Skip to content
VideoPolacy
Profile Background

stereoskop1

stereoskop1
500+ subskrybentów
Obserwuj
przygodapodróżekultura

stereoskop1

Gdzieś między śnieżnymi zboczami Rumunii a zakurzonymi drogami Pamiru, wśród dźwięków staromodnego mikrobusu i śpiewanych przez Chorwatów polskich piosenek, rodził się świat stereoskop1 — kanału, który z pozoru wygląda jak zbiór chaotycznych przejęźdżek, a w rzeczywistości okazuje się spajającym się narracyjnie globem osobistych wypraw, filozoficznych refleksji i nieco naiwnego, ale szczerego entuzjazmu wobec świata. Jego twórcą jest ktoś, kto zamiast siedzieć w biurze, wybrał drogę — czasem błotnistą, czasem skalną, zawsze pełną przypadkowych spotkań, błędów i tych właśnie chwil, za które później warto żyć wspomnieniami.

Początki kanału były skromne, jeszcze w 2010 roku, kiedy kamery były słabsze, a język filmów — bardziej dźwiękowy niż obrazowy. Wtedy jeszcze nie chodziło o to, by podbić świat, ale by po prostu oddać tę emocję, którą daje podjazd skuterem śnieżnym w Bieszczadach czy enduro wśród błota w Krzeszowicach. Były to czasy, gdy tematy krążyły wokół motocykli, snów o górach i wspólnych wyjazdów z kolegami — Pawłem, Jonaszem, Darkiem — ludźmi, którzy pojawiali się regularnie, jak dawne kamraty z ognia i błota. W ich świecie liczyła się adrenalina, ale też żartobliwa ironia, z której nie brał się kolano, nawet wtedy, gdy awaria sprzętu albo zimowy dramat w Rumunii przypominał, że przyroda nie ma poczucia humoru.

W 2011 roku coś się zmieniło. Zamiast kolejnego filmu o jazdzie, pojawił się komentarz do walki Tomka Adamka z Drogą Kliczko — analiza społeczna, niemal polityczna, zawarta w kilkuminutowym wideo. To był pierwszy przełom: z motocyklowego kanału zaczęło wyrastać coś więcej — przestrzeń do refleksji, krytyki, a nawet moralnego niepokoju. Tematy zaczęły błądzić poza drogi: pojawiły się filozoficzne cytatki Paulo Coelho, rozmowy o Hołowni i Cejrowskim, o Dawkinsie i ateizmie, a nawet krótkie lekcje savoir-vivre w meczecie. Było to jakby przebudzenie — z widza amatora filmów o jeździe na quadatach wyrósł obserwator, który zaczynał zastanawiać się, co naprawdę się dzieje poza kadrem.

Ale trzeba było zarabiać na życie. I gdzieś w tych latach, między 2012 a 2013, przyszła podróż do Tadżykistanu, Afganistanu, Iranu — do serca Azji Środkowej, do „Dachu Świata”. Tam, na przełęczy Ak-Bajtal, wśród snujących się obłoków i granatowych niebios, kamera nie tylko pokazywała krajobraz, ale też obnażała ludzkość — milicję, która jest wszędzie, spotkania z Uzbekem w Samarkandzie, który opowiadał o Polakach w Londynie, czy biegającego po pustyni Kara-kum koczownika, który mówił: „Tam gdzie są moje barany, tam jestem i ja”. Była to podróż, która zmieniła ton kanału — z niego zaczęła emanować nie tylko przygodowość, ale i cichość, pokora, potrzeba zrozumienia innych kultur. To był moment, w którym stereoskop1 przestał być tylko zapisem wycieczek — stał się dziennikiem myśli.

Największe sukcesy nie zawsze przyszły tam, gdzie się ich spodziewano. Film „BAJM – BINGO!” z 2016 roku, niepozorny zatytułowany memem, zdobył ponad 70 tysięcy odsłon — więcej niż większość wypraw do Pamiru. Później, jeszcze wyższy wynik osiągnął film „Czerwony pająk – wykonanie wyroku śmierci”, który dotarł do blisko 100 tysięcy wyświetleń. To była scena z debiutu reżyserskiego Marcina Koszałki, w której twórca kanału pojawił się jako kierowca oldtimera, a na tylnej kanapie siedział kat. Było to dziwne połączenie — z jednej strony amatorska pasja, z drugiej — udział w profesjonalnym filmie fabularnym. Ale to właśnie ta granica między rzeczywistością a rekonstrukcją, między życiem i kamerą, stała się jego własnym gatunkiem opowieści.

Nie wszystko szło gładko. Późniejsze projekty, takie jak „Nowomowa” czy „Odchodzę w stronę samotnych”, były bardziej refleksyjne, ale też mniej oglądane. Wyraźnie widać, że kanał tracił tempo. Współlokatorzy z pierwszych lat — Paweł, Jonasz, Kornelia — przestali się pojawiać. Z czasem zniknęły też motocykle, skutery śnieżne, enduro. Zamiast błota i wyższych partii, były teraz relacje z lotniska w Lukli, z kremacji w Nepalu, z himalaistycznym trekkingiem. A potem — Albania, Chorwacja, Krym, Bałkany, Szkocja. Nowe kraje, ale starsze oczy. I coraz mniej motywu.

Widać też, że minęły czasy, gdy głównym tematem była jeździectwo. Obecnie kamera rejestruje raczej ludzi, kultury, języki, muzykę. Film z Chorwacji, gdzie słychać „Barkę” w localnym brzmieniu, to nie tylko emocje — to niemal przesłanie: to, co nas dzieli, może stać się mostem, jeśli tylko zagramy razem. Ale widać też, że nie wszystko idzie zgodnie z planem. Film o Krymie 2019, z sarkazmem zatytułowany „Polonezami objechany”, kończy się przyznaniem, że „wjeżdżając na Krym, wjechaliśmy ponoć nielegalnie”. To nie było wyzwanie polityczne — to był tylko sposób, by zobaczyć morze. Ale świat już nie pozwala na niewinność. Nawet najbardziej amatorska eskapada może stać się gestem politycznym.

Wśród wszystkich tych zmian, jedna rzecz pozostała niezmienna: zwrot „Ahoj Przygodo!”, który pojawia się jak mantra na końcu kolejnych filmów. To jak modlitwa, jak pozdrowienie dla nieznanego, jak próba utrzymania dziecięcego entuzjazmu w obliczu dorosłego świata. Nawet kiedy kamery są słabsze, a liczby niższe, nawet kiedy kanał wydaje się jakby samotniejszy, on nadal wsiada do auta, do samolotu, do namiotu — i wraca.

Bo to nie była nigdy historia o sukcesie, ale o trwaniu. O tym, by wozić się po świecie, by czasem wpaść na minę, by oglądać rzeczywistość z różnych stron, by czasem przegapić tekst, jak Edyta Górniak na koncercie, i dostać za to brawa. O tym, by jeździć, nie żeby dowieźć, ale żeby jechać.

To była historia człowieka, który zamiast zatrzymać się, wybrał drogę — i do końca mówił do niej: Ahoj.