Skip to content
VideoPolacy
Profile Background

Szpilki w plecaku

Szpilki w plecaku
500+ subskrybentów
Obserwuj
przygodapodróżekulturajedzenie

Szpilki w plecaku – opowieść o pasji, która nie zna granic

Nie od razu widać, że za kanałem o nazwie Szpilki w plecaku kryje się nie tyle moda, co wytrwała miłość do świata w jego najbardziej surowej, autentycznej formie. Kobieta, której głos przywodzi na myśl cichy kompas skierowany ku Afryce Równikowej, nie nosiła zapewne szpilek od urodzenia — ale nosiła je w wyobraźni, w chwilach, kiedy jako dziecko z zapartym tchem oglądała programy o dalekich krajach. Wtedy jeszcze nie wiedziała, że lata później te same buty, które mogłyby się nieźle spocić na śliskich kamieniach Abuna Yamata, trafią do plecaka razem z apteczką, paszportem i starym afrykańskim przysłowiem: można wyjechać z Afryki, ale nie da się Afryki wyrzucić z serca człowieka. To przysłowie stało się jej życiową formułą.

Zaczęła od Etiopii, jakby od razu chciała się przekonać, czy świat, który oglądała w telewizji, istnieje naprawdę. 18 marca 2016 roku opublikowała swój pierwszy film — krótką podróż etnograficzną do Doliny Omo, gdzie plemiona żyły w rytmie słońca, a ich ciała były żywymi mapami kultury. Było to jej autorskie debiut, nieco nieśmiałe pytanie rzucane w przestrzeń: czy kontynuować? Odpowiedź przyszła w postaci kilkunastu tysięcy odsłon. Tak, warto było iść dalej.

Wkrótce pojawiły się Masajowie w Kenii, goryle w lesie Bwindi w Ugandzie, smażone świerszcze — senene — i ceremonia skakania przez byka u Hamerów, na którą czekała sześć lat. Każdy z tych filmów był jak kolejny krok w głąb świata, który większość ludzi ogląda tylko przez szybę lotniskowego okna. Afryka nie była dla niej eksotyką — była domem duchowym. Ale nie zamknęła się w niej. Jej ciekawość była nieubłagana. Wracała do Chin, których dotknęła wcześniej, znała Koreę Północną, której wiele osób boi się jak ognia, i choć nigdy nie powiedziała, co tam doświadczyła, sama obecność tam — więcej niż raz — świadczy o niezłomnym charakterze. Była kimś, kto potrafił w milczeniu przejść przez zakazane terytoria, nie po to, by szokować, ale by zrozumieć.

Były też inne kraje, inne rytm. Chorwacja i wodospad w Velebit, Finlandia z jej lodowym hotelowym snem i sauną w igloo, czy Filipiny, gdzie skakała z klifów i pływała między tysiącami wysp. Ale coś się zmieniało. Po 2020 roku filmów z Afryki przybywało mniej, a świat, który dotąd był pełen dzikich przygód, zaczął nabierać barw odmiennego rodzaju — bardziej osobistych, bardziej ludzkich. Gdzieś po drodze zniknęły z ekranu Pigmeje Batwa, Masajowie, a także wspomnienia z Korei Północnej. Zamiast tego pojawiły się Barbados z jego zamkniętymi plażami i linowe przejazdy między drzewami, jakby adrenalina została przesunięta z dżungli na tropikalny ogród rozrywki.

A potem, w czerwcu 2023 roku, nastąpił obrót o sto osiemdziesiąt stopni. Zamiast relacji z wyprawy, pojawiały się filmy o wiązaniu turbanów z afrykańskich chust. Nie były to propozycje modowe dla turystek, ale praktyczne porady dla kobiet po chemioterapii. Ton zmienił się subtelnie — pozostał ciepły, ale nabrał troski, jakby ktoś, kto przez lata opowiadał o innych, nagle zrozumiał, że może pomóc najbliższym. Widać było, że to nie tylko kampania reklamowa z własną marką ZEBRA STORE, ale coś głębszego — empatia przetłumaczona na gest. Kobiety, które wcześniej mówiły jej dyskretnie o swoich cierpieniach, stały się teraz niejawnym inspiracją. Kolorowe chusty, które kiedyś służyły jako dodatek do stroju w Ugandzie, teraz miały ratować kobiecość.

W tym wszystkim był Szymon Źródłowski — jedyna osoba, której imię pojawia się choć raz w creditsach, montujący film o drzewach dla świata. Jego obecność to cichy ślad współudziału, może partnera, może przyjaciela, który pomagał skleić obrazy z różnych kontynentów. Innych osób, które mogły towarzyszyć jej w podróżach, już nie widać. Wojtek z Zanzibaru, z którym planowała spotkanie, dawno nie wraca na ekran. Świat, który kiedyś był gęsty od ludzi, teraz wydaje się bardziej samotny.

Największe sukcesy? To nie liczba subskrypcji, ale Street Food z Port Sudan, który przekroczył 20 tysięcy odsłon, i film o ceremonii Hamerów — blisko 4 tysiące wizyt, mimo że temat był trudny. To dowód, że ludzie chcieli widzieć nie tylko piękno, ale też prawdę. Nie powiodło się za to przekonanie do Filipin jako kraju tylko dla plaż — seria filmów z 2020 roku miała niskie odsłony, choć była pełna entuzjazmu. Może przesadziła z powtórkami. A może świat był już zmęczony adrenaliną.

Ostatni film, z marca 2025 roku, znów mówi o dziwnym jedzeniu — skorpionach. Wraca do formy, ale nie do ducha. Była już tu i tam, widziała kościoły wycięte w skale i goryle w mglistych lasach, teraz pokazuje, jak jeść pędraki. Ale w tle słychać, że coś się kończy. Że kamera wciąż działa, ale serce może już nie tłuc się w tym samym rytmie co kiedyś.

To historia kobiety, która wychowała się na programach podróżniczych, a potem stała się jednym z nich — tylko że z szpilkami w plecaku i sercem w Afryce.