
STAR TV – opowieść o kulturze stali, podróży i pamięci
Gdzieś między huczącymi maszynami przeszłości a cichym szumem pustyni, tam właśnie porusza się świat STAR TV – nie tyle jako kanał, ile jako narracja ciągnąca się nić przez lata, kontynenty i pokolenia. Jego twórcy nie przedstawiają się oficjalnie, nie pokazują twarzy, nie mówią „ja” – mówią „my”, „my tu, w Starachowicach”, „my, którzy pamiętamy”, „my, którzy wciąż jedziemy”. To opowieść wspólnoty, której sercem jest miasto u podnóża Gór Świętokrzyskich, a duszą – stalowy rumak polskiej motoryzacji: samochód ciężarowy marki STAR.
Na początku była podróż. Jeszcze w 2015 roku kamera trzęsie się w turkoczącym samochodzie, a opowieść zaczyna się w Gruzji, potem w Stambule, w Kapadocji – to wyprawa dookoła świata, pełna entuzjazmu amatorskiego filmowca z ekspedycyjnym zapalnikiem. Wtedy jeszcze mowa o Stowarzyszeniu Salutem, o szkoleniach nurkowych, rajdach terenowych, skokach spadochronowych – jakby chcieli uczynić z życia serię przygód. Ale już w 2017 roku ton zmienia się: kamera skręca z Azji w stronę Czarnobyla, potem przez Krym, Donieck, Kazachstan, aż po Trakt Pamirski. To nie są już tylko przygody – to misja. Misja odnalezienia śladów polskości za granicą, sięgnięcie po pamięć, której nikt nie zapisywał. Podróżnicy jadą samochodem, znosząc trudne warunki, ale widać, że dla nich ważniejszy jest gest niż komfort. Wtedy, w tych chwilach na granicy Chin i Afganistanu, rodzi się nowe przeznaczenie: nie tylko jeździć, ale przypominać.
Przełom nie był głośny, ale wyraźny. Gdzieś między 2018 a 2019 rokiem kamera przestaje szukać egzotyki i zaczyna wracać do domu. Do Starachowic. Do fabryki FSC, gdzie kiedyś rodziły się ciężarówki. Do Wielkiego Pieca, który od 120 lat mierzy czas w stopniach i tonach. Do zapomnianych szlaków, po których jeździły Stary, i do ludzi, którzy je budowali. Gdy w 2018 roku pojawia się film Doświadczalny Star 1344, a rok później Historia STARa ze Starachowic, wszystko nabiera kontekstu – to nie tylko dokumentacja, to akt ratowania pamięci. Bohaterem staje się nie podróżnik, lecz pojazd: Star 660, Star 266, UniStar A 244 – każdy z nich ma swoje imię, swoją historię, swojego właściciela. A wśród nich – Dobiesław Walknowski, podróżnik, archiwista, ambasador polskich wypraw, człowiek, który Starem przejechał Saharę i którego opowieści stają się podstawą słuchowisk, a potem filmów pełnometrażowych. Jego twarz, jego głos, jego samochód – to trójkąt, wokół którego obraca się nowa oś kanału.
Z czasem świat STAR TV staje się coraz bardziej lokalny, a jednocześnie głębszy. Zamiast rajdów po Azji, pojawiają się zloty Legendy Stara, przejazdy po torze prób, wymiana kół, naprawy hamulców – wręcz warsztatowy katechizm miłośnika motoryzacji. Ale to nie są suche instruktaże: to rytuały. Każdy film o Starze 660 M2 wjeżdżającym pod Górę Rocha to nie tylko test techniczny, to egzamin dla pamięci. Każdy zlot w Jaworznie to radosne zgromadzenie kultu, w którym fanów nie łączy tylko pasja do aut, ale poczucie wspólnoty – tej, która rozwinęła się z inicjatyw Stowarzyszenia Salutem, a dziś żyje w Fundacji Program Dominik, w Star-em & Honker-em przez Świat.
W 2020 roku pojawia się film Historia STARa ze Starachowic, który zdobywa setki tysięcy wyświetleń – to nie jest przypadek, to wyznanie wiary. Kamera wtedy już wie, kim jest jej bohater: to fabryka, to ludzie, to samochód, który w 1979 roku stał się papieskim transporterem podczas pielgrzymki Jana Pawła II. „Operacja kryptonim LATO-79” – tytuł jednego z odcinków – brzmi jak zrealizowana fikcja historyczna, ale to prawda. I właśnie ta obiektywna prawda, ta marzeńka rzeczywistości, to, co kanał nazywa swoim celem, staje się jego siłą.
Przez lata zniknęły tematy. Nie ma już nurkowań w Tarnobrzegu, nie ma plenerów w Alpach, nie ma szkoleń spadochronowych. Zniknęli też niektórzy ludzie – np. członkowie Salutem, którzy byli widoczni w pierwszych wyprawach, a dziś ich obecność jest tylko wspomniana. Wrócił za to inny świat: kopalnie rudy żelaza, ochra, malachit, epoka kamienia – cykl Skarby Ziemi Staropolskiej to nie tylko dokumentacja archeologiczna, to odkrywanie regionu od dołu, z wnętrza ziemi. A potem – rajdy orientacyjne, podziemne schrony w Skarżysku, tajemnice PRL-u, ziemie uranowe – wszystko to jakby pokazuje, że kamera szuka teraz nie krajobrazów, lecz warstw: historycznych, geologicznych, pamięciowych.
Gdy w 2024 roku kamera znów wyjeżdża – tym razem do Omanu, potem do Indii, do Radżastanu – nie jest to powrót do dawnych wypraw. To nie są „reportaże z Gruzji” z 2015 roku. To inne podejście: spokojne, refleksyjne, pełne szacunku dla lokalnej kultury. W pustyni Thar, wśród karawan wielbłądów i świątyń szczurów, widać tę samą ciekawość świata, ale już bez popłochu. To nie eksploracja, to dialog. A gdy wraca się do USA, to nie po to, by pokazać wielkie miasta, lecz by przemierzyć Parki Narodowe, wąskie kaniony, by zagubić się na prerii – i znaleźć.
Największym sukcesem kanału są bez wątpienia filmy o historii STARa – szczególnie seria z 2019–2020 roku, która zdobyła ponad 300 tysięcy wyświetleń łącznie. To moment, w którym lokalna historia stała się ogólnopolskim zainteresowaniem. Największym potknięciem – jeśli można tak powiedzieć – był prawdopodobnie spadek dynamiki po 2017 roku: wyprawy azjatyckie, choć ambitne, nie odniosły dużego oddźwięku. Ale to nie był upadek – to była przemiana. Zamiast szukać świata, twórcy zaczęli go odtwarzać: z filmów archiwalnych, z książek Józefa Kowalskiego, z relacji emerytów, z pasji kolekcjonerów.
W tle pojawia się ciągła obecność kilku osób: Dobiesław Walknowski, którego samochód – prototypowy UniStar – stał się ambasadorem Fundacji Program Dominik; Józef Kowalski, autor książek o STARze; Grzegorz Siwiec z Honker Expedition Team. To oni, razem z twórcą kanału – Sebastianem Markowskim, którego imię pojawia się w opisach organizatorskich – tworzą trzon tej opowieści. To nie jest kanał jednej osoby, to kanał zespołu, wspólnoty, zapaleńców.
Gdy dziś patrzy się na ostatnie filmy – Zlot STARa 660 w Jaworznie, Śladem URANu, 11 Zlot Legenda STARa – widać, że historia nie została zamknięta. Wręcz przeciwnie: ona się rozwija. Z rajdu terenowego robi się cykl edukacyjny, z wyprawy – misja pamięci. A kamera, choć nie zawsze najlepszej jakości, zawsze patrzy szczerze. Patrzy na to, co zostało, i na to, co warto ocalić.
To opowieść o tym, jak z pasji rodzi się dziedzictwo.