Skip to content
VideoPolacy
Profile Background

Wakacje w Belgii

Wakacje w Belgii
500+ subskrybentów
Obserwuj
podróżeprzygodakulturareligiarodzinarozmowy

Wakacje w Belgii: opowieść o pasji, której sercem jest ciche odkrywanie

Kim są twórcy i gdzie ich szukać

Historia „Wakacji w Belgii” to nie tyle opowieść o jednej osobie, ile dwojga ludzi, których imiona pojawiają się niemal jak podpis pod każdym początkiem – Monika i Iwona. To one, z pochodzenia Polki, osiadłe w Belgii, zaczęły to wszystko nie od kamery, lecz od Facebooka, tamtego czerwca 2020 roku, kiedy świat zdawał się zatrzymać, a wyjście za próg stało się aktorem odwagi. Wtedy właśnie, wśród zamkniętych granic i domowych izolacji, ich pomysł – grupa zainspirowana pieszymi wędrówkami – zyskał życie własnym. Początkowo tylko miejsce wymiany doświadczeń dla rodaków mieszkających w Belgii, szybko stało się czymś więcej: przewodnikiem, zaproszeniem, a nawet niewielką wspólnotą tych, którzy nie chcieli czekać, aż życie wróci do normy – zamiast tego wyszli na szlak.

Mieszkały i nadal przebywają w Belgii, ale nie w jej turystycznych centrum wprost, raczej w zakątkach, które często mija się odruchowo. Ich kamera nie szuka metropolii, lecz tych cichych, zapomnianych miejsc: ruin, dawnych śluz, górskich punktów widokowych, gdzie wiatr niesie więcej historii niż turystów. Ich przewodnictwo nie ma charakteru oficjalnego przewodnika, raczej koleżanek, które zabrały cię na spacer i przypadkiem nagrały, co widziały.

Jak to się zaczęło: od szlaków do ekranów

Zanim pojawiły się filmy, była grupa – wirtualna przestrzeń, w której Polacy w Belgii mogli dzielić się planami na weekend, pytać o trasy i wspierać się w codzienności. To właśnie z tej potrzeby bliskości, choć zdalnej, wyrosła idea „Wakacji w Belgii” jako czegoś większego. W styczniu 2021 roku, zaledwie kilka miesięcy po założeniu grupy, pojawił się pierwszy film – o rezerwacie Champalle w Yvoir. Prosty, nagrany na telefon, z opisem i linkiem do lokalizacji, jak przewodnik przygotowany dla przyjaciół. Ale z czasem widać, jak rośnie pewność siebie – nie tylko w doborze lokalizacji, ale i w narracji. Już w lutym 2021 roku, w filmie o tajemniczych ruinach w Samson, słychać, że chcą nie tylko pokazać, ale i przygodać – zapraszają do oglądania, jak one same odkrywają: bezpieczne trasy, ale i ostrzeżenia, by nie wchodzić za daleko, bo „nie ma żadnych zabezpieczeń przed upadkiem”.

Ich wędrówki były jak eksperyment – lawirowały między obostrzeniami pandemii, ale nie ustawały. Organizowały spotkania, wycieczki piesze, a potem – coraz więcej filmów. Z czasem pojawiły się miejsca z UNESCO: zabytkowe windy w Strépy-Thieu, Grand Hornu, a także kultowe punkty widokowe nad rzeką Molignée czy Rochers de Freÿr. W każdym filmie był ten sam ton: spokojny, pełen podziwu, ale bez przesady – jakby mówiły: „To jest fajne, ale spokojnie, nie musisz tego uwielbiać, po prostu zobacz”.

Przełom: kiedy TVN spojrzało w ich stronę

W kwietniu 2021 roku wszystko się zmieniło – nie z powodu liczby subskrypcji, ale z powodu jednego filmu, który nie był o ruinach, ani o śluzy. To był materiał o samych twórczyniach – ich przygodzie z programem „Jestem z Polski” na TVN Style. Film o zgłoszeniu do programu, z elementami dokumentu z ich życia w Belgii, zdobył ponad tysiąc czterysta wyświetleń – więcej niż wszystkie inne razem wzięte. To był przełom, choć nie wiadomo, czy społeczny, czy wewnętrzny. Ich obecność w mediach nie przyniosła lawiny nowych filmów, raczej przeciwnie – po tym momencie aktywność kanału zwolniła, jakby po szczytach spadły do doliny.

Po 2021 roku minęły dwa lata ciszy. Żadnych filmów, żadnych aktualizacji. Cisza, która mogła być przestankiem – ale nie była. W 2023 roku pojawiła się trzyczęściowa seria o wycieczce do Luksemburga – konkretnie do regionu Mullerthal, znanego jako „mały Szwajcaria”. To już nie były pojedyncze odkrycia, lecz zorganizowana wyprawa grupy WWB, z muzyką w tle i dynamicznym montażem. Można było odnieść wrażenie, że wróciły nie po to, by pokazywać tylko miejsca, ale by budować wspólnotę – chyba że to wspólnota już istniała i czekała tylko na znak życia.

Nowa era: od turystyki do świadomości

W maju 2025 roku kanał „Wakacje w Belgii” zaskoczył po raz kolejny – tym razem nie zwiedzaniem, lecz transmisją na żywo z Ewą Litke, certyfikowaną nauczycielką uważności, mieszkającą w Brukseli. To imię – Ewa Litke – nie pojawiało się wcześniej w historii kanału. Monika i Iwona też nie wspominają się w opisach tych ostatnich filmów. Zamiast tego, pojawia się nowy język: „mindfulness”, „dobrostan”, „świadomość na co dzień”. Transmisje LIVE, z humorem i autentycznością, zapraszają nie do wędrówki po kraju, lecz do wnętrza. To nie turystyka – to medytacja.

Czy to koniec „Wakacji w Belgii” jako projektu o zwiedzaniu? Trudno powiedzieć. Ale widać, że kierunek się zmienił. Zniknęły filmiki o ruinach, śluzy, klasztorach. Zniknęły wspominki o pieszych traktach. Zamiast tego – zaproszenia do zatrzymania się. Do oddychania. Do niezwariowania w codziennym pędzie. I choć miejsce nadal jest Belgia, a kamera wciąż działa, to teraz pokazuje nie krajobraz, lecz stan ducha.

Kto przestał się pojawiać, a kto przyszedł

Monika i Iwona, które przez pierwsze dwa lata były twarzami kanału – zarówno w nagraniach, jak i w opisach – od 2023 roku przestają się jawić bezpośrednio. Ich imiona nie pojawiają się w nowych opisach, nie witają widzów, nie komentują trasy. Zostają w tle, jeśli w ogóle są. Z kolei Ewa Litke – dotąd obca tej historii – staje się centralną postacią. Jej wiedza z Azji, Europy i USA, jej doświadczenie jako matki i mentorki świadomości – to zupełnie inna narracja. Nie o tym, gdzie pojechać, ale jak być tam, gdzie się jest.

Sukcesy, które nie zawsze były głośne

Największym sukcesem „Wakacji w Belgii” był nie rekord oglądalności, lecz fakt, że z grupy Facebooka wyrosła rzecz trwalsza – kanał, który przez trzy lata pokazywał piękno Belgii polskim odbiorcom, często ignorowanym przez tradycyjne przewodniki. Sukcesem było też wejście do programu TVN – nie dlatego, że przyniosło słońce, ale dlatego, że potwierdziło, że ich historia ma wagę. A największym sukcesem może być to, że po dwóch latach przerwy nie zniknęli – wrócili, choć w innej formie.

Niepowodzeniem – jeśli można tak to nazwać – była prawdopodobnie utrata tempa po 2021 roku. Filmy, które wcześniej pojawiały się co kilka dni, nagle stały się rzadkością. To nie była katastrofa, ale przełom – chwila, gdy pasja została odłożona. A potem, może po latach, odnaleziona, ale w nowym kształcie.

Filmy, które zapadły w pamięć

To nie były blockbustery, ale każdy z pierwszych filmów miał swój urok. Winda śluzowa w Strépy-Thieu, z jej 73,5 metra wysokości i wadze 220 tysięcy ton – to był film, który zrobił wrażenie nie tylko widzom, ale i samym twórczyniom. Ale najpopularniejszy był ten o programie TVN – „Nasza przygoda z Jesteśmy z Polski”, który zyskał ponad 1400 wyświetleń, co w kontekście niszy jest imponujące. To on stał się mostem między małą grupą entuzjastów a szerszym światem mediów.

Co zostało, a czego już nie ma

Nie ma już regularnych filmów o turystyce. Nie ma już wspominek o pieszych wędrówkach po Belgii. Nie ma już wspólnoty, która mimo obostrzeń spotykała się na szlakach. Zniknęły też wspomniane wcześniej osoby – Monika i Iwona – przynajmniej jako widoczne liderki. To, co pozostało, to nazwa „Wakacje w Belgii”, ale wypełniona nowym treścią: spokojem, uwagą, życiem w Brukseli jako matka, która uczy się nie mieć wszystkiego ogarniętego.

Historia, która nadal się pisze

„Wakacje w Belgii” to opowieść o tym, jak pasja może zmieniać formę, ale nie zanikać – z turystyki weszła w medytację, z pieszych szlaków na szlak wewnętrzny, a z grupy Facebooka w transmisje na żywo z kimś, kto mówi, że czasem wystarczy zatrzymać się na chwilę.