Skip to content
VideoPolacy
Profile Background

Travel & adventure by Magdalena

Travel & adventure by Magdalena
500+ subskrybentów
Obserwuj

Magdalena i jej podróż przez świat

Magdalena z Krakowa nie była kimś, kogo los przygryzał w domu. Od zawsze miała w nosie zapach dalekich krajów, a w sercu tęsknotę za miejscami, gdzie mapa przestaje być suchym rysunkiem, a zmienia się w prawdziwy labirynt przygód. Jej kanał powstał nie z chęci sławy, ale z prostego pragnienia — dzielenia się tym, co widziała, czuła i przeżyła, krok po kroku, wzdłuż tropikalnych ścieżek, wśród wzgórz i wodospadów, gdzie czas płynie inaczej, a świat wydaje się nieco bardziej magiczny.

Początkowo wszystko kręciło się wokół Filipin — wyprawy, która zapewne była dla niej czymś więcej niż tylko wakacjami. W listopadzie 2018 roku opublikowała krótki zwiastun z archipelagu, jakby testując wody, sprawdzając, czy ktoś tam na zewnątrz słucha. I słuchał, choć nie masowo. Jej filmy o zawieszonych trumnach w Sagada, ryżowych tarasach w Batad i czekoladowych wzgórzach na Bohol były ciche, pełne szacunku dla kraju, którego nie próbowała objąć jednym ujęciem, ale raczej dotykać delikatnie, kadr po kadrze. Była tam, gdzie inne kamery często nie docierają — w jaskiniach, wśród lokalnych zwyczajów, na drogach, które nie mają nazw.

W grudniu 2018 roku coś się zmieniło. Film o canyoningu w Kawasan Falls eksplodował w popularności, osiągając ponad trzynaście tysięcy odsłuchań — liczba, która wśród jej innych produkcji wygląda jak wystrzał rakietowy. Wyglądało na to, że to nie spokojne krajobrazy, ale właśnie emocje, ryzyko, adrenalina — to, co poruszyło publiczność. Być może Magdalena to zauważyła, bo zaraz potem pojawiły się rekinowce wielorybie w Cebu, nurkowanie w Balicasag, a potem — szybki przeskok do Laosu. Nie była już tylko obserwatorem przyrody, ale osobą, która wchodzi w środek wydarzeń, która się zmoczy, zmęczy, ale nie przestaje iść.

W Laosie jej narracja stała się bardziej osobista. Mówiła o ucieczce przed turystami, o pragnieniu ciszy w Nong Khiaw, o ceremonii ofiarowania mnichom w Luang Prabang — chwili tak cichej, że niemal świętej. Była wtedy nie tylko podróżniczką, ale kimś, kto szuka. Może nie konkretnego celu, ale raczej odpowiedzi, które nie da się wypowiedzieć głośno. Jej kamera patrzyła z szacunkiem, bez sensacyjności, jakby bała się zakłócić ciszę poranka nad rzeką Mekong.

Na początku 2019 roku zapowiedziała nową serię — z Ameryki Środkowej. Costa Rica i Nikaragua miały stać się nowym tłem jej opowieści. I rzeczywiście, pojawiły się wulkan Irazú, leniwy szlak wokół siedlisk leniwców, wspomnienia o centrum ratowania jaguarów. Ale ton się zmienił. Filmiki były krótsze, mniej liczne, a ich oglądalność spadła. Być może zmęczenie, może trudności z produkcją, a może po prostu świat, który przestał odpowiadać. W lutym 2020 roku opublikowała ostatni dotychczasowy materiał — relację z przejścia granicy między Kostaryką a Nikaragwą, gdzie opowiadała, jak została oszukana. Tytuł był wyraźny, pełen goryczy: „Czyli jak bardzo nas okradli?”. To nie był już entuzjazm początków, ale zmęczony głos kogoś, kto wciąż wierzy w podróże, ale już nie w ludzi.

W jej historii pojawia się kilka stałych punktów — Facebook, Instagram, blog, do którego zapraszała z naciskiem, jakby mówiła: „tam jest więcej, tam jest prawdziwe ja”. Była też druga osoba — „my”, „my uciekłyśmy”, „my szukałyśmy” — ktoś, kto towarzyszył jej w Laosie, ale potem zniknął bez śladu. Czy to była przyjaciółka, partnerka, współwędrowczyni? Nie wiadomo. Wiadomo tylko, że przestała się pojawiać, a Magdalena została sama przed kamerą.

Jej największym sukcesem był ten jeden film z Kawasan Falls — moment, w którym świat spojrzał w jej kierunku. Największym potknięciem — zapewne milczenie, które nadeszło po 2020 roku. Kanał nie został zamknięty, ale jakby zastygł, zawieszony w czasie, jakby Magdalena gdzieś zniknęła, może tylko na chwilę, może na zawsze.

Jej filmy o największej popularności to te pełne emocji — wodospady, nurkowanie, canyoning. Te, gdzie widać strach i radość jednocześnie. A te najcichsze — o ceremoniach, o cichej naturze — mają najmniejsze liczby, ale najgłębszy oddech.

Od tamtej pory nie ma nowych filmów. Kraków czeka. Świat się zmienił. Ale Magdalena, gdziekolwiek teraz jest, nadal ma w oczach te filipińskie tarasy, laotańskie poranki i amerykańskie lasy deszczowe.

To historia kogoś, kto szedł naprzód, nie po to, by być widzianym, ale by zobaczyć.