
Witold Rzepczak i świat, który przestał się kręcić
Gdzieś na pograniczu dokumentu archiwalnego i osobistego pamiętnika rozgrywa się historia Witolda Rzepczaka – twórcy razem z żoną Urszulą programu Obieżyświat, który w latach 2001–2005 pokazywał Polsce, a potem i światu, egzotykę, kurorty, dzikie zwierzęta i tajemnice starożytnych cywilizacji. To nie była telewizja kablowa w pełnym sensie, ale raczej pasja zamknięta w kasetach, która z czasem przeszła od emisji na kanale Polsat 2 do wirtualnego muzeum na YouTube – miejsca, gdzie wspomnienia nie gasną, a jedynie tracą na ostrości i głośności.
Witold Rzepczak, choć nazwisko kanału nosi jego imię, rzadziej pojawia się na ekranie niż jego żona Urszula – niezmienną twarz serii, narratorkę, która z cichym entuzjazmem oprowadzała widzów po wodospadach Niagara, labiryntach Tunezji czy megalitach Meksyku. Razem tworzyli duet twórczy, w którym on był zapewne twórcą w cieniu – operatorem,策划erem, partnerem do pomysłów, a może po prostu człowiekiem, który wierzył, że warto pokazywać świat, nawet jeśli nikt nie patrzy. Ich filmowe podróże nie były spektakularnymi ekspedycjami z dużym budżetem, ale raczej spokojnym, metodycznym przeglądaniem miejsc, które miały coś do powiedzenia – świątynię, park narodowy, muzeum, zabytek. Każdy odcinek to miniaturka, napisana w stylu, który dziś wydaje się czymś z innej epoki – bez efektów specjalnych, bez unikalnych kątów kamery, ale z autentycznością, która potrafi przetrwać zmiany czasu.
Ich działalność koncentrowała się w pierwszej dekadzie nowego tysiąclecia, a najintensywniejsze lata to 2003–2005, kiedy to powstawały kolejne odcinki Obieżyświata – programu, który miał charakter encyklopedyczny, ale z duszą. Były to filmy pełne cichej pasji, z lekkim akcentem edukacyjnym, ale bez pedanterii. Przez kamerę przewijały się Afryka, Ameryka Środkowa, kraje śródziemnomorskie, Alpy, miasta Europy – wszystko połączone w krótkie, kilkudziesięciominutowe opowieści. Urszula była ich twarzą, a Witold – niewidzialną siłą trzymającą wszystko razem. Razem jeździli, nagrywali, montowali, a potem oddawali materiał telewizji, która go emitowała. Ich współpraca z Polsat 2 to nie tylko rozdział biograficzny, ale prawdziwy kamień milowy – moment, gdy prywatna pasja stała się treścią publiczną.
Po 2005 roku aktywność twórcza wyraźnie przycichła. Ostatnie odcinki, choć datowane na 2005 rok, trafiły do sieci dopiero wiele lat później – niektóre nawet w 2023 roku. To nie był czas nowych wyjazdów, ale raczej systematyczne wydobywanie z archiwów tego, co zostało – jakby ktoś chciał upewnić się, że nic nie zaginęło. Odcinek po odcinku, jakby z odległego sygnału z przeszłości, powracały obrazy z Cypu, Huelvy, Interlaken czy Chitzen Itzy. Nie było to ożywienie twórcze, ale raczej ostatni akt – konserwacja wspomnień.
Wśród tych powracających treści najwięcej uwagi zebrał odcinek poświęcony Jeziorom Plitwickim w Chorwacji – miejsce, które dziś jest ikoną turystyki, ale wtedy było jeszcze świeże w pamięci widzów. To właśnie ten materiał zgromadził ponad sto tysięcy odsłon, znacznie więcej niż inne, co świadczy o tym, że natura, i to w jej najpiękniejszej formie, potrafi przemawiać do ludzi dłużej niż najgłębsze refleksje. Inne popularne odcinki – jak Cypr, Amsterdam czy Szybenik – również nawiązywały do miejsc turystycznych, ale zawsze z elementem ciekawostki: muzeum Swarowskiego, tajemniczy świat Ericha von Dänikena, czy największy krawat świata w Chorwacji. To właśnie takie detale nadawały Obieżyświata charakter – nie byli to przewodnicy po muzeach, tylko poszukiwacze dziwnego, niezwykłego, wyjątkowego.
Z czasem zniknęły z ekranu pewne postacie. Piotr Rzepczak, wspomniany razem z Urszulą w odcinkach poświęconych Cyprzowi, przestał się pojawiać – jego obecność została ograniczona do kilku napisów, a potem całkowicie wymazana z narracji. Nie wiadomo, co się zmieniło – może to tylko podział ról, może coś więcej. Również tematy zaczęły się zmieniać: pojawienie się materiałów z 2011 roku, takich jak Botswana Namibia 2011.mp4, sugeruje, że podróżowanie trwało, ale bez dawnej formy. Nie było już odcinków Obieżyświata, tylko surowe nagłówki, bez opisów, bez kontekstu – jakby ktoś wrzucał do internetu nieprzetworzone wspomnienia.
Nie było też nowych tematów – nie ma śladu po współczesnych wydarzeniach, polityce, kryzysach, pandemiach. Nie ma komentarzy społecznych. Obieżyświat pozostał w świecie, w którym świat był tylko do oglądania – bez kontekstu, bez krytyki, bez ironii. I właśnie to go chroni: w tej niedoskonałości, w tej prostocie, w tej niezachwianej wierze w piękno świata, takim, jakim był w 2005 roku.
Po 2019 roku publikacja spowolniła, aż do niemal całkowitego zatrzymania – aż nagle, w 2023 roku, po ośmiu latach przerwy, pojawiły się nowe odcinki. Nie były to nowe nagrania, tylko kolejne archiwalne materiały, wydobyte z zapomnienia. To nie był powrót, ale raczej ostatnie pożegnanie – jakby ktoś chciał upewnić się, że wszystko zostało pokazane, zanim zasunie się zasłonę. Te filmy miały znikome odsłony – kilkadziesiąt, czasem kilkaset – i były jak szept z przeszłości, który nikt już nie słucha, ale który ktoś uparcie kontynuuje.
Największym sukcesem było to, że świat ich nie zapomniał całkowicie – że odcinek z Chorwacją przyciągnął tyle oczu, że przez chwilę wydawało się, że może się coś zmienić. Największym potknięciem – może właśnie to, że nie zmieniło się nic. Że po 2005 roku nie było przełomu, nie było nowego formatu, nie było dialogu z nową erą. Że archiwalne materiały w 2023 roku były traktowane nie jako spuścizna, ale jako coś, co nie zdążyło się urodzić.
I tak, po latach ciszy, podróże trwają – ale tylko w pamięci. Materiały, które kiedyś były nowością, dziś są antykami – nie dlatego, że są stare, ale dlatego, że przedstawiają świat, który już nie istnieje, nie tylko geograficznie, ale też mentalnie. To był czas, gdy wystarczyło pokazać wodospad, zabytek czy zoo, by ktoś był zadowolony. Gdy nie trzeba było konkurować z TikToku, gdy nie trzeba było krzyczeć, by zostać usłyszanym.
W końcu, po wszystkim, pozostaje jedno – nazwa kanału: Witek RZEPCZAK. Pisana wielkimi literami, jakby nadal chciała coś przekazać. Jakby cały ten świat, który kiedyś się kręcił, teraz trwał w jednym, nieruchomym ujęciu.