
Bohater dżungli i jego tropikalne życie
Nie zawsze trzeba mieć drzewo genealogiczne sięgające dżungli, by stać się jej mieszkańcem. Dla niego wystarczyło kilka decyzji i jedna – bardzo daleka – podróż. Żyje w Wietnamie od 2018 roku, a jego codzienność to mieszanka dżungli, kawy i nieustannego podziwu dla przyrody, która tętni wokół niego, jak pulsujący, wilgotny rytm tropiku. Mieszka na południu kraju, gdzie upał nie zna przebaczenia, a roślinność rośnie z taką siłą, że czasem zdaje się, iż to ona rządzi ludźmi, a nie odwrotnie. Miał szczęście wyrobić sobie taką skórę, która nie zdradza zdumienia przed najdziwniejszymi wydarzeniami – od wyjętych z niczego żab do węży w toalecie.
Zanim stał się człowiekiem dżungli, zanim zaczął zbierać bambusowe łyżki i badać, jak smakuje zupa z żółwi, zajmował się czymś, co nie jest już dziś nawet wspomniane w jego opowieściach – albo było czymś na tyle niewyraźnym, że nie pozostawiło śladu. Ale przeszłość, choć nieudokumentowana, na pewno przygotowała go na to, co przyszło: życie bez mapy, bez planu B i bez ograniczeń stawianych przez miasto. Jego początki na kanale to seria przygód w lasach, gdzie każdy film był jak marsz przez listę rzeczy, których nie ma się pojęcia, jak się robi. Łapanie węży, budowanie ognia w deszczu, kombinowanie z pułapkami na wiewiórki – wszystko to wyglądało jak eksperyment z życia wzięty, a jednocześnie jak naturalne dalsze kroki człowieka, który postanowił zapytać dżungli: „Jak mam z tobą żyć?”.
Początkowo jego świat był pełen pająków, węży i dziwnych owoców. Już w 2020 roku – w jednym z pierwszych filmów – był w lesie, zbierał owoce prosto z drzew i śmiał się z pytania, co w ogóle znaczy „nie ubrać się do lasu”. Szybko jednak okazało się, że dżungla to nie tylko przygoda, ale także przestrzeń edukacyjna. Przestawał być tylko tropicielem i zaczynał być opowiadačem: o kopi luwak, o termity w domach, o tym, jak przetrwać noc wśród myszojeleni i żab śpiących na drzewach. Jego język był lekki, pełen żartów i przebojowego kowbojowskiego stylu, ale za tym kozackim zaśmiewaniem kryła się powaga – dbał o to, by widz się czegoś nauczył. „Kolejny dowód na to, że warto czytać książki o kowbojach!” – powtarzał jak mantrę, jakby chciał przekonać sam siebie, że to właśnie ta naiwna odwaga pozwala przetrwać w dżungli.
Prawdziwy przełom w jego historii przyszedł w 2022 roku, kiedy nagle świat zaczął oglądać jego filmy. Film z wielkim pająkiem Chilobrachys andersoni w naturalnym środowisku – do tej pory najpopularniejszy jego materiał – uzyskał ponad 95 tysięcy odsłon i stał się wejściem dla tysięcy nowych widzów. To był moment, w którym z kanału o przygodzie tropikalnej zrobił się kanał o życiu w Azji – z tą różnicą, że przygoda nie skończyła się, tylko zmieniła formę. Z dżungli przeniósł się do miasta, do sklepów i kuchni, do ulic i plaż, ale nie porzucił pasji do wyjaśniania. Zamiast łapać ptaki, zaczął opowiadać o pułapkach na turystów. Zamiast szukać węży, zaczął analizować koszty życia w Nha Trang.
Jego kanał stopniowo zmieniał się: z przyrodniczego doku-entertainera przekształcił się w poradnik dla tych, którzy marzą o wyjeździe. Zniknęły tematy, które kiedyś dominowały – jak pułapki na zwierzęta czy tropienie małp – a pojawiły się ceny mieszkań, kwestie wizowe, transport, życie z dzieckiem czy biznes w Azji. Rzadziej słychać było o rzeźbieniu z drewna, a częściej o tym, gdzie kupić kartę SIM na lotnisku. Jego świat się poszerzył – z jednej strony dalej szukał ukrytych gatunków, opowiadał o plemionach Raglai, o starych laboratoriach w górach, a z drugiej – analizował, ile kosztuje kebab i czy warto kupować kawę jako pamiątkę.
W jego opowieści pojawiły się też ważne osoby – choć nie zawsze ludzie. Jednym z najtrwalszych towarzyszy jego życia stał się ogromny pająk Heteropoda venatoria, który wprowadził się do mieszkania i występował niemal regularnie, a nawet trzymał kiedyś kokon z młodymi, co zostało sfilmowane z mieszaniną podziwu i lokalnego poczucia humoru. Inni goście: ptaszek, którego uratował i nazwał „Szczykiem indo-chińskim”, albo Kuba Zając – twórca kanału o pająkach, z którym brał udział w nocnej ekspedycji do dżungli. Byli też inni – Piotr Pająk, twórca kanału Podróże Wojownika, z którym testował dziwne jedzenie, wiewiórki i baluty, a nawet kąpał się w wodospadach. Ich wspólne filmy były jak oddech świeżości – zaproszenie do świata, w którym smak żółwi w hot pot z bananami to dopiero początek.
Ale nie wszystko trwało. Z czasem zniknęły z kanału postacie, które się kiedyś pojawiały – już nie słychać o koleżance z Instagrama, której pozdrowienia przekazywał w 2021 roku. Zmieniły się też priorytety – zniknęło łowienie ryb jako pasja, zamiast tego pojawiły się wędrówki po Wietnamie, analizy życia, przestrzegeń przed typowymi błędnymi krokami. Zniknęły też filmy o budowaniu schronienia z bambusa – nie bohaterowi przestała zależeć na survivalu, ale po prostu jego walka z przyrodą stała się bardziej codzienna, bardziej... wietnamska.
Jego największe sukcesy to nie tylko tysiące subskrybentów, ale przede wszystkim filmy, które przyciągnęły uwagę: „Wąż w toalecie” z 2022 roku, „Koszty życia w Wietnamie w 2025”, „Czego nie robić w Wietnamie”, „Plusy przeprowadzki do Wietnamu” – to materiały, które pokazały, że udzielać cennych informacji można z humorem, bez przesady, bez strachu przed pokazaniem, że coś nie działa. A największe potknięcia? Być może to właśnie te momenty, gdy próbował być kowbojem, a dżungla mu przypominała, że to ona tu rządzi – jak ta noc, gdy pękła mu lina w hamaku i spadł w ciemność. Albo kiedy pułapka na wiewiórki stała się tematem kontrowersji – choć był to tylko początek, zanim zrozumiał, że dzikie zwierzęta są ciekawsze w naturze niż w klatce.
Filmy o największej oglądalności to te, które łączą osobisty doznanie z praktycznym przekazem: „Koszty życia w Wietnamie w 2025” z ponad 114 tysiącami odsłon, „Czego nie robić w Wietnamie” z ponad 60 tysiącami, czy „Wąż w toalecie” z ponad 37 tysiącami – to historie, które nie tylko pokazują, jak coś działa, ale przede wszystkim uświadamiają: życie w Azji to nie raj, to nie ucieczka, to nie złoty środek. To codzienność, pełna zaskoczeń, problemów i – czasem – ogromnych pająków w łazience.
A wszystko to, co zaczęło się od jedzenia mrówek i tropienia małp, zakończyło się powrotem do Polski. Po siedmiu latach życia w Wietnamie, po setkach filmów, po tysiącach kilometrów w dżungli, postanowił wrócić. Do Wrocławia, do kotów, do zimy, do miasta w którym lisy chodzą po ogródkach, a nie zastawia się pułapek. Wyjechał, by odkryć dżunglę, a wrócił, by pokazać, że dżungla jest wszędzie – nawet w polskim ogrodzie, pod kartonem.
To historia człowieka, który nie uciekł od życia, ale wybrał inne jego tempo – i w końcu zrozumiał, że to, co szukał, było w nim od początku.