Skip to content
VideoPolacy
Profile Background

Venus PółNocy

Venus PółNocy
2K+ subskrybentów
Obserwuj
kulturaprzygodaprzyrodarodzinarozmowy

Venus PółNocy – opowieść o kobiecie z sercem w Islandii

Kiedyś, na długo przed tym, jak kamera stała się naturalnym przedłużeniem jej dłoni, a mikrofon – codziennym towarzyszem poranka, przejechała się po falach Thórshöfn, krzycząc prawie do morza, jakby chciała zawołać świat, że tu jest. To był 2010 rok, a jej pierwszy film był prosty jak deska – fale, klif, i ten entuzjazm, z którym mówiła: „Subskrybuj mój kanał i kliknij w dzwoneczek!”, jakby zapraszała sąsiada na herbatę. Nie wiedziała jeszcze, że to zaproszenie będzie trwać latami, na przekór burz, zmieniających się tematów i własnego ciała, które nie zawsze chciało jej słuchać.

Od 1998 roku mieszka na Islandii, co ma w nagłówku swojego kanału jak zaświadczenie tożsamości: „Venus PolNocy z Islandii!”. Nie ma znaczenia, skąd przyszła – żaden film nie wspomina o jej życiu przed tą wyspą. Tamto odcięto, jak gdyby przepływ morza połknął dawne życie razem z przystanią. To Islandia ją ukształtowała: ośnieżone ulice Reykjaviku, sztormy, które wyrzucały prąd, a czasem i zdrowy sens, i ciemne noce zimą, które nauczyły, jak żyć bez słońca, ale nie bez światła w oczach.

Początkowo pokazywała wszystko i nic: drony nad Reykjavikiem, rabarbar na balkonie, stare kosmetyki w szufladzie – jakby bawiła się w YouTuba, zanim wiedziała, kim chce być. W tle zawsze pojawiał się Brandur, malarz malujący obrazy ustami, i choć nie wiadomo, kim był dla niej, to jego prace towarzyszyły jej przez miesiące, jak cichy komentarz do życia. Potem jednak Brandur zniknął z filmów, bez słowa, bez告别 – tak, jak niektórzy ludzie odchodzą: nie giną, po prostu przestają się pojawiać.

Z czasem jej narracja zaczęła się pogłębiać. Zniknęła lekkość filmów o pojemnikach na waciki, zastąpiona rozmowami o fibromialgii, depresji, problemach mieszkaniowych, i o tym, jak system społeczny na Islandii nie zawsze łapie tych, co spadają. Jej głos stał się twardszy, bardziej osadzony – mniej „hej, zobaczcie mój balkon!”, więcej „patrzcie, jak wygląda walka z chorobą przewlekłą w kraju poza kresami mapy”. Zaczęła mówić o bólu, o zniecierpliwieniu, o telefonach, które zgubiła, i o sąsiadach, którzy ją wkurzali. Czasem mówiła o psie Katli, która myła zęby, biegała obok samochodu, albo strasznie śmierdziała – bo psów nie trzeba było przedstawiać jako doskonałych, tylko jako istot, które są.

W 2016 roku coś się przelotnie zmieniło. Film o „białych nocach” przyciągnął uwagę, ale prawdziwy wybuch nastąpił rok później, kiedy zaczęła opowiadać o chemioterapii, nowotworze i przygotowaniach do kolonoskopii. Było to bez cenzury, bez dramatyzowania, ale też bez udawania. W 2019 roku film zatytułowany „Mam to w dupie! Czyli KOLONOSKOPIA dzień finalny!” zdobył ponad 39 tysięcy odsłon – ludzie patrzyli, bo boją się i chcą wiedzieć, jak to się robi, a ona pokazała to z humorem, z własnego punktu widzenia, z kamerą w ręku i znieczuleniem w żyłach. To był przełom: z kobiety pokazującej Islandię zrobiła się osoba, która mówiła o ciele, chorobie, strachu – i przez to stała się bardziej realna niż kiedykolwiek.

Z czasem jej kanał zaczął się transformować. Islandia nadal była tłem, ale główną rolę zaczęły grać nie krajobrazy, lecz ludzie – a konkretniej, systemy. Marketing sieciowy, Forever Living, aloes, suplementy, „program C9”, biznes online – tematy, które wcześniej nie pałętały się po jej filmach, nagle zaczęły dominować. Na początku były wspominane mimochodem, potem jako rozwiązania, a w końcu – jako misja. Zaczęła zapraszać innych do budowania biznesu, pomagać im dołączać do sieci, wskazywać linki, tłumaczyć, jak działa MLM. To nie była już tylko opowieść o życiu emigranta, ale narracja o walce o niezależność finansową, o chęci pomagania, i o tym, jak zdrowie i dochód mogą iść w parze.

Czasem jej filmiki wracają do korzeni: spacer po lesie, wodospad, wulkan Hekla gotowy do wybuchu. Ale nawet wtedy mówi o ciepłej herbacie, albo jak aloes pomaga przy bólu stawów. Islandia pozostaje, ale przez pryzmat jej doświadczeń – nie turystyczny, tylko emigracyjny, chwiejny, pełen sztormów nie tylko pogodowych.

Jej największe sukcesy to nie liczba subskrypcji, ale momenty, w których ludzie mówili: „dziękuję, bo to, co powiedziałaś, pomogło mi przejść przez kolonoskopię” albo „dzięki tobie zrozumiałam, że nie jestem sama z fibromialgią”. Największe niepowodzenia? Może te momenty, gdy film o sztormie miał 120 wyświetleń, a kolejny o zakupach w IKEA – 3 tysiące. Albo gdy próbowała być wesoła, a ludzie nie odpowiadali. Ale ona wciąż nadaje – nawet, gdy słońce nie wschodzi, a świat wygląda jak szary ekran.

W kanałach, które kiedyś polecała, pojawiają się rybacy, lifestyle’owcy, matki, ludzie z wózkami – ale oni nie wracają. To ona jest ośrodkiem. Gdy ktoś do niej mówi, to jest to krótko – jak w zbiórce na dług, którą wspominała nie raz, bo wzięła kredyt za kogoś, kto nie spłacił. To było jej potknięcie, ale nie klęska – raczej dowód, że wierzyła, że inni będą uczciwi. I że jest gotowa ryzykować dla ludzi.

Latające tematy? Zniknęła permakultura, przestały być modne drony, nie mówi już o namiocie do uprawy warzyw. Już nie pokazuje, jak serwuje śledziową sałatkę, a zamiast tego mówi o suplementach z aloesu. Ale ciągle wraca do sąsiadów, do Islandii, do tego, jak to jest na zimie bez światła – i że trzeba się trzymać, bo inaczej się złamie.

Jej filmy o największej oglądalności to te, które niosły prawdę: „Kolonoskopia dzień finalny”, „Prawda o nas”, „Suszarka Electrolux” (bo, no cóż, suszarka to emocje), i „Wulkan Geldingadalur” – bo ludzie chcą widzieć nie tylko życie, ale i żywioły.

A dziś? W 2025 roku wciąż nadaje, choć nie tak często. Mówi o czerwonym świetle, o autobusie, o spacerze po Skólavörðustígur – tęczowej ulicy w Reykjaviku. Mówi o aloesie, o tym, jak działa, jak sprzedawać, jak pomagać innym zarabiać. Ale nadal – mimo wszystko – mówi o Islandii. O niej samej. O tym, że życie nie jest łatwe, ale można je robić z sensem, z kamerą w dłoni i z wiarą, że ktoś tam słucha.

To historia kobiety, która nie przestaje mówić, nawet gdy świat milknie.