
To są Chiny
Kim są twórcy kanału
To są Chiny to nie tylko nazwa kanału, ale także zaproszenie do świata, który dla większości Polaków pozostaje daleki, egzotyczny, a zarazem pełen nieoczekiwanych kontrastów. Za ekranem tkwią dwie postacie, których obecność najpierw odczuwa się pośrednio – w głosach komentujących sceny z chińskich ulic, w kadrach, gdzie pojawia się druga osoba nagrywająca, albo w imprezowych scenach, gdzie jeden z nich, MaoMao, pojawia się przy stole pełnym jedzenia i śmiechu. To historia o parze – on, narrator, główny głos, twarz kanału, i ona, obecna w tle, ale kluczowa dla kontekstu ich życia. Razem mieszkają w Chinach, prowadzą codzienne życie wśród dronów, targowisk z wężami, chińskich pól ryżowych i wielkich miast o nazwach brzmiących jak melodia – Guangzhou, Shenzhen, Ningbo, Yibin. Ich codzienność to mieszanka ciekawości, odwagi i lekkiego, ale nigdy niestosownego humoru, z którym odbierają rzeczywistość, która dla nich stała się domem.
Gdzie mieszkają i skąd przyszli
Ich historia w Chinach nie zaczyna się od momentu założenia kanału, ale z pewnością nabiera sensu dopiero wted0, gdy pandemia zamyka świat, a oni – być może przypadkiem, być może zaplanowanie – są po tej stronie globu, tam, gdzie epidemia najpierw eksplodowała, a potem niesamowicie szybko została opanowana. Pierwsze filmy powstają na osiedlu objętym kwarantanną, gdzie policja aresztuje za brak masek, a mieszkańcy przemieszczają się tylko z dokumentami. To nie są reportaże z wojny, ale raczej ciekawość z pierwszej linii frontu – jak żyje się, gdy cały kraj zatrzymuje się jak zegar. Ich dom, choć nieujawniony, można odgadnąć po kontekście: gdzieś w południowych Chinach, niedaleko granicy z Hongkongiem, być może w pobliżu Shenzhen czy Guangzhou – miast, które pojawiają się w opisach, w muzyce, w klimacie ich filmów. W tle słychać języki, które nie są chińskimi dialektami, ale raczej polską narrację z lekkim akcentem, który raz na jakiś czas sami wyśmiewają, przyznając, że brzmi „przykro” w porównaniu z płynnymi chińskimi głosami.
Czym zajmowali się wcześniej
Przed Chinami byli Polakami, którzy wyjechali – nie wiadomo, czy na stałe, czy na próbę. Nie ma śladów po wcześniejszej kariery publicznej, żadnych wspomnień o pracy w Polsce, ani wzmianek o karierze przed podróżą. Ale bardzo szybko pojawia się w filmach biznesowy wątek: numer telefonu, adres e-mail, oferty współpracy, importu, kontaktów handlowych. Ich kanał szybko staje się nie tylko dokumentem życia w Chinach, ale również narzędziem do promowania działalności – może pośrednictwa, może importu produktów, być może czegoś związanego z energią słoneczną, skoro pojawił się film o fotowoltaice z Chin. Widać, że nie są tu tylko po to, by oglądać, ale po to, by działać – założyć firmę, budować most między kulturami, handel, a może nawet marzenie o własnym biznesie w Państwie Środka. Ich pasja do jedzenia ulicznego, ceny alkoholu i obserwacji codzienności szybko przeradza się w coś więcej niż zwykły vlog – to projekt ekonomiczny, społeczny, kulturowy.
Chronologia życia w kraju Środka
Wszystko zaczyna się w lutym 2020 roku, w chwili, gdy reszta świata zatrzymuje się z przerażeniem, a oni – jakby przypadkiem – są właśnie tam, gdzie wszystko się zaczęło. Ich pierwszy film, „W jaki sposób Chiny pokonały pandemię”, zdobywa niemal milion odsłon – niesamowity wynik dla nowego kanału. Nagle stają się głosem z wnętrza, przewodnikami przez surrealistyczny świat zamykania osiedli, policji z karabinami i codziennej walki z wirusem. W ciągu kilku tygodni publikują serię o kwarantannie, cenach, policji, wsiach objętych ograniczeniami. To czas intensywnego doświadczenia – nie tylko kulturowego, ale emocjonalnego. W tle słychać muzykę Michała Stropeka, która nadaje ich filmom nieoczekiwanie polski, niemal domowy klimat – jakby przypominała, że pomimo odległości, coś jeszcze łączy.
W miarę jak epidemia słabnie, ich narracja się zmienia. Zastępują strach ciekawością. Zamiast raportów z kwarantanny – jedzenie uliczne, stuletnie jajka, żaby w restauracjach, piwo tańsze niż woda. Ich kamera wędruje z blokowisk do wiosek, z targów do plaż, z fabryk masek do chińskich wesel. W 2020 roku organizują wyprawę do wiejskiego chińskiego wesele – trzy kolacje, odpędzanie duchów, kąpiele pod wodospadami, a na koniec – zakup rudy z dachu w starym mieście Dynastii Ming. To nie są już tylko filmy o ciekawostkach, ale prawdziwa podróż do serca prowincjonalnych Chin, do świata, który rzadko pokazują oficjalne media.
Ich relacja z Chinami rozwija się wraz z kanałem. Z obserwatorów stają się uczestnikami. Nie tylko pokazują, ale też uczestniczą – jedzą żaby, piją bimber (baijiu), rozmawiają z lokalnymi, negocjują ceny, uczą się kultury. W drugim kanale, który wspominają kilkakrotnie (choć nie rozwijają go publicznie), obiecywali pokazywać życie codzienne – być może bardziej prywatne, bardziej osobiste. Ten kanał jednak zanika bez komentarza, a jego wspomnienie przestaje pojawiać się po wiosennym 2020 roku.
Po 2020 roku tempo publikacji maleje. Z miesięcznych odcinków przechodzą na kilka filmów rocznie. Tematy zmieniają się – z codzienności na architekturę, mosty, miasta, statystyki. Film o gigantycznych mostach Chin, o skopiowanym Kapitolu w Fuyang, o stolicy herbaty w Xinyang – to już nie reportaże z życia, ale bardziej dokumenty geograficzne, niemal szkolne prezentacje. Ich pasja do jedzenia i ludzi ustępuje miejsca chłodniejszej narracji o liczbach, cennikach, budowlach. Znikają sceny z MaoMao, znikają imprezy, kąpiele, wesela. Znika też muzyka, która była ich znakiem rozpoznawczym – ostatnie filmy mają tylko dźwięk otoczenia.
Co zmieniło ich drogę
Przełomową chwilą była pandemia – nie tylko dlatego, że dała im pierwszy viralowy sukces, ale dlatego, że zmusiła ich do wyboru: zostać obserwatorami lub zostać uczestnikami. Wybrali drugie. Ich decyzja, by zostać w Chinach, gdy świat się zamykał, i dokumentować to, co się dzieje, dała im unikalną pozycję – byli jedynymi Polakami pokazującymi epidemię z wnętrza. To otworzyło drzwi do popularności, ale też do odpowiedzialności. Gdy epidemia minęła, trudno było wrócić do tego samego tonu. Śmieszne ceny alkoholu i wódka tańsza niż mleko mogły działać w czasie strachu – ale po nim potrzebna była nowa narracja. I tu wybrali drogę dokumentalną: ceny mieszkań, miasta, mosty, alkohol, herbata. Nie było już miejsca na spontaniczność, ale pojawiła się solidność, rzeczowość, choć z czasem – pewna monotonność.
Co już nie wróci
Zniknęły emocje z pierwszych miesięcy. Zniknęła euforia z pokazywania chińskich dziwactw. Zniknęła obecność MaoMao – po 2020 roku nie pojawia się więcej w filmach, choć wspominają ją w jednym z tytułów. Zniknął drugi kanał – ten, który miał pokazywać życie codzienne. Zniknęła muzyka Michała Stropeka jako stały element – ostatnie filmy nie mają jej w opisach, a klimat się zmienił. Zniknęły również tematy takie jak policja, kwarantanna, biznes antywirusowy – rzeczy, które były ważne w 2020 roku, ale dziś wydają się przeszłością. Nawet humor – kiedyś subtelny, czasem celowo przerysowany („jak pozyskać moc trzech penisów”) – ustał. Teraz mówią o cenach mieszkań i budowlach jak ekonomiści na konferencji.
Najważniejsze osoby
Poza narratorzem, jedyną osobą, która pojawia się regularnie, jest MaoMao – jego partnerka, obecna w filmach z imprez, w kadrach z obiadem, w komentarzach. Jej obecność dodaje ciepła, ale po 2020 roku jej ślad znika. Nie ma ani jednego wspomnienia po tym czasie. Michał Stropek, choć nie pojawia się fizycznie, jest trzecią, niezauważalną postacią kanału – jego muzyka to dźwięk tosachiny.pl, to melodia, która łączy wszystkie filmy z pierwszego roku. Jego brak w późniejszych produkcjach jest jak zmiana pory roku – z ciepłej wiosny do chłodnej jesieni.
Sukcesy i potknięcia
Największym sukcesem był pierwszy film – niemal milion odsłon, co dla nowego kanału to wynik niesamowity. To on otworzył drzwi, dał zaufanie, zbudował społeczność. Kolejnym sukcesem było utrzymanie tempa w pierwszym półroczu – 17 filmów w 6 miesięcy, tematycznie spójnych, różnorodnych, ale z unikalnym stylem. Potknięciem może być spadek jakości po 2020 roku – mniejsza ilość filmów, bardziej sucha narracja, brak rozwoju formatu. Nie udało im się przejść od „czasu pandemii” do „czasu codzienności” w sposób organiczny – ostatnie filmy wyglądają jak próba przedłużenia znanego formatu, bez nowej iskry.
Filmy najpopularniejsze
Największą popularnością cieszył się debiutancki film o pokonywaniu pandemii – blisko milion odsłon. Tuż po nim – „Ile zarabia przeciętny Chińczyk” i „Chińskie jedzenie uliczne cz.1”, które przekroczyły 200 tysięcy. To właśnie jedzenie, pieniądze i pandemia – trzy tematy, które trafiły w sedno polskiej ciekawości. Za nimi idą filmy o piwie, cenach, weselach – tematy, które łączą humor z autentycznością. Ostatnie filmy, mimo pięknych kadrów z dronów, nie przekraczają 70 tysięcy – widzowie, którzy przybyli po emocjach, nie zostali po suchych faktach.
Podsumowanie
To są Chiny to historia o tym, jak pandemia mogła stać się szansą – na nowe życie, nową przygodę, nową narrację – ale też jak łatwo ją stracić, gdy się przestaje słuchać widzów i zaczyna mówić tylko dla siebie.