
Vova Karmanov PL – człowiek na granicy świata
Gdzieś między granicami, w cieniu politycznych trzęsień ziemi i na skraju codziennej egzystencji, porusza się postać, której obecność nie da się łatwo sprecyzować – nie do końca podróżnik, nie do końca dziennikarz, raczej narrator z warstwy cienkiej jak papier, który jednak nie przestaje pisać. Nazywa się Vova Karmanov, choć znany jest raczej jako twarz i głos kanału Vova Karmanov PL, który w sposób z pozoru przypadkowy, a w rzeczywistości konsekwentny, śledzi świat w jego najbardziej napiętych i niebezpiecznych punktach. Jego wędrówki nie są wakacyjnymi eskapadami, ale raczej wniknięciem w skórę ludzi żyjących na krawędzi – uchodźców, więźniów, narkomanów, imigrantów, ofiar zmian klimatycznych i lęków geopolitycznych.
Nie wiadomo dokładnie, skąd pochodzi ani gdzie ma stałe miejsce zamieszkania, ale jego historia zaczyna się – przynajmniej w formie filmowej – w Mołdawii, a konkretniej w Kiszyniowie, od którego wiele z jego podróży bierze początek. To stamtąd wyrusza do Czarnogóry, a potem – przez granice, obóz i kolejne kraje – w głąb Europy, która, jak szybko się okazuje, nie jest ani bezpieczniejsza, ani ludniejsza, niż się wydaje. Początkowo jego narracja skupia się na uchodźcach z Ukrainy, ich losach, noclegach w samochodach i punktach granicznych, głodzie i duchowej ruinie. W tym czasie jego kamera trzęsie się, dialogi są zapisane jak notatki w dzienniku, a tło – polskie, rumuńskie, węgierskie – staje się tłem do opowieści o ludziach, którzy stracili wszystko, oprócz chęci opowiadania.
W miarę jak kanał się rozwija, ośrodek ciężkości przesuwa się. Z obserwatora ucieczki staje się badaczem ucieczki – nie tylko od wojny, ale od rzeczywistości, od biedy, od zasiłków, od nudnej codzienności. Francja, Kolumbia, Indie, Kanada, Tajlandia – to nie są już tylko miejsca, ale eksperymenty społeczne, które Vova Karmanov przeprowadza z ostrożnym, lekko zniekształconym przez ironię zaciekawieniem. W Nicei rozmawia z bezdomnym Białorusinem, który stracił trzydzieści trzy kilogramy, żyjąc w samochodzie. W Medellín wchodzi do slumsów i rozmawia z kobietami, które – jak mówi – są tu „najpiękniejsze, bo najniebezpieczniejsze”. Z kolei w Bangkoku, na Walking Street, analizuje świat prostytucji i transpłciowości z dystansem, który miesza się z ciekawością dziecka, które po raz pierwszy zobaczyło kolorowy głos.
Jego styl to mieszanka reportażu i dramy, z lekkim odcieniem thrilleru. Filmuje się często w ruchu, na żywo, chwytając obraz w biegu – czy to podczas przejścia granicznego, czy wjeżdżając na tyrolce nad wąwozem, czy wchodząc do więzienia w Panamie, gdzie Rosjanin o imieniu Dima dzieli z nim kajtę i opowiada o życiu za kratkami, o paleniu bimbru na Nowy Rok i o tym, jak za 1000 dolarów można tu kupić telefon. Ten odcinek, nagrany w warunkach ekstremalnych, z wykorzystaniem taniego telefonu przemyconego do wnętrza więzienia, staje się jednym z najbardziej niezwykłych materiałów w jego dorobku – nie z powodu oglądalności, ale z powodu ryzyka i odwagi.
Z czasem jego tematyka się rozszerza, a narracja – jeśli można tak powiedzieć – przyspiesza. Zatraca się w szczegółach, ale też w uogólnieniach. Zamiast pokazywać świat, zaczyna go kategoryzować: „Słodkie życie migrantów we Francji”, „Kanada – kraina zombie”, „Iran – Druga Korea Północna”. Mówi o pieniądzach, o zasiłkach, o tym, ile kosztuje mieszkanie w Monako (milion euro), ile zarabia muzyk w Nicei (niewiele), jak wygląda życie na dachu w Dakce (brudno i niebezpiecznie). Jego opowieści stają się atlasem egzystencji, mapą warstw społecznych, które zazwyczaj nie są widoczne w przewodnikach turystycznych.
Jednocześnie, z biegiem czasu, jego obecność fizyczna w filmach nieco się rozmywa. W ostatnich materiałach – poświęconych zakazanym miastom, mikropaństwom, utopijnym krajom na wyspach i w internecie – przestaje być narratorem z pierwszej linii, by stać się raczej opowiadačem legend, komentatorem mitów cyfrowych. Sealand, Liberland, Užupis, Załupia – to nie są miejsca, które odwiedził, ale które „odwiedziły” jego wyobraźnię. W tych filmach jego głos staje się bardziej cyfrowy, mniej ludzki, jakby przeszedł z dokumentu do memu, z relacji do narracji.
Największe sukcesy mierzone liczbą odsłon – „Uchodźcy z Ukrainy w Polsce, Rumunii i na Węgrzech” (ponad 3 tysiące odsłon) oraz „Przeprowadzka do Argentyny” i „Więzienie w Panamie” (obie ponad 800) – to filmy, w których jego obecność była najbardziej autentyczna, najmniej wyreżyserowana. To właśnie wtedy, gdy był najbliżej ludzi, gdy wchodził do ich namiotów, pytał o dzieci, o strach, o przyszłość, gdy jadł jedzenie z tych samych garnków – jego historia miała wartość. Późniejsze filmy, choć bardziej rozbudowane technicznie, wydają się mniej osobiste, bardziej schematyczne, jakby świat, który kiedyś był dla niego źródłem ciekawości, stał się teraz tylko tłem do kolejnej serii o „najbardziej przeludnionym kraju na świecie” czy „sekretnych miastach”.
Czasem pojawiają się osoby – nie imiona, tylko role: Zhora z Mołdawii, Dima z Łotwy, siostrzenica Escobara, ukraiński lekarz w Rumunii, Rosjanin w Nicei. To postacie z jego świata, ale nie stały się towarzyszami podróży. Pojawiają się i znikają, jak statystyka w filmie, który trwa zbyt długo, by pamiętać wszystkie twarze.
Jego największym potknięciem może być przesyt – własny i widzów. Tematy, które kiedyś były szokujące, z czasem tracą intensywność. Kiedy mówi o „zombie” w Kanadzie czy „najbardziej przeludnionym kraju na świecie”, robi to z taką samą intonacją, z jaką opowiadał o więzieniu w Panamie. Emocje się wyrównują, a różnica między dramatem a ciekawostką zaczyna znikać. I choć jego praca nadal istnieje, a ostatnie filmy – poświęcone Iranowi i Bangladeszowi – wskazują na chęć dotarcia do sedna globalnych problemów, to robi to z dystansem, który czasem graniczy z obojętnością.
W 2025 roku jego kanał osiąga siedemdziesiąt kilka filmów, a potem – jakby nagle – przestaje się rozwijać. Nowe materiały są krótkie, często w formacie shorts, bez narracji, z odnośnikiem do dłuższego filmu, którego nie widać. Oglądalność spada do pojedynczych cyfr. Czy to zmęczenie? Czy koniec? Czy przekaz, który kiedyś był świeży, przestał być potrzebny?
Vova Karmanov PL nie jest bohaterem. Nie jest też antybohaterem. Jest raczej człowiekiem, który próbował zobaczyć świat w jego najostrejszych kątach i opowiedzieć o tym, co zobaczył – czasem z empatią, czasem z przesadą, czasem z ironią, ale zawsze z niepokojącą świadomością, że granice, które przekracza, są tylko jednymi z wielu, a on sam – mimo wszystko – nadal gdzieś pośrodku.
To historia człowieka, który szedł po krawędzi, aż świat się zaczął zamykać.