
Marzena Figiel-Strzała: Opowieść o kobiecie, która mówi światu o dzieciach świata
Gdzieś między warszawskimi ulicami a dżunglami Meksyku, między pustynią Thar a lodowatymi wiatrami Kibery, przemieszcza się cichy, pełen empatii głos, który nie krzyczy, ale powtarza raz po raz: patrz. Patrz, jak wygląda życie dzieci, których imion nie zna świat, a losy są nierozłącznie splecione z brakiem wody, pracy, edukacji. Ten głos należy do Marzeny Figiel-Strzały, dziennikarki, aktorki, podróżniczki-reporterkę, której nazwisko stopniowo stało się synonimem dokumentacji życia dzieci z najdalszych zakątków planety. Jej kanał, Telling Stories, to nie kolekcja egzotycznych obrazów, ale systematyczne, często bolesne, zawsze wprost patrzące w oczy zapisy rzeczywistości, w których dziecko jest zarówno ofiarą, jak i bohaterem.
Zanim zaczęła opowiadać historie z ambasady ludzi, których nikt nie słucha, była aktorką, której głos i obecność mogłyby pozostać w teatralnych lożach. Ale los, albo może tylko głębszy instynkt, popchnął ją w kierunku reportażu – gatunku, w którym nie gra się roli, tylko się nią staje. Przez wiele lat pracowała jako dziennikarka, a potem zawiesiła mikrofon nad biurkiem, by unieść go wysoko nad pustyniami, w górach, w slumsach. Mieszka gdzieś między Europą a Afryką, choć trudno byłoby ją przywiązać do jednego adresu. Jeden film może być zrealizowany w Kenii, następny w Indiach, potem w Namibii, a potem w Bangladeszu – miejsca zmieniają się jak sceny w długim, nie kończącym się spektaklu życia. Wiadomo, że często przebywa na terenie Afryki, a jej mąż, Damian Strzała, to stały towarzysz wypraw, operator, który przez obiektyw uchwycił tyle samo nędzy, co godności. Razem tworzą duet, którego narracja nie wymaga dialogów – wystarczy, że stoją w odpowiednim miejscu, w odpowiednim czasie, z włączonym aparatem i otwartym sercem.
Jej droga do cyklu Dzieci Świata nie była zaplanowana, raczej wyrosła z potrzeby. Początkowo, w 2018 roku, pojawił się filmik o Suim, osieroconym chłopcu sprzedającym pocztówki pod Angkorem – krótki, nieśmiały zwiastun, który zapowiadał coś większego. Dopiero dwa lata później, w 2020, świat zaczął słuchać. Wtedy to opowiedziała o Jane, małej Masajce z Kenii, która biegnie 4 kilometry do szkoły, a potem wraca, by przynieść wodę i zjeść miseczkę ugali. Film otrząsnął widzów – nie dlatego, że pokazywał biedę, ale dlatego, że pokazywał ją przez perspektywę dziecka, bez sensacyjności, z prostotą przerażającą w swojej szcerości. To był przełom, jeśli można tak nazwać moment, w którym dostrzeżenie staje się obowiązkiem. Od tej pory Dzieci Świata to nie tylko cykl, ale misja – pokazywać świat bez różowych okularów, ale też bez cynizmu.
Kolejne wydarzenia rozwijały się jak sznurowanie paciorków: jeden przypadek, jeden kontakt, jedno „proszę, opowiedz o nas”. Po Jane przyszła Mary, sierotka z Kibery, potem Gin Gin i Sui, pracujące dzieci z Birmy i Kambodży, potem Mina, porzucona dziewczynka na pustyni Thar, a potem Rajiv Mahji, który dzięki pomocy zebrańej po filmie o fabrykach cegieł w Nepalu może dziś chodzić do szkoły. Każdy reportaż to nie tylko historia, ale akcja – po premierze filmu zawsze uruchamiana jest zbiórka, a cała zebrana kwota trafia bezpośrednio do bohatera lub jego społeczności. Marzena nie zarabia na filmach – nie ma reklam, nie ma sponsorów, nie ma płatnych promocji. Wszystko, co tworzy, udostępnia za darmo, bo jej biznes-plan to empatia, a walutą są zaufanie i wspólna świadomość.
To właśnie w 2021 roku, po filmie Himba znaczy głód, kiedy zebrano środki na mąkę kukurydzianą i pompę wodną dla szkoły w Epupa, stało się jasne, że to nie tylko dziennikarstwo, ale forma pomocy humanitarnej w czasie rzeczywistym. Reportaż nie kończy się końcówką – zaczyna się akcją. A potem, jakby sama rzeczywistość chciała przypomnieć, że nie zawsze wystarczy dobra wola, zdarzyło się coś, co zmieniło ton jej narracji. W 2022 roku, w Etiopii, podczas wyprawy do plemienia Surma, została zaatakowana. Opowiedziała o tym później, po dwóch miesiącach ciszy – w filmie, który brzmiał jak dreszczowiec, ale był trudniejszy, bo opowiadał o strachu, o braku kontroli, o granicy, za którą ciekawość może kosztować życie. To wydarzenie było punktem zwrotnym – nie odmówiła dalszych podróży, ale zaczęła opowiadać nie tylko o innych, ale i o sobie, o swoim miejscu w tej historii, o granicy między obserwatorem a uczestnikiem.
Z czasem jej zainteresowania się poszerzały. Z jednego narracyjnego wątku – dziecko w trudnych warunkach – przeszła do analizy systemów. Zaczęła pokazywać łańcuchy, które wiążą biedę w Afryce z naszymi kosmetykami, telefonami, ubraniami. Film Ciemna strona rozświetlacza o nielegalnej pracy dzieci w kopalniach miki w Indiach, a potem kontynuacja tej historii na Madagaskarze – gdzie dzieci wydobywają minerał za trzy złote za trzydzieści kilogramów – to nie tylko dokument, ale zarazem oskarżenie. Pokazała, że mika w naszych serduszkach może być pokryta krwią. Podobnie z fabrykami cegieł w Nepalu czy ubrań w Bangladeszu – zamiast pokazywać tylko nędzę, pokazała, kto z niej profituje, jak system wyzysku jest zorganizowany, a nawet jak certyfikaty mogą być fałszywą fasadą, za którą kobiety pracują za 450 zł miesięcznie, a ich dzieci dorabiają, robiąc świeczki na komary.
W jej filmach przestają pojawiać się niektóre tematy – np. czysta podróż turystyczna czy kulturowe pokazy dla obcokrajowców. Zamiast tego mówi o tym, co dzieje się za kulisami: jak Surma są destabilizowani przez wojny graniczne, jak Himba cierpią z powodu suszy i braku dostępu do wody, jak w Etiopii dziewczynki są wydawane za mąż siłą, a ich marzeniem jest ucieczka. Nie pomija też szczegółów – opowiada, jak kobiety Himba nie myją się wodą, ale używają oleju i ochry, skąd mają pomarańczową skórę, dlaczego noszą ciężkie stroje i jak zmienia się ich fryzura w zależności od statusu. To nie są egzotyczne ciekawostki – to fragmenty życia, które pomagają zrozumieć, że „inny świat” to nie teatr, ale codzienność.
W jej opowieściach pojawia się coraz więcej ludzi. Oprócz męża Damiana, który zawsze trzyma kamerę, jest też Mateusz Bobek, montujący pierwsze reportaże, a potem Paweł Wrona, który przejmuje tę rolę i staje się stałym współpracownikiem. Są też lokalni przewodnicy – Manoj Yadav w Indiach, Navab Khan na pustyni Thar, przewodnicy w Etiopii – bez nich nie byłoby dostępu do zamkniętych społeczności. Pojawiają się też patroni – ludzie zebrani w jednym ciągu nazwisk na końcu filmów, którzy wspierają montaż, produkcję, wyjazdy. Nie są herosami narracji, ale ich obecność świadczy o tym, że ta historia nie jest tylko o jednej kobiecie, ale o wspólnocie.
Nie wszystkie filmy odnoszą sukcesy oglądalności, ale największe z nich – Dzieci Świata - Ciemna strona rozświetlacza (ponad 289 tys. wyświetleń), Made in Bangladesh (ponad 250 tys.) czy Zjadacze szczurów. Fabryki cegieł | NEPAL (ponad 300 tys.) – to właśnie te, które wskazują palcem. To one wzbudzają najwięcej dyskusji, bo nie wystarczy płakać – trzeba działać. Wśród porażek nie ma filmów, które przyniosłyby zawód, ale raczej te, które zostały zignorowane. Na przykład film o Międzynarodowym Dniu Sprzeciwu wobec Pracy Dzieci z 2022 roku ma najsłabsze wyświetlenia – być może dlatego, że to nie historia, tylko fakt. A ludzie chcą historii.
Obecnie, w 2025 roku, jej narracja cicho zmienia ton. Ostatni film o grupie tanecznej Hypers Kids Africa z Ugandy pokazuje nie tylko biedę, ale i nadzieję – dzieci, które dzięki tanecznemu talentowi i determinacji wydostały się z ulicy, zdobyły miliony na Instagramie, występują w America’s Got Talent. To nie ucieczka od tematu, ale jego rozwinięcie – pokazuje, że życie w skrajnej biedzie nie oznacza braku możliwości, że marzenia mogą być tańczone, a nie tylko opowiadane. I być może właśnie w tym leży sedno całej jej opowieści: nie chodzi o to, by ludzie patrzyli z litością, ale by patrzyli – i widzieli w tych dzieciach nie ofiary, ale ludzi.
Ta historia to nie opowieść o sukcesach, ale o uporze – o kobiecie, która wierzy, że opowiadanie może zmienić świat, nawet jeśli zmienia go tylko o kilka parówek, kilka miseczek mąki, kilka miejsc w szkole. I choć nie wie się, gdzie dokładnie mieszka, wiadomo, że mieszka tam, gdzie ktoś potrzebuje, by o nim opowiedzieć.