Skip to content
VideoPolacy
Profile Background

Saharita

Saharita
10K+ subskrybentów
Obserwuj
kulturaimprezyprzygodarodzina

Saharita: między Persją a Polską

Saharita to dziewczyna, która zawsze mówi „witaj w moim świecie”, ale jej świat nie mieści się w jednym miejscu. Żyje gdzieś pomiędzy Północnym Wschodem a Europą Środkową, między smakiem domowych potraw z Teheranu a cichą ulicą polskiego miasta, którego nie nazywa, ale gdzie najwyraźniej czuje się już jak w domu. Persyjka z Iranu, która od ponad dziesięciu lat mieszka w Polsce, stopniowo przekształciła się z emigrantki w osobę opowiadającą o tym, co znaczy być z jednego kraju, a żyć w zupełnie innym — z humorem, szczerością i niezmiennym uśmiechem.

Zanim zaczęła dzielić się życiem przed kamerą, najpewniej przeżywała te same przemiany co wielu imigrantów: pierwsze dni pełne zachwytu i dezorientacji, potem zmęczenie językiem, systemem, pogodą, a na końcu — powolne przytulenie nowego kraju. Polska stała się dla niej nie tylko miejscem przejściowym, ale przystanią. Przyjechała dziesięć lat temu, jak sama później przyzna, nie mając zamiaru zostać tak długo. Ale coś się zmieniło. Coś w tym kraju ją zatrzymało — może spokój, może cierpliwość ludzi, może to, że mimo różnic potrafiła się tu odnaleźć.

Jej historia na YouTube zaczyna się od powrotu. Już pierwszy film z czerwca 2024 roku to radosne „Saharita Wróciłaaa!”, jakby po przerwie, której nie widać, ale którą czuje się w tonie — bardziej dojrzała, pewniejsza siebie. Od razu zapowiada, że pokaże nie tylko swoje życie w Polsce, ale także wyjazdy do Iranu — do „ukochanego domu”. I trzyma słowo. Już w lipcu 2024 roku zabiera widzów na zakupy do teherańskiego supermarketu, pokazując owoce, przyprawy i produkty, których nie da się kupić w polskich sklepach. W tych chwilach widać tęsknotę — nie tylko za smakami, ale za codziennością, którą pamięta. Potem filmuje się, jak bada, czy kobieta w Iranie może sama podróżować. To nie tylko ciekawostka, ale próba — dla siebie i dla widzów — pokazania granic, jakie nadal tam istnieją. Wraz z przyjaciółką odwiedza wyspę Hengam, potem Qeshm, potem Hormoz z jego czerwonymi skałami. Każdy kadr pulsuje ciepłem, kolorem, ale też ciszą — jakby chciała powiedzieć: „Oto Iran, którego nie znacie”.

Te podróże były początkiem, ale nie trwałym kierunkiem. Wiosną 2025 roku coś się przesuwa — wraca do Polski, ale z innym spojrzeniem. Już nie tylko jako mieszkaniec, ale obserwator. Film, który zdobywa ponad sto pięćdziesiąt tysięcy odsłon, nosi tytuł „Co Iranka myśli o życiu w Polsce?” — i to pytanie staje się motorem całej serii. Nagle nie chodzi już tylko o kontrasty między krajami, ale o głębsze rozważania: język, jedzenie, minusy, różnice kulturowe. Pokazuje, że potrafi mówić o rzeczach z dystansem, ale też z uczuciem — kiedy mówi o języku polskim, robi to z uśmiechem, ale bez kpiny; kiedy mówi o jedzeniu, szuka podobieństw, nie tylko różnic. W jednym z filmów wspomina, że przez rok planowała podróż do Japonii — i kiedy w końcu ją realizuje, nie wrzuca filmów od razu. Czeka, aż zdobędzie widzów, bo wcześniej nie miała komu ich pokazać. To niemal metafora jej drogi — przez lata żyła, nie wiedząc, że kiedyś będzie mogła opowiadać o tym światu.

W Japonii, razem z przyjaciółką Soudi, przeżywa marzenie — i robi z tego serię filmów, w których widać autentyczną radość. Metro w Tokio, Seven Eleven, łazienki — wszystko jest dla nich fascynujące. Ale to nie tylko turystyczne relacje. To też historia kobiet, które potrafiły spełnić coś, co wydawało się niemożliwe. A potem, po powrocie, świat znów się przewraca. W czerwcu 2025 roku, po atakach i eskalacji między Iranem a Izraelem, wypuszcza film „Iran, Izrael… a pośrodku człowiek”. Tłumaczy, że nie mówi o polityce — mówi o ludziach. O strachu, o matkach, o dzieciach. To jej najosobistszy głos, najciszej wypowiedziany, ale najgłośniej brzmiący. Film zbiera ponad trzykrotnie więcej odsłon niż większość poprzednich — bo trafia w serce. Kolejny film, „Polski i perski – JEDNA rodzina językowa?!”, też robi furorę: ponad trzysta tysięcy odsłon. Ludzie są zaskoczeni — ale i poruszeni. To pokaz, że różnice mogą się łączyć. W tych chwilach jej kanał przestaje być tylko vlogiem o życiu imigranta — staje się przestrzenią dialogu.

W tle pojawia się Michał, twórca kanału „Irańczyk w Polsce”, z którym wspólnie robi wiele filmów — podczas zakupów w Bielsku-Białej, podczas zabaw językowych, podczas robienia pierogów. To nie tylko współpracownik — to rodzaj towarzysza w nowym kraju, który przeżywa podobne rzeczy. Razem tworzą obraz nie tylko kulturowy, ale i emocjonalny — pokazują, jak adaptacja wygląda w praktyce. Ich filmy to nie tylko edukacja, ale także miłość do tego, co nowe, i powaga wobec tego, co trudne. Pojawia się też Gloria z Ugandy, z którą rozmawia o życiu cudzoziemki w Polsce — kolejny krok w stronę szerzej rozumianego doświadczenia emigracyjnego.

Z czasem Saharita zaczyna mówić więcej o Iranie — ale nie tylko z sentymentem. Filmy stają się politycznie odważniejsze. Mówi o ograniczeniach kobiet — że nie mogą swobodnie podróżować, dziedziczyć, śpiewać. O tym, jak wyglądała jej szkoła, jak musiała się ubierać. O tym, że randkowanie jest zakazane, a związki toczą się w ukryciu. Nie wymienia imion, ale widać, że te doświadczenia są jej własne. Pyta widzów, co ich zaskoczyło — ale to nie jest tylko pytanie ankiety, to próba zrozumienia, czy świat rozumie, co znaczy dorastać w takim systemie.

Jej kanał nie jest już tylko o niej — staje się przestrzenią, w której można mówić o trudnych rzeczach: o słabym paszporcie, o cenzurze, o wyobcowaniu. Ale też o nadziei, o adaptacji, o tym, jak można pokochać kraj, który nie jest twoim od urodzenia. Polska, która kiedyś była przypadkiem, stała się wyborem. To widać w filmie z okazji dziesięciolecia pobytu: „10 lat w Polsce. Już nie jestem tą samą kobietą.” — mówi z prostotą, ale z siłą. To nie chwalenie się sukcesem, tylko uznanie zmiany.

Nie wszystkie filmy mają wysoką oglądalność, ale widać, że nie o to jej chodzi. Nie wycofuje się, gdy liczby spadają. Zamiast tego rozmawia o oczekiwaniach vs. rzeczywistością emigracji, o tym, co Instagram nie pokazuje. Pokazuje, że to, co wydaje się prostym vlogiem, to w rzeczywistości trudna, długi trud. W jednym z filmów mówi, że Polacy mają trudności z angielskim — ale robi to bez szyderstwa, z humorem i empatią. To nie obce spojrzenie z góry, ale zaangażowane spojrzenie z wnętrza.

Choć wciąż podróżuje — wspomina o Miami, o Japonii — to jej ośią stał się kraj, w którym mieszka. To tam się odnajduje, tam się rozwija, tam mówi. A kiedy pyta, co imigrant powinien zrobić, żeby pokazać szacunek dla Polski, to nie szuka odpowiedzi dla siebie — szuka dialogu. Bo to właśnie dialog stał się sensem jej historii.

Saharita to nie tylko imigrantka, która opowiada o różnicach — to osoba, która buduje mosty między światami, z humorem, cierpliwością i nieustającym pragnieniem zrozumienia.