
qTravels – opowieść o podróżach, Khmerach i zielonym kocie
Na początku był tylko dźwięk – nagrany w studiu, opowiadający o życiu na „końcu świata”. A potem pojawiły się obrazy: ulice Phnom Penh, pełne dymu i motocykli, dżungle, które chłoną człowieka, i polska kabanosa, smażona nad kambodżańskim ogniskiem jak symbol wytrwania. Tak rozpoczął się kanał qTravels, miejsce, gdzie podróż nie jest tylko przemieszczaniem się w przestrzeni, ale eksperymentem z codziennością, identytetem i granicami wyobraźni.
W centrum tej opowieści stał Wiktor, mężczyzna, którego głos po raz pierwszy zabrzmiał w styczniu 2022 roku, opowiadając o pierwszej pracy w Kambodży. Miał coś do powiedzenia nie tylko o polityce, ale o tym, jak przetrwać – dosłownie – w dżungli, jak radzić sobie z upałem, strachem, językiem. Jego narracja była jak dziennik eksploratora z przeszłości, tyle że z mikrofonem i smartfonem zamiast kompasu. Codzienne życie w stolicy Kambodży – Phnom Penh – stało się jego materiałem: apteki bez recept, tuk-tuky jako środek transportu, bazar Orussey, gdzie można kupić wszystko, nawet kiełbasę z domu. Szybko okazało się, że Kambodża to nie tylko turyści i Angkor Wat, ale też życie na ulicy, pełne sprzeczności – od świętych pagód po tajne ulice prostytucji, które pokazał w jednym z najpopularniejszych filmów, zdobytym przez ponad pięć tysięcy odsłon.
Początkowo kanał był przestrzenią osobistą – relacją z przygody, która mogła skończyć się jak każda emigracyjna historia: z powrotem do Polski, zmęczony, ale mądrzejszy. Tylko że Wiktor nie wrócił. Wręcz przeciwnie – ogłosił to głośno: Dlaczego nie wrócę do Polski z Kambodży? – tytuł filmu, który zdobył blisko trzy tysiące odsłon i stał się manifesem. Polska, z jej zawiścią i „powykręcanych w grymasie mord”, była już za daleko, a Kambodża – za ciekawa, by uciekać.
Wkrótce do opowieści dołączył inny głos – Adama, który z Kolumbii przysyłał materiały o kitesurfingu, ulicznych fryzjerach i magicznych ulicach Giron. Jego obraz Kolumbii był bardziej turystyczny, bardziej adrenaliny, mniej refleksji. Pojawiał się nieregularnie, jak ktoś, kto wkracza do pokoju, opowiada historię i znika. Później nie wrócił. Ani on, ani jego kolumbijskie widowiska – żadne z nich nie pojawiło się po maju 2022 roku. Zniknięcie bez komentarza, jakby wyjście zza kadru.
Tymczasem Wiktor wchodził coraz głębiej. Z odcinków o jedzeniu – larwach, wężach i robakach jako przysmakach – przeszedł do tematów społecznych: muzeum tortur Czerwonych Khmerów, edukacja, religia, życie na wsi, tolerancja wobec LGBTQ+. Seria o buddyzmie, podzielona na dwie części, wskazywała na zainteresowanie duchowością, choć niekoniecznie w formie wyznania – bardziej jako lifestyle, jak to ujął. Później pojawiły się rozważania o Q, o tworzeniu społeczności, która ma być czymś więcej niż grupą wyginiętych. Być może to nieprzypadkowe, że nazwa qLogos – pojawiająca się w kilku tytułach – brzmiała jak projekt filozoficzny, może nawet technokratyczny, wspomagany przez listy weryfikacyjne, które od czasu do czasu mieniły się w tle jako AVL 25.
Ale to nie tylko powaga. Wiktor miał w sobie nutę ironii, lekką, ale niepokojącą – jak u człowieka, który za dużo widział, by brać coś poważnie. W jego filmach padały zdania jak „obiecuję, że nie będę robił tego drugi raz” tuż przed ponownym wejściem w niebezpieczeństwo. W jednym odcinku został zaatakowany – jak twierdził – przez szefa Wildlife Alliance, organizacji ochrony przyrody, za ujawnienie „faktów”. Inny raz był „ścigany przez Rosjan”, choć narracja brzmiała bardziej jak spontaniczna przygoda niż realne zagrożenie. Prawda? Fikcja? A może prawda w formie kiepskiego thrilleru – jak życie, które się opowiada, by lepiej się je wytrzymać.
Jego świat towarzyszyło kilka osób, które pojawiały się i znikały jak postacie z serialu, którego nikt nie dokończył. Teddy, stary kumpel, u którego odbywały się imprezy z kabanosami. Krzych, asystent przy filmie o prostytucji, którego styl został „ukradziony” przez szefa z Tunezji – tajemnica, której nie rozwiązano. DJ Larry, porucznik, Chamnap – ludzie przejściowi, ale wystarczająco obecni, by kreska ich obecności mogła być zauważona. Koty też się pojawiały – choćby ten, którego proszono o nazwanie, ale imię nigdy nie padło.
Z czasem ton kanału się zmieniał. Początkowe entuzjazm i ciekawość przygody ustąpiły miejsca refleksji, a nawet niepokojowi. Tematy jak telewizja, przepisy drogowe, sezon grzewczy – brzmiały jak próba racjonalnego opisania chaosu. A chaos był wszędzie: w ruchu, w religii, w systemie opieki zdrowotnej, gdzie antybiotyki kupuje się bez recepty, a sam leczy się dengę w domu – o czym opowiedział w filmie, który przekroczył tysiąc sześćset odsłon.
Rekordzistą oglądalności został odcinek o prostytucji – 5661 odsłon – jakby publiczność najbardziej interesowała ciemna strona miasta. Później liczby spadały. Moce kreatywne wydawały się się wyczerpywać – albo Wiktor zmieniał cel. Już nie tylko pokazywał Kambodżę, ale próbował ją zrozumieć: jak się uczy, jak się żyje, jak się wierzy, jak się je. W końcu nawet rap – jego pierwsza miłość – wrócił w formie dokumentu o scenie muzycznej w Phnom Penh. Przypominało to powrót do siebie, do korzeni, choć nie wiadomo, skąd właściwie pochodził.
Po lipcu 2022 roku cisza. Film o nauczycielach był ostatnim. Żadnych nowych odcinków. Żadnych nowych głosów. Ani Adama, ani Krzycha, ani Teddy’ego. Tylko archiwum – 58 filmów, które razem tworzą portret człowieka, który wyjechał, by uciec, a został, by opowiadać. O Kambodży, ale także o sobie – o zmianie, o zmęczeniu, o nadziei, że gdzieś daleko, pod innym słońcem, może być inaczej.
To historia o tym, jak ktoś próbował stworzyć nowe życie w nowym miejscu – i zamiast życia, stworzył kanał.