Skip to content
VideoPolacy
Profile Background

Zapo Dream

Zapo Dream
500+ subskrybentów
Obserwuj
rodzinaprzygodapodróże

Zapo Dream: opowieść o marzeniach, rodzinie i nieoczekiwanych zakrętach losu

Gdzieś na styku codzienności i ucieczki od niej, na granicy Brukseli i Arden, rodzi się świat Zapo Dream – świata, który nie został wymyślony, ale stopniowo obudzony przez podróż, cierpliwość i dwoje dzieci, które nauczyły się pływać kołem, jeździć rowerem i śmiać się w górskich potokach. To właśnie tu, w centrum Europy, gdzie niebo często chowa się za szarymi chmurami, a życie toczy się między komisją europejską a lasem Hallerbos, żyje para, która postanowiła, że marzenia nie muszą się kończyć z pukaniem o cztery nad ranem. Mogą się, wręcz, zaczynać wtedy, gdy opuszcza się miasto, a za oknem pojawia się rzeka Semois, pokryta szumem liści i oddechem mnichów z Orval.

Początkowo wydawało się, że ich historia będzie się toczyć głównie po francuskich drogach, wzdłuż Loary, gdzie zamek Chambord był pierwszym snem, który udało się uchwycić. We wrześniu 2019 roku, tuż po wakacjach, ruszyli w świat z wizją turystów, ale doświadczeniem rodziców – z dziećmi, kamerą i pełnym sercem. Wtedy jeszcze nie wiedzieli, że to nie Francja, lecz ich własna Belgia okaże się najpiękniejszym terytorium do odnalezienia. Pierwsze filmy to opowieści o francuskich zamkach, o dniu, w którym świętowali piątą rocznicę ślubu w Chénonceau, o przypadkowych odkryciach miastek Collioure czy Toulouse. Wtedy wszystko było jeszcze nowe, a każde miejsce wydawało się jak scenografia z bajki – z tym wyjątkiem, że doświadczało jej się żywcem, z Kubusiem w wózku i Klarcią, która właśnie nauczyła się utrzymywać równowagę na dmuchanym kole.

Ale świat zmienił się szybciej, niż mogli to zaplanować. Przyszła 2020, a z nią cisza – zakaz wyjścia, zamknięte granice, zamknięte umysły. I nagle ich marzenie, które kiedyś miało się toczyć po Hiszpanii, musiało zawrócić do własnej kuchni. Tyle że nie do kuchni, lecz do lasu. Do Bruksela, do Czerwonego Klasztoru, do Zamku Bouchout – tych miejsc, które wcześniej mijały obojętnie, a teraz stały się azylami. Wtedy ich kanał zaczął się zmieniać: z podróży po świecie przeistoczył się w podróże po sąsiedztwie, w przejażdżki po sąsiednich dolinach, w odkrywanie, że w 40 kilometrów od stolicy można znaleźć Zamek Helećine, gdzie dzieci łowią ryby domową wędką, a rodzice czerpią wiosenny oddech.

To właśnie wtedy, podczas pandemii, rodził się nowy Zapo Dream – „popandemiczny”, jak sami go nazwali. Zaczęli więcej filmować, więcej dzielić się, więcej doświadczać. Kupili nowy samochód, Opel Combo LIFE, i przerobili go w mini-wanlife, w przestrzeń, w której można spać, jeść i śnić, nawet jeśli Kubuś zajmuje połowę bagażnika. Ich wakacje w 2020 roku, które miały trwać kilka dni, przeciągnęły się do jedenaście – bo po co wracać, gdy Ardeny roztaczają się jak niezwykły obraz, a w Banneux czeka sanktuarium, które ich całkowicie przytłacza?

Ardeny stały się ich ulubionym tłem – miejscem, gdzie spływają kajakami rzeką Semois, wspinają się na szlak Ninglinspo, gdzie Kubuś pierwszy raz w życiu kąpie się w lodowatej wodzie, a Agusia – bo tak zawsze nazywają mamę – ostrożnie mierzy stopą temperaturę potoku. To tu odkrywają nie tylko piękno krajobrazu, ale i siebie: jako rodzina, jako mała załoga podróżników, którzy nie potrzebują luksusowych hoteli, by czuć się bogaci. Dla nich bogactwem jest spacer po gąszczu hiacyntów w Hallerbos, jedzenie lodów w Durbuy, czy wizyta w opactwie Maredsous, gdzie trapiści warzą piwo, a dzieci bawią się przy piaskownicy przy klasztorze.

Ich kanał, który zaczął się od zamków, rozwinął się w encyklopedię lokalnych doznań. Odwiedzają muzea: kolei, wojskowe, nauk przyrodniczych – i zawsze z Kubusiowskim entuzjazmem w oczach. W Muzeum Nauk Przyrodniczych spędzają ponad trzy godziny, wpatrując się w dinozaury; w Autoworld – w stare samochody, których Kubuś nie może odróżnić od tych z jego zabawek. Ich dzieci rosną przed kamerą: z małych pociech, które trzymały się za rączki podczas łyżwowania w centrum Brukseli, stają się niezależnymi odkrywcami, którzy sami rozwiążą zagadkę w labiryncie z kukurydzy, czy będą chcieć przejażdżki na piaskowym T-Rexie nad Morzem Północnym.

Z czasem pojawiają się nowe tematy, a inne milkną. Już rzadziej słychać o dalekich wyprawach – za to więcej o codzienności, o rowerach, o wizytach w muzeach Brukseli. Znikają z ekranu francuskie doliny, pojawiają się belgijskie piaski Lommel, labirynt w Bokrijk, czy Dywan Kwiatowy na Rynku Głównym. Widać, jak ich priorytety się zmieniają: z ekscytacji odkrywania świata – w kierunku głębszego doświadczania tego, co mają pod nosem. I to nie jest rezygnacja, ale dojrzałość. Dojrzałość rodziców, którzy widzą, że najważniejsze nie jest to, gdzie się jest, ale z kim.

A z kim? Z Agusią – bo ona towarzyszy im w każdej chwili, choć raz musiał zostać w domu, gdy nie udało się zmienić biletów do królewskich oranżerii w Laeken. Z Kubusiem i Klarcią – bo to ich śmiech, pytania i pierwsze próby w spinie wiąże całą tę opowieść. Są oni nie tylko bohaterami filmów, ale i współtwórcami świata Zapo Dream. I choć czasem pojawia się w filmach tylko trójka – gdy Agusia pracuje – to wiadomo, że to nadal rodzina, że to nadal podróż.

Zdarzyły im się też momenty, których nie da się obejrzeć z uśmiechem. W 2022 roku opowiadają o nieudanej wyprawie do Hiszpanii – o tym, jak po trzech dniach w Dolinie Loary otrzymali wiadomość o śmierci mamy. Ich wakacje przerwały się w połowie, a film z Opactwa Chimay stał się nie tylko relacją z podróży, ale i hołdem dla bliskiej osoby. Później, w kolejnych vlogach, wracają do Francji – do zamków Chaumont i Amboise – i robią to nie tylko dla siebie, ale i dla niej. To nie są już tylko wakacje. To są pielgrzymki.

Ich największe sukcesy nie mierzy się liczbą subskrypcji, ale momentami, które trafiają w serce. Vlog o Ardenach z grudnia 2020 roku, zdobywający ponad trzy tysiące wyświetleń, to nie tylko opis gór – to opowieść o zdobyciu siebie w czasach, gdy wszystko się wydaje niemożliwe. Film o Polskim Cmentarzu Wojskowym w Lommel, gdzie żołnierze spoczęli za „naszą i waszą wolność”, to gest szacunku i przypomnienie, że marzenia rodzą się także dzięki ofiarom innych. A ten o Dniu Niepodległości Belgii – obchodzonym 21 lipca – to dowód, że ci, którzy przyjechali, już tu są.

Ich największe niepowodzenia? Być może to nieudane plany, przerwane podróże, czy filmy, które nie trafiły do szerokiego grona. Ale w ich przypadku niepowodzenie to nie porażka – to część snu, która czasem się przerywa, by móc budzić się z nowym oddechem.

Ich świat to nie spektakularne widowiska, lecz piękno drobnych rzeczy: piękno wiśni wiosną, piękno labiryntu, piękno muzyki w muzeum instrumentów, piękno ciszy w opactwie Villers. To nie jest kanał o luksusie, ale o miłości do bliskości, do natury, do dzieci, do codzienności, którą potrafią przetkać marzeniem.

I jeśli kiedyś ktoś spyta, kim są twórcy Zapo Dream, odpowiedź będzie prosta: to rodzina, która wierzy, że życie jest tylko jedno – i że warto je spędzić, snując sny, które potem stają się filmami, a filmy – wspomnieniami.

Żyje się tylko raz – i oni to właśnie robią.