Skip to content
VideoPolacy
Profile Background

wmatrioszce

wmatrioszce
70K+ subskrybentów
Obserwuj
kulturapolitykaprzygodaprzyrodarodzinarozmowy

Opowieść o twórcy kanału wmatrioszce

Nie ma go na zdjęciu profilowym, nie ma go w tytule, ale jest wszędzie — w kadrze, w pytaniach, w cichym śmiechu poza kamerą. Jest Polakiem, ale nie powiemy o nim „Polak w Moskwie”, bo sam zadbał, by to sformułowanie zabrzmiało jak reklama, a nie identyfikacja. Jest narratorem bez narracji, obserwatorem bez ocen, chodzącą antytezą sensownej treściowego clickbaitu. Jego kanał, wmatrioszce, to jakby przypadkowy kadr z życia, nieprzycinany, nieupiększany, ale zawsze — ciekawy.

Początkowo kręcił w Pekinie. Być może studiował tam, skoro film z majem 2024 wspomina obronę pracy magisterskiej. Było to przyjęcie w irlandzkim pubie, gdzie śpiewał włoski znajomy, a on sam — z kamerą w ręku — patrzył na to wszystko z perspektywy gościa, nie świętego. To był jeszcze czas, kiedy nie wiedział, że jego życie trafi na drugą stronę globu. Pekin był tylko przystankiem, choć wrócił tam — nie raz. Spotkał Polaka, Pawła, który mieszka w Chinach od dziesięciu lat, ma chińską żonę i syna, pracuje w biurze, ale mówi po polsku z domowym akcentem. Znalazł też Martę, która traktuje Pekin jak dom. Obaj — choć w zupełnie innych okolicznościach — wybrali życie na dalekim Wschodzie, a on, jako Polak wśród Polaków w obcym świecie, słuchał ich z uwagą, ale bez zadawania ocen. Wtedy jeszcze nie wiedział, że to on sam stanie się pytaniem, a nie pytającym.

Bo potem nagle — Moskwa. Już od stycznia 2024 nie ma wideo z Chin, tylko nagrania z rosyjskiej stolicy. Spacer po centrum, park, sklepiki na obrzeżach, rozmowy z fryzjerem z Tadżykistanu, który strzyże go w Moskwie. Pytania dotyczące zarobków, sytuacji finansowej, reakcji na roboty dostarczające jedzenie. Wszystko w języku polskim, ale nie do Polaków. Do nikogo konkretnego. Jakby mówił: „Oglądajcie, to jest życie — nie mój komentarz, tylko dźwięk kroków po chodniku”.

Z czasem kamera zaczęła szukać ludzi z historią. W kadrze pojawili się Polacy mieszkający w Moskwie: Walenty, który połowę życia spędził w Polsce i mówi o tożsamości jak o coś, co się ciągle przesznurowuje; Jarek, pół-Polak, pół-Rosjanin, który w domu pod Moskwą pokazuje, jak się żyje między dwiema kulturami — z telewizorem, który leci wiadomości, i z garażem pełnym zapasów. Pojawia się też Aleksandra Ponomarewa, Rosjanka o polskich korzeniach, która szyje stroje szlacheckie i mówi: „To nasza pamięć”. Nie polityczna, nie narodowa — krawiecka.

Może to właśnie kryzys wprowadził go do roli chronicza? Nie wiemy. Ale wiemy, że jego kanał rozkwitł w czasie, gdy inne miejsca były zamykane. Gdy meta (Facebook, Instagram) została uznana w Rosji za organizację ekstremistyczną, on rozpoczął nową serię — spacerową, bez zbędnych filtrów. Zrobił się niezależny, nie poprzez manifest, ale przez milczenie. Nie mówi o polityce, bo nie chce promować żadnej narracji — jego słowa, nie nasze. Zamiast tego pyta: „Czy w Moskwie rozpoznają polski akcent?”, „Co Rosjanie myślą o Polakach?”, „Czy Rosja to Europa?”. Pytania nie są prowokacjami, ale szczelinkami do umysłów innych. Każdy, kto odpowiada, zostaje uwięziony w kadzie nie złości, ale z ciekawości.

Jego największe sukcesy to nie filmy o wyborach czy geopolityce, ale te, które przypadkiem trafiły do serc: „Pchli rynek w Moskwie”, z ponad milionem wyświetleń — miejsce, gdzie sprzedają się medale za wyzwolenie Warszawy, zęby niedźwiedzia i dawne banknoty z kolekcji dziadka, który był w Polsce. Albo „Reakcja na Polaka pod Moskwą”, gdzie przypadkowi mieszkańcy Krasnogorska zaskakują spokojem, a nie podejrzliwością: „No i co, że Polak? Ja w Rumunii mieszkałem”.

A jednak — nie wszystko się wyjaśniło. Gdzie był przed 2024? Czy wróci kiedyś do Chin? Czy ma rodzinę? Czy kiedykolwiek mówił coś, co nie zmieściłoby się w opisie filmiku? Nie wiemy. W kadrze nie ma miejsc, gdzie odpoczywa, gdzie zakłada piżamę, gdzie płacze. Jest tylko spacer, rozmowa, pytanie: „Jak się tu żyje?”. A potem milczenie.

Niektóre tematy zgasły: Pekin, puby, wesele Włochów i Rosjanek. Nie pojawiły się od dawna. Zniknęli też ludzie — jak Fabio, który śpiewał w Pekinie; czy starszy pan sprzedający gazetę w metrze, choć może to tylko przerwa. A może kamera zmieniała się razem z nim — z eksperymentu wideo na codzienną rutynę, nie dramat, ale obserwację.

Jego największe potknięcie? Że nikt nie wie, kim jest. A może to właśnie cel. Żeby kanał był jak matrioszka — otwierasz jedno wideo, a w środku jest kolejne pytanie, a potem kolejne życie, aż w końcu docierasz do pustego wnętrza i zastanawiasz się: a gdzie ja tego szukałem?

Jeśli kiedykolwiek zadano mu pytanie, czy czuje się Polakiem w Moskwie, pewnie wzruszyłby ramionami i zamiast odpowiadać, pokazałby kadr z placu Czerwonego, gdzie dzieci biegają za balonem w kształcie niedźwiedzia, a starsza pani sprzedaje maki z plecaka.

To historia człowieka, który nie chciał być bohaterem, ale został relacją.