Skip to content
VideoPolacy
Profile Background

Tarka W Drodze

Tarka W Drodze
15K+ subskrybentów
Obserwuj
przygodapodróżekultura

Tarka W Drodze: o nieustannym ruchu, zacienionych zatokach i życiu na krawędzi mapy

Była kiedyś dziewczyna, która zamiast zatrzymywać się, postanowiła tylko jechać. Zaczęło się od listów motywacyjnych do biur podróży, które tłumaczyły nie tyle jej doświadczenie, ile tę chorobliwą potrzebę zmiany horyzontów. Zaraz po studiach wybrała pierwszą możliwość wyjazdu — sezon w Rodos — i już nigdy się nie odwróciła. Pół roku tu, pół roku tam, jakby życie składało się z kartek kalendarza wyrywanych na brzegach oceanu. Maroko, Tajlandia, Dominikana — wszystko po kolei, z plecakiem i cichym przekonaniem, że świat jest za mały, by mieszkać w jednym miejscu.

W końcu zatrzymała się na Krecie. Choć „zatrzymała” to zbyt mocne słowo — raczej zadomowiła się tymczasowo, jak podróżnik, który postanawia odpocząć pod drzewem, zanim ruszy dalej. Tu, na greckiej wysepce, gdzie latem nie trzeba liczyć dni, a zimą i tak nie pada, zaczęła pracować jako pilot sezonowy, a potem założyła własną działalność. Była to działalność o nieokreślonym profilu — może turystyczna, może kreatywna, może przede wszystkim życiowa. Połączenie wyprowadzania wycieczek, dzielenia się wrażeniami i utrzymywania kontaktu z ludźmi, którzy jak ona, szukają czegoś więcej niż tylko plaży z ręcznikami.

Z mężem Januszem — tak go nazywa rodzina i znajomi — mieszkają gdzieś pomiędzy wspinaczkami, nurkowaniem i snem w latarni morskiej. Tak, dokładnie: w latarni morskiej, gdzie za oknem nie ma sąsiadów, tylko morze i mgła, a za dnia majaczą sylwetki żółwi w jaskiniach i niemieckie bunkry, których nikt nie remontował od 1945 roku. Ich życie przypomina serię krótkich filmów, które z czasem zlały się w jedną długą narrację o tym, jak można żyć poza kalendarzem biura, poza standardowym etatem i poza pomysłem, że stabilność to jedyny sposób.

Kanał zaczął się w czerwcu 2020 roku, w czasie, gdy świat się zatrzymał. Ironia nie umknęła jej uwadze: zaczynała projekt o podróży, gdy żadne podróże nie były możliwe. Ale właśnie wtedy, z pustymi rękami i pełnymi marzeń, postanowiła opowiadać — o Krecie, o Santorini, o Meteorch, gdzie klasztory sterczą na skałach jak wyjęte z bajki. Pierwsze filmy były pełne entuzjazmu i GoPro, a potem stopniowo zaczęły się rozwijać, nabierając formy i głębi. Zamiast tylko pokazywać, zaczęła opisywać — jak wygląda najpiękniejszy zachód słońca na Oia, gdzie nie ma tłumu; jak dotrzeć do Balos — samochodem czy promem; ile kosztuje mieszkanie na Krecie, a nawet ile waży plecak, który trzeba wziąć na wędrówkę do Samaria.

Z czasem pojawił się John Giannelis — That Greek Guy — operator, dronista, współautor. Nie zastąpił jej, ale stał się cichym partnerem w kadrze, człowiekiem, który wie, gdzie ustawić aparat, by świat wyglądał dokładnie tak, jak ona go widzi. Razem pokazywali plaże, które wyglądają jak Karaiby, i wąwozy, które przypominają sceny z filmów fantasy. Pokazywali też rzeczy mniej spektakularne, ale równie ważne: ceny w sklepie, zasady przewozu samochodu, jak nie dać się naciągnąć w Santorini. Ich filmiki to nie tylko wizualna poezja, ale też podręcznik dla tych, którzy chcą podróżować inaczej — taniej, wolniej, głębiej.

W 2021 roku byli na Maderze — ostatniej „przed-covidowej” wyprawie, jak się później okazało. Przed pandemią. Potem wszystko się przekręciło. Ale zamiast się zatrzymać, przeszli na nowe terytorium: kampery, wyjazdy samochodem, rejsy po nieznanych wyspach. Zaczęli wypożyczać pojazdy, które były domem i biurem zarazem. Kamera wciąż kręciła, nawet gdy padało, nawet gdy nie było sygnału, nawet gdy Janusz narzekał, że znowu zapomniała o ładowarce.

Ich kanał rozrósł się jak dzika winorośl — z Kretą w centrum, ale z korzeniami sięgającymi Azji, Afryki i Ameryki Południowej. Byli w Kostaryce, gdzie nurkowali z rekinami i jeździli po dżungli; w Omanie, gdzie kupowali kozy na targu i spaniali w pustyni; w Indonezji, gdzie widzieli żółwie i wulkan Bromo; na Islandii, gdzie kamper był jedynym schronieniem przed mrozem. Potem Namibia — safari w Etoshie, wydmy Sossusvlei, Spitzkoppe jak kamień z filmu o kowbojach. I w końcu Uzbekistan, Galapagos, Ekwador, RPA — wszystko jakby po kolei, z cichą konsekwencją kolekcjonera niezwykłych miejsc.

Film o Krecie z 2024 roku, gdzie pokazywali 54 plaże w 4K, miał ponad 160 tysięcy odsłuchań — jeden z najlepszych wyników. Ale największym sukcesem nie było to, ile osób kliknęło „subskrybuj”, tylko to, że ludzie zaczęli pisać: „Po twoim filmie pojechałem do Drakolimni. Było lepiej niż myślałem.” Albo: „W końcu zrozumiałem, co znaczy siga-siga.”

Były też potknięcia. Film o Bali z 2024 roku, gdzie mówiła szczerze o oszustwach, korkach i turystycznej natarczywości, nie był najpopularniejszy, ale był ważny — bo pokazywał, że raj ma cienie. I że nie trzeba udawać, by być autentycznym. Kiedyś zniknęły filmiki o rezerwacjach pośrednich, kiedy strona TarkaWDrodze.pl przestała działać, ale nikt tego nie skomentował — po prostu przeszli dalej.

Z czasem zaczęli pojawiać się mniej — nie tylko ona, ale i John, i Janusz. Kamery często były same, kadr zastygał na krajobrazie, a głos mówił o tym, co było, a nie o tym, co jest. Jakby podróżowała wciąż, ale już nie zawsze razem z nimi.

Zniknęły tematy — np. porady dla młodych podróżniczek, które były na początku. Zmienił się ton — z entuzjastycznego na bardziej refleksyjny. Zamiast „musisz zobaczyć to!”, zaczęło być: „może warto zatrzymać się tu na chwilę”.

Ich największe filmy — poza tymi o Krecie — to te, gdzie pokazywali rzeczy, których nie da się kupić: zachód słońca nad Gavdos, widok z Lycabettus, wodospady Wiktorii z obu stron granicy. Ale najważniejszy był ten o Thirasia — małej wyspie przy Santorini — gdzie mówiła, że czasem to, co najmniej znane, jest najbardziej prawdziwe.

Do dziś nie ma jasnego podziału, co jest kanałem, a co życiem. Czy to oni pokazują świat, czy świat pokazuje ich? Czasem wydaje się, że to ona wciąż szuka tego jednego miejsca, gdzie mogłaby zostać. Ale może to tylko taka gra — bo gdyby przestała szukać, przestałaby być sobą.

To historia osoby, która wciąż jest w drodze — nie dlatego, że musi, ale dlatego, że tylko w ruchu czuje się w domu.