Skip to content
VideoPolacy
Profile Background

Uwielbiam Francję od kuchni

Uwielbiam Francję od kuchni
1K+ subskrybentów
Obserwuj
kulturaprzygodajedzenie

Karolina i Cyrille: opowieść o miłości do Francji, jednej na północy, drugiej na południu

Karolina zaczęła swoje życie we Francji z dużą pomarańczową walizką, tysiącem e-maili i marzeniem o pałacu, które brzmiało jak szaleństwo – przynajmniej w uszach jej byłych chłopaków. Przyjechała tu z Warszawy, gdzie kiedyś mieszkała jak „szczur w suterenie”, a potem, dzięki odwadze i graficznemu talentowi, zamieszkała we francuskim zamku pod Bordeaux – Château du Payre, gdzie za usługę stworzenia nowej wizji graficznej zaakceptowano zakwaterowanie. To był początek jej francuskiej przygody, początkowo niepewny, pełen emocji, ale też pełen niemal magii – bo jak inaczej nazwać chwilę, gdy otwierasz okno w dawnym dworze i widzisz winnice oraz park, a w głowie zajaśniało: „Bravo, Karolina! Zrobiłaś to”? Przez kilka miesięcy pracowała intensywnie dla Valérie, właścicielki winnicy, uczestniczyła w degustacjach, budowała relacje, a jednym z pierwszych ludzi, którzy jej pomogli, był Jean-Stephane – francuski entuzjasta wina, który dał jej pracę, choć nie miała pieniędzy, i którego logotyp do dziś wisi w jego domu. Później przyszła telewizja – program Jestem z Polski – i zrealizowanie się scenariusza, który kiedyś wydawał się niemożliwy: opowieść o wyjściu z warszawskiej ciasnoty do serca francuskiej architektonicznej urody została pokazana milionom widzów.

Z czasem los doprowadził ją do Dordogne, regionu, który stopniowo stał się jej nowym domem. Tam poznała Cyrille’a, Francuza z duszą podróżnika, człowieka, który nie boi się motocykla, trasy przez Góry Owernii ani jednodniowego maratonu po trzynastu zamkach. Razem stworzyli coś więcej niż związek – stworzyli projekt życia. W XVII-wiecznej plebanii, pełnej historii i kamieni, które zdają się szeptać opowieści minionych czasów, uruchomili kameralną agroturystykę. Dom, który kiedyś był tylko marzeniem o pięknie i przestrzeni, teraz gości przyjezdnych z całego świata – ludzi szukających spokoju, smaku francuskich serów, ciszy nad basenem i wieczorów przy winie z Château du Payre. Karolina renowuje stare meble, tworzy kolaże – z których niektóre wiszą w pokojach gości – a jej pasja do starocin i pchlich targów przekształciła się w styl życia, nie tylko estetyczny, ale i filozoficzny: każde wnętrze powinno być niepowtarzalne, jak jego właściciel.

Początkowo ich kanał był przewodnikiem po mniej znanych zakątkach Francji – La Rochelle, Île de Ré, Rocamadour, Rochefort-en-Terre – miejsca, które Karolina odkrywała i dzieliła się nimi z taką pasją, jakby pokazywała nowo odkryty świat. Jej głos brzmiał jak zaproszenie do przygody, a ekrany wypełniały się obrazami architektury, jadłospisów i klimatów. Ale z czasem ośrodek ciężkości się zmienił – z luksusowych wysp i modnych kurortów – które, jak szczerze przyznaje, nie zrobiły na niej wrażenia – przesunęła się ku sercu Francji: Dordogne, Kraju Basków, Lot, Owernii. Tam, gdzie nie ma tłumów, ale są rynki w Thiviers, gdzie w każdą sobotę można kupić foie gras od hodowcy, który sam hoduje kaczkę. Tam, gdzie człowiek może spokojnie iść pieszo, a nie walczyć o miejsce parkingowe w zatłoczonej Nicei – miasto, które nazwała „zbetonowanym Lazurowym Wybrzeżem”. Paryż, Wieża Eiffla, croissanty – to wszystko było tylko wstępem. Prawdziwa Francja, ta, którą pokazuje teraz, to kuchnia powoli duszona w czerwonym winie, targ w Périgueux, rozmowa z producentem sera i spacer między wapiennymi murami Brantôme.

Kanał, który zaczął się jako serdeczny przewodnik po regionach, przekształcił się w przytulny dziennik życia. Historie o emigracji, trudach nauki francuskiego, spostrzeżenia o różnicach kulturowych – „czy Francuzi zwrócą ci uwagę, jeśli źle mówisz?” – stały się częścią narracji. Ale to właśnie kuchnia sprowadziła ostateczny przełom. Od 2024 roku serca kanału biją w rytm patelni – Blanquette de Veau, Boeuf Bourguignon, krok po kroku, z opowieścią o winie z Burgundii, tymianku i tradycji chłopskich dań przekształconych w arcydzieła. To nie są tylko przepisy – to rozważania o „slow food”, o tym, że smak rodzi się w cierpliwości, a doświadczenie – w opowieściach.

Największe sukcesy nie mierzy się liczbami, choć film o zakupach na targu w Périgueux czy podróż do Burgundii zebrały ponad trzy tysiące wyświetleń – więcej niż kiedykolwiek. To raczej to, że ludzie teraz przyjeżdżają do ich plebanii, bo widzieli film, bo polubili jej autentyczność, bo wierzą, że to miejsce istnieje. A największe potknięcie? Może to, że kiedyś wierzyła w „French Dream” jako w luksus, a teraz wie, że to przede wszystkim praca – rano przygotowywanie śniadań, popołudniowe czyszczenie basenu przez Cyrille’a i jego „spider machine”, wieczorne rozmowy z gośćmi o winie i życiu. I to jest właśnie piękno.

Nie ma już filmów o modzie, ani o stylizacjach wnętrz w nowoczesnym stylu – to wszystko zostało za nimi. Zniknęły też wspomnienia o Paryżu jako o świętym Graalu – dziś mówi o nim z dystansem, z humorem, z doświadczeniem kogoś, kto już nie potrzebuje podążać za tłumem. Okazało się, że najważniejsi ludzie to ci, którzy zostali: Cyrille, który filmuje, jeździ motorem, pokazuje Francję z innej perspektywy; Valérie, która otworzyła drzwi tamtego listopada 2015 roku; i jej ojciec, który zapraszał ją do stołu i opowiadał o zdrowiu i długowieczności. A ci, którzy przestali się pojawiać – jak Jean-Stephane czy właściciele innych winnic – to nie znaczy, że zniknęli, tylko że życie się zmieniło, a opowieść ma teraz nowych bohaterów.

Jeśli kiedyś była marzycielką z pomarańczową walizką, dziś jest kimś, kto tę marzenie nie tylko zrealizował, ale przekształcił w coś trwałego – dom, nie tylko dla siebie, ale dla innych. A cała historia mówi, że czasem wystarczy wysłać 700 e-maili, mieć odwagę przekroczyć granicę i wierzyć, że piękno nie musi być drogie – wystarczy je zauważyć, przywieźć ze sobą w formie kolażu i podzielić się nim przy kieliszku białego z Bordeaux.