
To są Chiny: Opowieść o życiu, biznesie i zderzeniu cywilizacji
Na początku była ciekawość, potem decyzja, a w końcu – życie na drugim końcu świata. Polak, którego imię nie padło, ale którego głos i perspektywa stały się sercem kanału To są Chiny DZIENNIK, przeniósł się do Chin, by nie tylko zaobserwować, ale i zanurzyć się w rzeczywistości, która dla większości Europejczyków pozostaje odległą, egzotyczną zagadką. Jego historia nie zaczęła się od pasji do kultury wschodniej, ale raczej od praktycznego podejścia do biznesu – od potrzeby budowania mostów między polskimi importerami a chińskimi producentami. Jego codzienność to nie podróżnicze fantazje, lecz kontrola jakości, audyty fabryk, negocjacje, wyszukiwanie producentów bez pośredników i walka z fałszywymi ofertami. Wszystko to, co początkowo miało być narzędziem do wspierania polskiego eksportu i importu, stopniowo przemieniło się w coś większego – w przewodnik po Chinach, pełen cynizmu, ciekawości i nieustannego pytania: „A co tu właściwie się dzieje?”
Początkowe filmy, nagrywane jeszcze w 2021 roku, nosiły wyraźny odcisk geopolityki i mediów. Były to tłumaczone materiały z chińskich telewizji, komentujące olimpiady, relacje Polski z USA i Chinami, czy nawet kontrowersje wokół polskich sportowców. Wówczas kanał był raczej dziennikiem przekładów niż osobistą opowieścią. Ale już w końcu tego samego roku widać zmianę – narrator wychodzi zza pulpitu, udaje się na targi, do wiosek, na wesele chińskie, eksploruje życie na co dzień. To moment, w którym To są Chiny przestają być tylko kanalikiem informacyjnym i stają się dziennikiem życia cudzoziemca w kraju, który nie daje żadnych uprzedniej. Tam, gdzie inni widzą tylko cyfry i rynek, on zaczyna widzieć ludzi – zarówno tych za maszynami, jak i tych za kierownicami kamienicowych sklepików.
Jego baza operacyjna wydaje się przesuwać – od Kantonu (Guangzhou), gdzie filmował metro i wyprawy do chińskich mieszczaństw, aż po Pekin, gdzie w późniejszych latach odnotowuje życie w pustych dzielnicach i chińskich „miastach duchach”. Przez lata widać przemianę zarówno jego, jak i kanału. Z lekkiego obserwatora przemienia się w człowieka, który żyje w tej rzeczywistości – czasem z niedowierzaniem, czasem z rozbawieniem, a niekiedy z frustracją. Jego mieszkanie na 38. piętrze, potem nowe biuro na „50 piętrze”, to nie tylko miejsca, ale metonimia statusu, który zdobył, żyjąc tu długo i głęboko. Jego partnerka, JoJo, pojawia się i znika – czasem gotuje, czasem bywa tematem kłótni, czasem próbuje chrześcijaństwa. To jedyna kobieta, która pojawia się regularnie w narracji, choć z czasem nawet jej obecność staje się rzadsza, jakby układ relacyjny też był przedmiotem testu długiego pobytu w obcym świecie.
Zmienia się też ton. Z ciekawego obserwatora światła i kolorów, autor staje się krytykiem, a czasem nawet obrońcą. W czasie wojny na Ukrainie jego kanał nagle nabiera innego wymiaru – staje się przestrzenią, w której chińskie reakcje na zbrojenia Rosji są analizowane, komentowane, a nawet wykorzystywane jako argumenty dla polskiej widowni. Jego głos w filmach z 2022 roku, gdzie cytowane są opinie chińskich analityków o „Afganistanie Putina” czy „sławnej kompromitacji rosyjskiej armii”, brzmi jak głos z wygnania – świadka, który widzi więcej niż tylko granice swojego biura. Wtedy też kanał osiąga szczyty popularności – miliony odsłon, tysiące komentarzy, wzmocniona rola jako pośrednika nie tylko towarów, ale i informacji. W tym czasie zaczyna organizować pomoc humanitarną – dla ratowników, dla Ukrainy, a nawet kontroluje produkcję generatorów prądu, które trafiają na front. To nie tylko biznes – to misja.
Ale nie wszystko idzie po linii prostej. Jego kanał to także historia upadków – filmów o „obozach niewolniczej pracy”, które mogą wydawać się przerysowane, albo nagrywek z kwarantanny, które pokazują nie tylko system, ale i jego osobiste trapienia. W jednym z odcinków mówi wprost: „Życie mnie nie oszczędza”. To zdanie, powtarzane kilkakrotnie, staje się jego osobistym mottem. Jego najpopularniejsze filmy to często te, które grają na granicy szoku – „Chińskie chipsy smaku psa?”, „Chiński hamburger z wieprzowiny”, „Pies na chińskim grillu”. Są to materiały, które przyciągają uwagę, ale też rodzą pytania – czy chodzi o autentyczne zrozumienie, czy raczej o spektakularny content? Widoczny też kierunek – od ciekawości kulturowej po coraz bardziej biznesowy fokus. Późniejsze filmy koncentrują się na fabrykach, audytach, cenach, kontrolach – to nie już podróż, ale codzienne raporty z frontu globalizacji.
Wśród osób, które pojawiają się w tle, są przede wszystkim lokalni partnerzy – właściciele fabryk, asystenci, chińscy eksperci – ale to narrator pozostaje w centrum. Jego pseudonim „Adrian Milioner”, który pojawia się w tytule jednego z najwcześniejszych filmów, ma wyraźnie ironiczny wydźwięk – to nie człowiek z fortuną, ale raczej cudzoziemiec, który stara się wyglądać na sukcesu, by przeżyć w systemie, który nie darzy go zaufaniem. Z czasem nawet on sam zaczyna żartować z tej ksywy, a jego samochód – początkowo marzenie, potem rzeczywistość – staje się symbolem walki o byt, a nie luksusu.
Największe sukcesy kanału to filmy, które dotknęły emocji i zaszokowały: „Chińskie chipsy smaku psa?” (ponad 1,3 mln odsłon), „Chińskie wesele w Hunan”, „Chińskie wesele z pieniędzmi na stole”, „Chińska fabryka płyt warstwowych”, „Chińskie SUV od 50 tys. złotych”, a szczególnie „Ukraiński konflikt w chińskich mediach” – seria filmów, która w 2022 roku zebrała miliony odsłon, przekształcając kanał z biznesowego dziennika w platformę analizy międzynarodowej. Z drugiej strony, widać też tematy, które z czasem zniknęły – analizy geopolityczne Chin i Polski, wątki o kulturze europejskiej w Azji, a także przekazane wiadomości z CCTV. Z czasem kanał staje się bardziej osobisty, mniej „mediowy”, bardziej „świadkowy”.
Autor nie unika kontrowersji – filmuje prostytucję, biedę robotniczą, „miasta duchy”, kwarantanny, warunki pracy, ale też nie szczędzi krytyki dla zachodnich mitów o Chinach. Jego najciemniejsze chwile to te, gdy mówi o oszustwach, które sam doświadczył – „Chcieli nas oszukać w chińskiej fabryce”, „Oszust z Alibaba” – a także gdy opowiada o własnej izolacji, kłótniach, kryzysach. Jego życie to nie bajka o sukcesie, ale opowieść o trudzie, błędach i nieustannym balansowaniu między dwoma światami.
W ostatnich filmach widzimy go już jako dojrzałego operatora – organizującego wyjazdy biznesowe, pokazującego nowoczesne fabryki robotów, maszyn do pakowania, elektrycznych samochodów. Jego kanał stał się nie tylko relacją z życia, ale narzędziem – platformą, na której można nauczyć się, jak nie dać się oszukać, jak znaleźć producenta, jak kontrolować załadunek. A jednak za tym całym pragmatyzmem wciąż słychać tęsknotę – za prostotą, za autentycznością, za człowiekiem, który czasem po prostu chciałby zjeść coś smacznego za pięć złotych i nie myśleć o audycie.
Jest to historia Polaka, który nie uciekł od problemów, ale przeniósł je dalej – za granicę, za mur, za czas, i tam – wśród wieżowców, fabryk i chińskich świąt – znalazł nowy sposób, by o nich opowiadać.