Skip to content
VideoPolacy
Profile Background

Rowerem przez Europę

Rowerem przez Europę
10K+ subskrybentów
Obserwuj
przygodapodróżerowersport

Rowerem przez Europę: opowieść o podróży, która stała się życiem

Z Katowic, tych spokojnych, zarazem pulsujących życiem górnośląskich osiedli, wyruszył kiedyś w podróż człowiek z rowerem i kamerą. Nie wiedział jeszcze, że ta decyzja — prosta jak pedałowanie po prostej — zmieni nie tylko jego trasę, ale całe życie. W lipcu 2018 roku zniknął podczas kilku tygodni z mapy cywilizowanego świata, by pojawiać się stopniowo w kadrze: najpierw na czechowskich drogach, potem wśród austriackich jezior, dalej w chorwackich górach, aż wreszcie, po 2574 kilometrach, stanął przed Akropolem. Było to zdobycie Aten, ale nie w sensie militarnym — raczej emocjonalnym, osobistym, cykloturystycznym. I tak zaczęła się historia kanału Rowerem przez Europę, który najpierw był tylko dokumentacją wyprawy, a potem stał się śladem życia prowadzonego w ruchu.

Po powrocie do Polski, z mięśniami wciąż pamiętającymi każdy wzniesiony metr, nie oddał roweru do garażu. Wręcz przeciwnie — przygotowywał go na kolejną podróż. Już rok później, w 2019, wyruszył w kierunku Norwegii, tym razem samotnie po początkowym etapie wspólnie z Kubą i Tomkiem. To była trasa ponad 2700 km, pełna lodowców, Trolltunga i fiordów, które zdają się wyrastać prosto z bajek. Z tej wyprawy wrócił nie tylko z materiałami, ale z nowym doświadczeniem samotnej jazdy — ciszy, która mówi więcej niż tłumy, i z wiarą, że człowiek może jechać dalej, nawet gdy nikt nie zapisze mu trasy na Stravie.

W międzyczasie, bo przecież oddech między wyprawami trwa tylko tyle, ile potrzeba na naprawę dętki i zatankowanie energii, pojawiły się inne, krótsze wyjazdy — pełne słońca i południowego rytmu. W styczniu 2020 zabrał się na Wyspy Kanaryjskie z Arkiem i Piotrkiem, by w czasie europejskiej zimy wspinać się pod wulkan Teide i mierzyć przewyższenia w cieniu palm. To była podróż inna — turystyczna, ale nie mniej wymagająca. Potem wrócił do Polski, ale nie na dłużej. Bo w 2020 roku, gdy granice się zamykały, a świat zastygał, on wsiadł na rower i pojechał dookoła własnego kraju. Z Adamem przy boku pokonał ponad 3000 km w 30 dni — od Śląska przez Bieszczady, Białowieżę, Mazury aż po Zatokę Pucką, Szczecin i z powrotem na południe, kończąc nad Zalewem Chechłowskim. To był maraton po ojczyźnie — wyzwanie, które pokazało, że nie trzeba lecieć za granicę, by odkrywać nowe krajobrazy.

A potem — znowu wyjazd. 2021 to rok włoskiej wyprawy, najdłuższej dotąd — 86 dni, cały kraj dookoła: od Alp po Sycylię, od Adriatyku po Tyren. Jechał, oglądał, spotykał ludzi: Wojtka i Misię pod Ravenną, Tomka i Kubę w Katanii, a w Taorminie był nawet w centrum lokalnej ulicy, gdy Włochy wygrywały Euro. To był nie tylko vlog, ale kronika życia na trakcie, z ulewami, przebitymi dętkami, złamanymi szprychami, ale też z miastami duchami — jak Warosha na Cyprze, do której wreszcie dotarł w 2022 roku, znowu z Arkiem i Piotrkiem, przejeżdżając całą wyspę od Larnaki po Ayia Napę, zatrzymując się przy zatopionym kościele i skale Afrodyty.

Ale to nie były już tylko wyprawy — to były wyścigi. W 2022 roku po raz pierwszy stanął na starcie ultramaratonu rowerowego: Baltic Bike Challenge, 700 km od Świnoujścia do Krynicy Morskiej. Samowystarczalność, piasek, niewyspanie — i trzy części relacji, które pokazały, że rower to nie tylko środek transportu, ale także tryb życia. To samo potwierdził rok później, gdy wziął udział w Wisła 1200 — najbardziej prestiżowym polskim wyścigu — i przejechał 1200 km wzdłuż Wisły, od źródeł po ujście. Potem jeszcze Maraton Północ-Południe, od Helsku aż do Tatr. W każdej z tych relacji widać zmianę: z turysty na zawodnika, z opowiadacza na wojownika drogi.

W międzyczasie pojawiali się ludzie: Adam, Artek, Piotrek, Tomek, Kuba, a później Rafał i Magda — niektórzy tylko na odcinek, inni na całą sekwencję wydarzeń. Z czasem jednak ich obecność zaczęła się przerzedzać. Grupy się rozpadły, a przygody stały się coraz bardziej prywatne. Wyjazdy, które zaczynały się jako wspólne przygody, kończyły jako drogi samotne. Nawet w Gruzji — w 2023 roku — choć wyruszył z Arkiem, Adamem i Rafałem, to w filmach widać, jak historia stopniowo staje się jednoosobową narracją.

Największe sukcesy? To nie liczba subskrypcji, ale dystanse pokonane, a także filmy, które trafiły do szerokiego grona odbiorców. "Co zabieram na wyprawę?" przekroczyło 20 tysięcy odsłon, a "Rowerem dookoła Polski" i "Rowerem z Polski do Norwegii" stały się punktami zwrotnymi w rozwoju kanału. Rekord oglądalności przypadł jednak na "Rowerem z Polski do Włoch - Początek wyprawy na Śląsku", który przyciągnął niemal 25 tysięcy oczu — zapewne tych, które same marzyły o wyjeździe.

Ale były też upadki. W 2025 roku, po powrocie z Nordkappu, padło jedno zdanie: "Zostałem okradziony i straciłem materiały z podróży". To był nie tylko film informacyjny, ale życiowy zgrzyt — chwila, gdy wszystko, co nagrane, poszło w niebyt. Nie wiadomo, co się stało, nie trzeba komentować. Wystarczy, że to się wydarzyło. I że mimo to — ponownie wsiadł na rower.

W kolejnych miesiącach było już tylko jazda: na Bałkany, przez Słowenię, Chorwację, Bośnię, Czarnogórę, aż do Albanii. Potem ponownie na południe — do Portugalii, przez Hiszpanię, Gibraltar, Algarve. Każdy odcinek to coraz cichszy głos, coraz więcej natury, coraz mniej towarzystwa. Aż w końcu — Nordkapp, meta na końcu Europy, a potem dalej, na Lofoty, bo przecież nie ma końca, skoro trasa się nie kończy.

W ostatnich filmach, krótkich "Dzień X [Short]", widzimy go prawie w ciszy — bez komentarza, tylko z obrazem. Jeździ po Fińsku, Norwegii, sam, z kamerą przymocowaną do kierownicy. I wtedy dociera, że to nie chodzi o kraje, które odwiedził, ale o sposób bycia: że życie na rowerze to nie przerwa, tylko normalność.

To historia człowieka, który wyjechał z Katowic, by nigdy już naprawdę nie wrócić — nawet gdy fizycznie jest w domu.
Żył tak długo na trasie, że trasa stała się jego domem.