
Świat według Nejtana
Nie od razu widać, że życie kogoś, kto teraz wędruje po himalajskich szlakach, walczy z pustynnymi burzami w Namibii czy przemierza rowerem całą długość Polski, zaczęło się w ciasnym nowojorskim mieszkaniu, które potem eksplodowało podróżą po Florydzie i kryzysami przeprowadzkowymi w Teksasie. Ale właśnie tak było. Bohater kanału „Świat według Nejtana” – osoba, której obecność na ekranie to mieszanka nieśmiałości i niepokonanego uporu – przez pierwsze lata swojej przygody z kamerą był raczej towarzyszem wypadów niż samodzielnym odkrywcą. Jego historia zaczyna się nie w studiu, ale w trasie, nie z rozkładanych planów, lecz z przypadkowych spotkań i niezamierzonych wyjazdów.
Początkowo towarzyszył osobie znanej jako @vlogcasha, z którą razem ruszyli w road-trip po Florydzie – początek był pełen entuzjazmu, palm, manatów i Kennedy Space Center. To były wypady pełne energii, lekko chaotyczne, z kamerą trzymaną nieco niezdarnie, ale z sercem w odpowiednim miejscu. Mieli wspólną chemię, podróżowali jak stara ekipa, a ich przygoda ciągnęła się aż po Grand Canyon i Zion, przez parki narodowe, które zdawały się być ich naturalnym środowiskiem. Ale z czasem coś się zmieniło. @vlogcasha zaczął znikać z kadrów, aż w końcu pojawiła się jasna deklaracja: „@vlogcasha już nie ma”. To był moment przełomowy – nie tylko dla kanału, ale dla samej osoby za kamerą. Jakby nagle musiał się dowiedzieć, kim jest, kiedy nie ma drugiego, by dzielić się refleksją, śmiechem czy zastrzykiem odwagi.
Wkrótce potem przyszła przeprowadzka z Nowego Jorku do Teksasu – nie taka, jaką opisuje się w poradnikach, ale pełna pękniętych rur, wycieków baklavy i problemów, które ciągnęły się miesiącami. To nie był triumf organizacji, ale raczej dokument chaosu, z humorem wypływającym z bezradności. Teksas stał się nowym tłem – nie tyle miejscem marzeń, ile punktem przesiadkowym. Tam pojawiła się Anita Wu, z którą dzielił weekendy pełne tańców, hulanki i motocyklowych przejażdżek. Potem przyjechał Tomek, spotkali się przy Burning Man – wydarzeniu, które najwyraźniej podziałało na twórcę jak przerywacz. Burza piaskowa, kulturowe zderzenie, kreskówkowy chaos – wszystko to zostało zapisane z dystansem, lekkim zdziwieniem i śmiechem, jakby nie do końca wiedział, co tu robi, ale nie zamierzał przegapić widowiska.
Później z kolei pojawił się Mark – „Polak w Teksasie” – z którym strzelał z karabinu AR-15, jakby próbował zrozumieć amerykańską kulturę z jej najbardziej kontrowersyjną stroną. Ale i on z czasem zniknął z kadrów, a kamera zaczęła się obracać w stronę wyjazdów jednoosobowych. Wyglądało to jak proces odkrywania własnej niezależności – najpierw samotne wędrówki po Karolinie Północnej, potem Hawaje, Australia, Nowa Zelandia. Tam, gdzie wcześniej był duet, teraz został solowy głos – kadr po kadrze, hajk po hajku, nierzadko z błędami, ale z nieugiętą determinacją.
Jednym z największych sukcesów stał się wyjazd na Hawaje – seria filmów o wysoce aktywnych wulkanach, trudnych szlakach i lokalnych kulturach, które zgromadziły setki tysięcy odsłon. Ale to nie wszystko. Film zatytułowany „Spowiedź nielegalnego imigranta – Cała prawda o Ameryce” eksplodował popularnością, zbierając ponad 196 tysięcy wyświetleń, stając się przełomem nie tylko w statystykach, ale i w tonie kanału. To był moment, w którym zrozumiano, że nie chodzi tylko o widoki, ale o prawdziwe historie, często trudne, ale szczere. Film ten stał się jakby spowiedzią – nie tylko jego, ale także innych, którzy żyli w USA poza oficjalnymi zezwoleniami. To był przełom, po którym kanał nie był już tylko o podróżach, ale o ludziach, systemach, granicach – zarówno geograficznych, jak i psychicznych.
Z czasem kamera zaczęła wskakiwać w coraz bardziej ryzykowne tereny – nie tylko fizycznie, ale też tematycznie. Australijski vanlife, pożary buszu, skoki ze spadochronem, wizyty na wyspach wartych miliardy. Ale potem nagle – powrót. Po dziesięciu latach emigracji opuścił USA, wyruszył do Kolumbii, a potem – ponownie do Polski. To nie był triumfalny powrót, lecz raczej eksploracja połączonej tożsamości: kim jest dziś ktoś, kto długo żył za granicą, a teraz patrzy na ojczyznę oczyma obcego i jednocześnie domownika?
W Polsce odkrywał Tatry na nowo – zdobywał Rysy, szedł szlak Starorobociański, próbował kitesurfingu, a potem wyruszył w trasę rowerową wzdłuż Bałtyku, aż po granicę z Rosją. Przygody, które kiedyś odbywały się w Kanadzie czy Australii, teraz przeniosły się do Lądka Zdroju, Zakopanego czy Bielska-Białej. Znowu pokazywał miasta „okiem lokala”, ale z dystansem kogoś, kto wrócił, by zobaczyć, co się zmieniło – i co pozostało takie samo.
Jednak największe wyzwanie przywitało go w Himalajach – marzenie, które się spełniało stopniowo: lot na najniebezpieczniejsze lotnisko świata, choroba wysokościowa, pierwszy pięciotysięcznik, walka z E. coli i dramatyczne zakończenie wyprawy. Wrócił, nie jako triumfator, ale jako człowiek, który przeszedł przez granice swoich możliwości. I mimo wszystko wrócił – do Nepalu, do Annapurny, do kolejnego trekkingu. Wygląda na to, że teraz nie chodzi już tylko o to, by pokazać świat, ale by w nim przetrwać.
Z czasem tematy zmieniały się – zniknęły wspólne wypady z @vlogcasha, zniknął duch lekkiego, niezobowiązującego vlogowania. Zamiast tego pojawiły się głębsze rozmowy: z imigrantką z Kolumbii, z Palestyńczykami w Iranie, z Irańczykami o historii rewolucji, z lokalnymi w Maroku czy południowej Afryce. Unika teraz tylko jednego – monotoni. Nawet gdy mówi o powodziach w Polsce czy zniszczonym Chersoniu, robi to z ostrożnym humorem i zawsze z pytaniem: co dalej?
Po drodze pojawiły się też nowe twarze – Laura z Kolumbii, Jessi z Medellin, Ula biegnąca 7 maratonów, Igor Tracz z fundacją humanitarną na Ukrainie, czy Saida z Maroka, który prowadził na Toubkal. Niektóre z nich pozostały na dłużej, inne minęły szybko. Ale każda zostawiła ślad – nie tylko w filmach, ale w tonie całej opowieści.
Największy upadek? Może to nie był żaden pojedynczy moment, lecz seria drobnych porażek: zepsuty dron w Iranie, zawrócenie z szczytu z powodu groźby życia, zatrzymanie przez służby w Teheranie, zatrucie w Nepalu. Ale to właśnie te porażki uczyniły narrację bardziej ludzką. A największe sukcesy? To nie tylko miliony odsłon, ale fakt, że ludzie wracają. Że patrzą, jak idzie po szlakach, które sami nigdy nie pokonają. Że wierzą, że to, co robi, jest możliwe.
Filmy o największej oglądalności – „Spowiedź nielegalnego imigranta”, „Polka z Medellin opowiada o mrocznej stronie miasta”, „Opuszczam USA po 10 latach” – to nie były typowe wypady turystyczne. To były dokumenty świadomości, opowieści o granicach, o stracie i o powrocie.
Jego podróż jest ciągła, ale nie liniowa. Przejechał rowerem Polskę, by potem wyruszyć do Namibii, po czym wrócił, by pokazać Sopot „okiem lokala”. Zdobył szczyty, by potem iść na mistrzostwa świata w psich zaprzęgach. Próbował wszystkiego – od jazdy psimi zaprzęgami po kulinarny hardkor Tajlandii. I mimo że czasem mówi, że „to już koniec”, filmuje kolejny lajw z Nepalu, jakby nie potrafił przestać.
To historia człowieka, który nie wiedział, kim jest, dopóki nie zaczął się przemieszczać – najpierw geograficznie, potem emocjonalnie, a w końcu duchowo.