Skip to content
VideoPolacy
Profile Background

Roman FanPolszy

Roman FanPolszy
150K+ subskrybentów
Obserwuj
kulturapolitykaprzygodaprzyrodarodzinarozmowysport

Roman FanPolszy: historia emigranta z kraju, którego nie ma na mapie

Roman Maximov nie zawsze był Romany FanaPolszy. Kiedyś był po prostu chłopakiem z Tiraspolu, stolicy Naddniestrza – terytorium, które na większości map świata po prostu nie istnieje. Tam urodził się i dorastał w świecie, gdzie językiem codziennego porozumiewania się była rosyjszczyzna, a Europa była kimś, o kim się słyszało, ale niekoniecznie się ją znało. Jego droga do polskiego nie prowadziła przez szkołę czy kursy językowe, ale przez ekran komputera, muzykę, YouTuba i upór – tego rodzaju upór, który rodzi się, gdy ktoś nie ma innego wyjścia, by nawiązać kontakt z czymś większym niż jego własne podwórko. I tak, na własną rękę, bez nauczyciela, bez podręczników, zaczął mówić po polsku – najpierw z błędami, potem z pasją, a w końcu z charakterem.

Początki jego kanału były przypadkowe, jak wiele ważnych rzeczy w życiu. Jego pierwsze filmy to krótkie, nieco chaotyczne relacje z życia lokalnej sceny muzycznej w Mołdawii, pełne wewnętrznych żartów, znajomych osobistości i nieco naiwnego uroku. Wtedy jeszcze nie mówił po polsku – filmował w rosyjszczyźnie, zapraszając do świata Vasilego, człowieka-chodzącego mema, gitarowego guru i niespokojnej duszy, który był stałym gościem w tamtych czasach. Ich przyjaźń, choć z czasem zanikająca, to pierwszy ślad wspólnoty, którą Roman budował klatka po klatce. Później pojawiły się dziewczyny – Ania, która uciekła z Naddniestrza do Warszawy, i Tatiana, towarzyszka wyjazdów i wspólniczka w dzieleniu się wrażeniami z pierwszych spotkań z Polską. One, jak i inni znajomi z tamtych czasów, byli twarzami jego świata, zanim stał się on światem publicznym.

W 2018 roku wszystko się zmieniło. W jednym z pierwszych filmów po polsku, zatytułowanym JEDZIEMY w POLszu #1, Roman wraz z dziewczyną i jej siostrą wyruszył do Polski zupełnie spontanicznie – bez rezerwacji, z minimalnymi zasobami i ogromnymi oczekiwaniami. To był początek czegoś nowego: nie tylko podróży, ale narracji. Jego sposób mówienia był niepewny, akcent wyraźny, ale w tej szczerości była siła. Ludzie zaczęli oglądać nie tylko dlatego, że opowiadał o życiu w Naddniestrzu, ale dlatego, że robił to jak ktoś, kto mówi po raz pierwszy prawdę o sobie. Seria filmów o tym wyjeździe – od reakcji na polskie drogi po spotkania z lokalną społeczną inicjatywą – przyniosła mu pierwsze setki tysięcy wyświetleń, a zwłaszcza odcinek CHCEMY TU ZOSTAĆ #2 i jeszcze bardziej REAKCJA UKRAINKI Z NADDNIESTRZA NA WARSZAWĘ, który zbliżył się do miliona odsłuchań, stał się przełomem. Wtedy Roman przestał być tylko „tym z Naddniestrza” – stał si�� tłumaczem jednego świata drugiemu.

Jego kanał stopniowo ewoluował. Z dokumentów z życia prywatnego i turystycznych wypadek przekształcił się w platformę obserwacji kulturowych, politycznych i osobistych. Zaczynał poruszać tematy, które wcześniej były tylko tłem – jak działanie towarzystw polskich finansujących projekty w Naddniestrzu, różnice między systemami, dylematy emigracyjne. Później, gdy pandemia zamknęła granice, Roman nie przestał mówić – raczej zaczął rozmawiać z samym sobą. Nagrywał filmy w lesie, na rowerze, w blokach Tiraspolu, opowiadając o cichym życiu w kraju, który znika. Pojawiły się posty o #hot16challenge2, w którym rapował o swoim losie – ten moment stał się kolejnym przełomem, nie tyle pod względem oglądalności, ile w sensie zaangażowania społecznego. Roman, który kiedyś był tylko relacjonistą, zaczął być częścią dyskusji.

Przełom nadeszedł w grudniu 2020 roku. Seria filmów zatytułowana Dlaczego nie wrócę już do Naddniestrza to nie był tylko tytuł, ale deklaracja. Roman uciekł – najpierw do Mołdawii, potem przez Lwów, w końcu do Polski. Ten wyjazd, ukazywany krok po kroku, z wątpliwościami, z emocjonalnymi rozstajami, z reakcją rodziców, był narracyjnym szczytem jego dotychczasowej historii. A potem – nagle – pokazuje swój pierwszy dzień po kwarantannie w Polsce jako wolny człowiek. To był początek nowej epoki: z Patronite, z nowym Instagramem, z kamerą w ręku i z misją – nie tylko opowiadać o sobie, ale o tym, co się dzieje „na wschodzie”, z pozycji kogoś, kto już jest „na zachodzie”.

Jego relacje z rodzicami stały się jednym z głównych wątków. Kiedy po raz pierwszy sprowadził ojca do Polski – człowieka, który nigdy wcześniej nie wyjechał poza świat rosyjskojęzyczny – powstał cykl filmów pełen ciepłego humoru, zdumienia i delikatnej ironii. Ojciec komentuje toalety, bar mleczny, systemy transportowe, a nawet LGBT, a Roman przekłada to wszystko nie tylko językowo, ale kulturowo. Te filmy, szczególnie PIERWSZA PODRÓŻ TATY DO EUROPY i TATA OBGADUJE POLSKIE KOBIETY, stały się jego największymi sukcesami pod względem zasięgu, ale przede wszystkim – oddziaływania. To nie były już tylko vlogi – to był most.

Z czasem jego kanał zmienił ton. Z osobistego dziennika stał się programem UNASTOSAMO, w którym analizował rosyjską propagandę, białoruskie media, komentował wydarzenia na Ukrainie. Pojawili się goście: Wasia, który jak duch powracał w różnych wcieleniach, Ukraińczycy, Rosjanie, Polacy z Syberii, Amerykanin z Tiraspolu – Tim, który stał się symbolem tego, jak bardzo świat Romana się poszerzył. Każdy z nich przynosił nowy wymiar – nie tylko nowe historie, ale nowe pytania: o tożsamość, o granice, o to, czy wolność to miejsce, czy stan.

Nie wszyscy zostali. Ania, Tatiana, Vasile – osoby, które uśmiechały się do kamery w pierwszych latach – z czasem zniknęły z kadrów, bez komentarza, bez告别. Nie było rozwodów, nie było dramatycznych rozstań – po prostu życie poszło dalej. Roman zmieniał się, a z nim jego narracja. Z czasem zaczęły też znikać tematy – nie robił już filmów o muzyce, o lokalnych festiwalach, o tanich zakupach w Szerifie. Zamiast tego mówił o pracy, o rasizmie, o białoruskiej telewizji, o uchodźcach. Jego kamera przestała być tylko dziennikiem podróży – została bronią w dyskusji.

W 2025 roku, po przerwie, powrócił z nową energią. Opowiadał o pracy w Holandii, o samotności, o upadku i nowym początku. W jednym z filmów wyznał, że stracił kontakt z widownią, że bał się kamera, że chciał rzucić wszystko. Ale nie rzucił. Wrócił, z nową kamerą, innym spojrzeniem, z historią, która już nie tylko należała do niego – ale do tych, którzy go towarzyszyli przez te lata. A potem – jeszcze większy skok: opowiedział o tym, że staje się członkiem załogi pokładowej w easyJet. To nie był tylko zawód – to była metafora: człowiek, który nie miał prawa do granic, który urodził się w kraju, którego nie ma, począł latać nad Europą.

Największe sukcesy Romana to nie liczby, choć Dlaczego nie wrócę już do Naddniestrza czy Pierwsza podróż taty do Europy przekroczyły pół miliona odsłuchań. To jego zdolność do bycia szczerym w świecie, który często preferuje show. Jego największe potknięcie? Być może te pierwsze filmy z brakiem mikrofonu, demonizacją przez YouTube za strzelnicę, czy chwilowe wypalenie twórcze, które go na chwilę unieruchomiło. Ale to, co przetrwało, to jego głos – nieupozowany, pełen błędów, ale prawdziwy.

Obecnie Roman Maximov to nie tylko emigrant – to tłumacz, most, pamięć. Mieszka w Polsce, ale mówi o wielu światach. Jego kanał to nie tylko historia życia – to historia zmiany, narracja o tym, jak ktoś z „kraju, którego nie ma”, stał się obywatelem rzeczywistości, którą sam pomaga definiować.

I gdy patrzy w kamerę i mówi „priwiet, Polaki”, to nie brzmi to jak imitacja. Brzmi to jak dom.