć się mniej samotnie w obcym kraju.

Z czasem Pryzmek zaczął eksplorować Ekwador systematycznie, jakby przewodnik pisany przez niego samego. Jego kamera wspięła się na wulkan Cayambe, przeszła dżunglą w Tena, zanurzyła w ciszy Laguna Quilotoa, zagłębiła się w rezerwacie Pululahua, gdzie ludzie żyją w sercu wulkanicznego krateru. Każdy film był kolejnym krokiem w głąb kraju, ale i w głąb siebie. W marcu 2021 roku pokazał coś, co wyraźnie odbiło się w tonie jego twórczości – swoją pierwszą ceremonię ayahuaski. Nie mówił o tym jak ekspert, ale jak ktoś, kto się otworzył, kto pozwolił sobie na doświadczenie, które nie da się opisać w kategoriach turystyki. To był moment, w którym jego podróż przestała być tylko geograficzna – zaczęła być duchowa.

Nie ominęły go też trudności. W kwietniu 2021 roku, po pół roku pobytu, opowiedział, że dostał wizę – decyzja, która oznaczała, że zostaje. To nie było oczywiste – wiele osób wyjeżdża, by potem wrócić, ale on wybrał kontynuację. Jednak już kilka tygodni później pokazywał Quito podczas lockdownu – miasto puste, ulice opuszczone, a on sam spacerujący po nich jak postać z filmu apokaliptycznego. Był to moment, w którym widać było, że jego entuzjazm spotyka się z rzeczywistością – nie ma tu tylko tropikalnych rajów, są też ograniczenia, strach, samotność. Ale on i tak wyszedł na zewnątrz – nie po to, by buntować, ale by pokazać, że nawet w ciszy można coś zobaczyć.

Latem 2021 roku zaczął serię „Ekwador w 2 tygodnie”, która stała się prawdziwą mapą jego wędrówki. Rezerwat Cuyabeno, Baños z jego wodospadami i sportami ekstremalnymi, Chimborazo – najwyższy szczyt świata, jeśli liczyć od środka Ziemi, Guayaquil, które nazwał najniebezpieczniejszym miastem kraju, i w końcu Puerto Lopez, gdzie kończyli wakacje połowem ryb i kąpielą w fosforyzujących jeziorach. To były filmy pełne energii, ale też praktycznych wskazówek – jak podróżować, gdzie spać, co jeść. Stał się nie tylko opowiadaczem, ale przewodnikiem.

W październiku pojawił się jego brat – pierwsza osoba z Polski, która wróciła do jego świata. Razem odwiedzili Cuenca, uważane za jedno z najpiękniejszych miast Ameryki Południowej, a potem park Cajas, gdzie – jak sam przyznaje – zabłądzili. To był uroczy moment, bo pokazał, że nawet ktoś, kto wiele pokazał, może się zgubić. Ale nie zrobił z tego dramatu – raczej przygody. I właśnie to było jego siłą: traktowanie życia jako czegoś, co nie musi być zaplanowane, żeby mieć sens.

Ostatni film z tej serii to wycieczka z osobą o imieniu Majo – nowa postać, która pojawia się nagle, bez wstępu, jakby od zawsze tam była. Nie wiadomo, kim jest – partnerką, przyjaciółką, współwędrowniczką – ale jej obecność oznacza, że Pryzmek już nie jest sam. Spacerują wokół Laguna Cuicocha, kupują na rynku w Otavalo, jedzą bizcochos. To nie jest już tylko podróż po kraju – to życie w nim.

Największymi sukcesami jego kanału były bez wątpienia filmy o ayahuasce, o lockdownie w Quito i seria „Ekwador w 2 tygodnie” – to one przyciągnęły uwagę, bo łączyły autentyczność z ciekawością. Nie powiedziałby się, że miał jakieś wielkie potknięcia – raczej delikatne przestawienia tonu: z początkowego entuzjazmu do refleksji, z turysty do mieszkańca. Zniknęły z jego narracji tematy typowo techniczne, porady typu „jak wyprowadzić się do Ekwadoru”, zastąpione przez głębsze doświadczenia – jak żyć, kiedy się już tam jest.

Nie rozwija już tematu pandemii, choć zaczynał od niej. Nie wspomina o Polsce, o życiu przed. To nie jest nostalgia – to decyzja, by żyć teraz. Jego największe osiągnięcie to nie liczba subskrypcji, ale to, że z niepewnego vloggera stał się kimś, kto ma głos, punkt widzenia, kto nie tylko pokazuje, ale też pyta, odbiera i dzieli się.

Pryzmek to historia o tym, jak ktoś wybrał niepewność i zrobił z niej dom.